sobota, 18 października 2014

#o51. Kamila

Hej :3. W końcu postanowiłam wrócić do tego bloga. Na razie zawiesiłam opowiadanie, jednak na pewno kiedyś do niego wrócę ^^.
A teraz mój kolejny słaby wytwór bez tytułu. Tak, wiem, że jest krótki.


Dziewczyna przebudziła się i wyjrzała przez okno. Mimo tego, że jej okno znajdowało się na pierwszym piętrze, na trawie zobaczyła poranne kropelki rosy. Dzień zaczynał się wprost fantastycznie. Szkoda tylko, że był to poniedziałek i znów zaczynał się kolejny tydzień szkoły. - Ach... - westchnęła cicho i zaczęła wpatrywać się w ogród wypełniony pięknymi kwiatami. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi pokoju. - Tyśka, otwieraj! Za pół godziny musisz wyjść do szkoły! - usłyszała stanowczy głos matki, która najwyraźniej była czymś bardzo zdenerwowana. Nastolatka zdusiła w sobie jęknięcie i wolno skierowała się w stronę szafy.
*****
- Dzień dobry, nazywam się Elżbieta Zawadzka i będę uczyła was fizyki. Wiem, że to może trochę nieodpowiednie, zmieniać nauczycielkę w trzeciej klasie, ale wasza pani została zwolniona za...
- Może się pani trochę przymknąć? Potrzebujemy spokoju. - odparła dziewczyna siedząca w ostatniej ławce, która ze spokojem paliła papierosy przez okno. Nowa fizyczka była zgorszona jej zachowaniem, ale postanowiła jej nie karać, tylko zwrócić uwagę.
- Jak się nazywasz? Jestem zmuszona postawić ci uwagę.
- Anka Kalinowska. - odparła niezrażona dziewczyna. - Pani robi co chce, ale nie ukrywam, że nie lubię zapalić. Trzeba się przyzwyczaić.
Nauczycielka była zgorszona. W swojej dawnej szkole uderzyłaby dziewczynę w policzek, ale to było porządne gimnazjum, bez przemocy. W takim razie, dlaczego zastała palącą uczennicę? Czyżby to było fair?
*****
- Kama, z kim mamy później lekcje? - spytała Anka. Z delikatnym uśmiechem na ustach kończyła palić.
- A z kim mamy mieć? - burknęła dziewczyna. - Bodajże z plastyczką.
Patrycja zapatrzyła się przed siebie. Wciąż stawał jej przed oczami ogród. Miała dziwne wrażenie, że krople rosy układają się w jakieś słowa, a później nagle znikły. "Heh, pewnie mi się przywidziało, w końcu ostatnio mam jakieś dziwne sygnały" - pomyślała, jednak wcale jej to nie uspokoiło.
Poczuła, że ktoś trąca ją w ramię.
- Kama? Kama! Halo? Co się z tobą dzieje? Wchodzimy do sali, był już dzwonek na lekcję. - usłyszała ciepły głos jakiegoś chłopaka. Poganiał wszystkich, by wchodzili do sali. Nastolatka spojrzała na jego twarz. Miała ciepłe rysy i piękne, brązowe oczy. Głos był miękki. Chłopak z pewnością nie należał do najniższych.
- Jesteś... jest pan nauczycielem? - spytała niepewnie. - No i "Kama" do mnie zwracają się osoby, które raczej znam, a ciebie... pana nie kojarzę.
"Żebyś tylko wiedziała, że mama opowiadała mi dość dużo o tobie", pomyślał.
- Myślę, że jesteś w tej szkole od dawna, więc powinnaś rozpoznawać takich ludzi. - zaśmiał się chłopak. - Nie, nie jestem. Nazywam się Michał.
- Aha, ja jestem Kamila. - speszyła się gimnazjalistka i szybkim krokiem weszła do klasy. Zajęła miejsce obok Anki.
Minął dobry kwadrans, kiedy do sali weszła nauczycielka. Było to dla nich ogromne zdziwienie, gdy okazało się, że jest ta sama, która uczyła od kilku lat w ich szkole - krążyły pogłoski, że w ich szkole ma się pojawić ktoś nowy. Plastyczka także nie była zdziwiona widokiem uczniów. Anka dalej paliła, Kama zawsze zajmowała się rysowaniem, Kuba wciąż odwracał się do tyłu i rozmawiał, Magda głośno komentowała to, co usłyszała, Bartek wciąż chodził na wagary, nie zważając na zbliżający się egzamin gimnazjalny, a reszta klasy zajmowała się swoimi sprawami. Jedynym nowym uczniem był Michał. Nauczycielka musiała ukrywać to, że Michaś jest jej synem. Było jej głupio, że jest tutaj, ale musiał się przenieść do innego gimnazjum. W końcu w grudniu skończy siedemnaście lat, a już dwa razy nie zdał.
- Widzę, że mamy nowego ucznia. - uśmiechnęła się znacząco Magda.
Michał usłyszał jej słowa i spojrzał na nią, podnosząc brwi. "Boże, jak on słodko wygląda..." - przemknęło przez myśl Kamili. Anka zachowała zimną krew i odparła:
- Nie martw się, nowy, to jest porąbana idiotka.
- Aha, spoko. - odparł chłopak, na szczęście nie zdążył zamartwić się atakiem koleżanki, której wpadł już w oko.
*****
Zadzwonił dzwonek, który oznajmiał już koniec lekcji. Kamila wyglądała jak siedem nieszczęść. Była blada jak ściana.
- Pat, co się z tobą dzieje? - spytała zaniepokojona Anka.
- Nie wiem, może jestem po prostu chora. - odparła wymijająco dziewczyna, trzęsąc się. - Pójdę do domu i wypiję sobie ciepłej herbatki.
- Tylko nie zapomnij nauczyć się niemieckiego, Mazurcia ci nie odpuści. - dodała Anka, uśmiechając się pod nosem.
Kamila szybko wyszła i dostrzegła znajomą sylwetkę. To był chłopak, którego dzisiaj poznała. Zapewne była nim zauroczona, gdyż na każdą myśl o nim rumieniła się. "Nigdy się tak nie czułam" - pomyślała. Po chwili speszyła się, gdyż wiedziała, że nie może zobaczyć jej w takim stanie.
- O, hej, Kama! - krzyknął chłopak, a dziewczyna chciała zapaść się pod ziemię . Naprawdę ją dostrzegł? Ach tak, przecież dzisiaj założyła różową bluzę z napisem "GAP", więc na pewno można było ją dostrzec.
- Cześć. - odparła dziewczyna lekko schrypniętym głosem. Czując się coraz gorzej, wyminęła Michała i skierowała się w stronę domu, który był ukryty wśród ogromnego osiedla. Dopiero gdy usiadła na swoim łóżku, z jej oczu popłynęły łzy. Michał przypominał jej byłego chłopaka, o którym chciała zapomnieć.
"Ile ja bym teraz dała, żeby tato ze mną był..." - pomyślała. Niestety, to nie było możliwe. Przecież on zginął w wypadku i nic nie zwróci mi życia.
- Jestem głupia. - dodała cicho i zasnęła.
*****
Kamila, przynajmniej w swoim mniemaniu, miała powód, by tak siebie określić. Kiedyś była radosną, wrażliwą dziewczyną, dla której wygląd się nie liczył. Wszyscy w szkole ją lubili, nauczyciele przymykali oko na drobne sprzeczki z koleżankami, które tak naprawdę bardzo ją lubiły i droczyły się z nią dla żartów. Nie było osoby, która nie chciała przyjaźnić się z tą słodką i niebanalnie inteligentną osóbką. Dziewczynka od dzieciństwa brała udział w zajęciach tanecznych z baletu. I tam radziła sobie całkiem dobrze, została przydzielona do grupy średnio zaawansowanej. Chodziła na treningi dwa, a nawet trzy razy dziennie, nie licząc częstych ćwiczeń w domu. Nauczyciele byli trochę zaniepokojeni, bo Kamila często opuszczała lekcje. Jednak dziewczynka ćwiczyła jedynie z własnej woli, a rodzice zaczęli odradzać jej nadmierne trenowanie niebezpiecznego tańca.
Tragedia zdarzyła się pewnej nocy, kiedy po wieczornym treningu Kamila zorientowała się, że zostawiła baletki w szkole tańca. Zaczęła krzyczeć i tupać, w jej oczach pojawiły się łzy. Nie mogła zasnąć, gdy nie widziała ukochanych baletek przy sobie! Ojciec był bardzo niezadowolony, wręcz wściekły. Jednak nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy zobaczył radosną córkę skaczącą wokół samochodu.
Wyjechali na drogę. Nagle zobaczyli jakiś samochód, za kierownicą zapewne siedział nietrzeźwy człowiek. Jego samochód wjechał w przednie drzwi samochodu rodziców dziewczynki od strony kierowcy. Kamila nerwowo wstukiwała numer alarmowy i do swojej mamy. Niestety, było za późno. Jej ukochany tatuś zginął na miejscu.
Dopiero, gdy znalazła się w swoim pokoju, zrozumiała, że nie odzyska ojca. Nie płakała. Usiadła na łóżku, podkuliła nogi i tak przebywała przez kilka godzin. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że straciła kogoś ważnego na zawsze. Zamknęła się w sobie, nie była sympatyczną, spontaniczną Kamilką, jaką wszyscy znali.
Odnalazła się dopiero w gimnazjum, gdy mogła sobie pozwolić na chłodną i ironiczną postawę. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nikt jej tutaj nie znał. Mogła zacząć wszystko od nowa, nie musiała strzec się z pilnowaniem swojej tajemnicy (wciąż obwiniała się za śmierć ukochanego taty).
*****
Biegła i biegła, nie mogąc złapać tchu. Wprawdzie była już daleko od nieznajomego, ale wolała nie zatrzymywać się.
Nagle napastnik ją dogonił i złapał ją za ramię.
- Puszczaj! - syknęła.
- I co, będziesz uciekała całe życie!? Nie bądź tchórzem, stań przeciwko! - powiedział i odszedł. Oszołomiona usiadła na asfalcie bocznej uliczki i zapatrzyła się w niebo.
Napastnik poszedł jeszcze raz do niej.
- Nie zmarnuj swojej szansy, wykorzystaj ją w pełni... Inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa...
- Odwal się ode mnie! Co, jasnowidzem jesteś? - krzyknęła.
Nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ tajemniczy odszedł. Jednak wydawało się jej, że skądś go zna. Ale skąd? W uszach dźwięczały jej słowa: „...i co, będziesz uciekała całe życie!?”...
*****
„Kama, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie i nigdy cię nie opuszczę...”
Te słowa brzęczały dziewczynie w uszach. Wiedziała, że nie będzie jej łatwo zapomnieć o wydarzeniach z czasów, gdy jeszcze nie była w tej szkole. Ilekroć chciała wymazać z pamięci tamte czasy, te wracały ze zdwojoną siłą.
Próbowała odrobić polski, jednak fala wspomnień ogarniała jej umysł. W końcu poddała się. Zamknęła zeszyt, usiadła na łóżku i skuliła się jak przed laty. Myśląc o tych wydarzeniach, nie mogła płakać. Jedyne, co mogła zrobić, to ściskać brwi i wymuszać sztuczny uśmiech na twarzy.
Usłyszała tupot obcasów. Wiedziała, że to jej matka wróciła z pracy.
- Córeczko! - kobieta wpadła do pokoju Kamili i widząc pozę, w jakiej teraz była nastolatka, pokręciła głową. - Chciałaś o tym zapomnieć!
- Tak, ale... - urwała dziewczyna, nie chcąc kończyć zdania. Domyśliła się, że matka także chciała wymazać z pamięci śmierć ukochanej osoby, ale kobieta nie wiedziała, że Kamila chciała wyjechać jeszcze z jednego powodu.
- Idź spać, jest już dziesiąta wieczorem. Miałaś poprawić sprawdzian, kiedyś byłaś taką dobrą uczennicą... - westchnęła.
- Dobrze, dobranoc. - nastolatka nakryła się kołdrą i czekała na wyjście kobiety.
Matka, nie odpowiadając, wyszła.
*****
Był piękny, słoneczny dzień. Caitlin w parku zbierała kasztany i liście, wykonując dźwięczne ruchy do ludzi patrzących na nią. Była nienagannie ubrana, a wyróżniająca się uroda dziewczyny sprawiała, że było na czym zawiesić oko. Nagle w parku dostrzegła szkolnego przystojniaka. Caitlin, tak jak większość dziewczyn w jej szkole, podkochiwała się w nim. Na początku myślała, że to jedynie delikatne zauroczenie, jednak on także okazywał jej sympatię, a niektóre jego gesty i słowa dawały do znaczenia, że jest dla niego kimś więcej niż koleżanką.
- Hej, Kacper! - zawołała do niego, równocześnie machając mu ręką. Ten, widząc ją, uśmiechnął się i szybko podszedł do niej.
- No hej, Cat. - wiedziała, że to jego przezwisko na nią. Poczuła się wyróżniona i zarumieniła się. Szybko przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Co u ciebie? Bo u mnie wszystko w porządku. - powiedziała lekko, z niemałą sympatią. To był jej szczęśliwy dzień!
- U mnie wszystko w porządku, bo widzę, że chyba dostałaś okresu! - zarechotał Kacper. Po chwili podbiegła do niej jakaś dziewczyna, oblewając ją czerwoną farbą.
Po chwili podbiegli do niego koledzy, przybijając z nim piąteczki.
- Zobacz, kochanie, jak się spaliła ze wstydu. A może jest uczulona na czerwony kolor? - zachichotała dziewczyna, która przyciągnęła go do siebie i pocałowała prosto w usta.
- Cat, przedstawiam ci moją dziewczynę, Elkę... Mam nadzieję, że nie myślałaś, że będę z taką nieudacznicą jak ty? - zaśmiał się szyderczo Kacper, a koledzy jemu zawtórowali.
Caitlin myślała, że chyba spali się na popiół. Była rozgoryczona zachowaniem obiektu westchnień, ale miała ochotę uderzyć go w twarz. Nie miał prawa tak jej obrazić, nie miał prawa zmusić swojej... dziewczyny do czegoś takiego! Najgorsze było to, że koleżanki przechodziły obok, chichocząc. Caitlin palnęła się w czoło. To było jasne, że żeby przypodobać się Kacprowi, będą kłamać i przestaną jej wierzyć! Przecież ona nie dostała okresu i wiedziała, że nigdy go nie dostanie... Wszystko przez to, co stało się po jej urodzeniu.
Wierzchem dłoni otarła łzy i zdobyła się na odwagę, by powiedzieć:
- Jesteś pustym bydlakiem, nie wiem, co twoja dziewczyna w tobie widzi.
- Coś widzę, dziewczynko, a ty się nie w... - odparła Elka.
- Najwyraźniej widzi w tobie samą patologię, bo tacy jesteście. - powiedziała z satysfakcją Caitlin. Nie chciała nic więcej dodawać, po prostu odeszła.
*****
Kamila obudziła się. Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że jest już naprawdę późno. Kątem oka zerknęła na zegarek. Dochodziła trzecia. Moment później przypomniała sobie swój sen i znów czuła się tak, jak wcześniej, czyli okropnie. Dlaczego w tych najlepszych momentach muszą przypominać się jej te najgorsze. Wtuliła głowę w poduszkę. Kiedyś wierzyła, że pomoże jej to wymazać złe wspomnienia z pamięci. Teraz było inaczej, po prostu straciła nadzieję.
Zerwała się z łóżka i włączyła laptop. „Szybciej, szybciej...” - poganiała go w myśli. Dopiero po chwili dotarło do niej, co robi. Przecież nie wiedziała, czego będzie szukać. Bezmyślnie krążyła po Facebooku, jednak nikogo tam nie było. Nie miała tam setek znajomych, tylko kilkanaście zaufanych osób. Gdy Kamila zapraszała kogoś do znajomych lub akceptowała znajomych, to ci czuli się wyróżnieni, tak jakby byli w elicie. Po części tak było. Wylogowała się i wyłączyła laptop. Znów położyła się do łóżka. Dzisiaj miała mieć ważny sprawdzian, dzięki któremu chciała podciągnąć ocenę z niemieckiego na czwórkę.
Jednak nie mogła zasnąć. W głowie przewijały się jej wydarzenia sprzed kilku lat. „Czy to musiało się zdarzyć? Dlaczego to zdarzyło się właśnie mnie? Co takiego złego zrobiłam, że teraz muszę cierpieć? Nie wymażę z pamięci tamtych wydarzeń, nie mogę...” - myślała gorączkowo. W tej chwili pragnęła uzyskania odpowiedzi na wszystkie pytania zadane w myślach.
Po godzinie zasnęła.
*****
Caitlin czuła się poniżona. Jak to możliwe, że obiekt jej uczuć zniszczył jej marzenia, wszystko runęło jak domek z kart...? I to trwało tylko kilka minut...
Szybko pobiegła do domu się przebrać. Musiała iść na zajęcia z matematyki, na szczęście rok już się kończył i te zajęcia były ostatnie. „I całe szczęście” - pomyślała Caitlin, z niechęcią sięgając po torbę z różnymi książkami i zeszytami do tego przedmiotu. Tak bardzo chciała znów zatańczyć balet, udać się na zajęcia i choć przez chwilę poczuć się gwiazdą, najważniejszą osobą na świecie... i zapomnieć o niemiłym wydarzeniu w parku. Jednak najpierw czekała matematyka, nudny obowiązek. Jednak gdyby miała jedynkę, mama by jej tego nie podarowała.
Z ciężką miną skierowała się na przystanek autobusowy. Torba ciążyła jej na ramieniu. Musiała czekać kilka minut. Już wiedziała, że będzie spóźniona. Ale co z tego, to tylko kilka minut. Przynajmniej zjawi się na zajęciach.
Szła drogą do szkoły i nuciła sobie melodię, aż zobaczyła Kacpra. On także ją zobaczył i uśmiechnął się do niej irytującym uśmieszkiem. Caitlin ku jego zdziwieniu zignorowała go i ostentacyjnie przekroczyła drzwi szkoły. Już matematyka nie była taka nudna, stanowiła ochronę przed złośliwym chłopakiem. Zdążyła się domyślić, że był do wszystkiego zdolny.
W klasie opadła na krzesło. Matematyczka nie pytała, dlaczego dziewczyna się spóźniła, tak jakby czytała jej w myślach. A może miała to wypisane na twarzy?
*****
> pamiętnik Kamy <
Zerwałam się z łóżka i spojrzałam na zegarek. Dochodziła szósta rano. Dzień zapowiadał się ponury, padał deszcz i nie było widać nawet promienia słońca. Westchnęłam. Gdyby wszystkie dni były słoneczne... Czasem mam dziwne wrażenie, że pogoda zależy od mojego samopoczucia i stanu psychicznego. Nie, to tylko bzdury. Czasami naprawdę mówię bez sensu, lub tak myślę.
Chciałabym zapomnieć o wydarzeniach sprzed lat, o śmierci ojca... Teraz nic nie jest takie, jak wcześniej. Jestem taka... nieufna i zamknięta w sobie, boję się otworzyć. Nawet Ance nie mówię moich sekretów. A gdyby się upiła i wygadała wszystko...? Chociaż, w sumie to tylko pali, nigdy nie zobaczyłam jej z piwem w ręku.
Ach, pamiętniczku. Wymaż mi pamięć, proszę. Chcę zapomnieć o tym wszystkim, ale nie mogę. Każda rzecz przypomina mi wydarzenia sprzed kilku lat. Mama nie musi pamiętać, jest zabiegana i tylko dom przypomina jej o tacie. A ja muszę pamiętać. Może będziesz wiedział, pamiętniczku, dlaczego tak bardzo nie lubię przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matmy i fizyki?
Okej, kończę już, bo mama przychodzi. Nie chcę, by widziała, że wstałam tak wcześnie...
*****
Kamila szykowała się do szkoły. Zawiązywała buty, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie wiedziała, kto to był, jednak otworzyła drzwi. Zobaczyła Ankę.
- Hej. - powiedziała i wpuściła dziewczynę do środka. - Co się stało? Przecież mamy na dziesiątą.
- Wiem. - sapnęła zdyszana Anka. Najwyraźniej przed chwilą biegła. - Ale uciekałam przed czyimś psem, chyba był na mnie wściekły.
- Haha. - zaśmiała się trochę sztucznie Kamila. Nie było jej do śmiechu, bo wciąż miała w pamięci sen. Wspomnienia wracały.
- A ty co taka przygnębiona? Masz papierosa? - spytała Anka, jednak wyraźniej zależało jej na pierwszym pytaniu. Kamila sięgnęła po świeżo napoczętą paczkę.
- Po prostu nie czuję się dobrze, jestem trochę zmęczona. - odparła wymijająco, podając znajomej paczkę. - Ostatnio nie mogę się dobrze wyspać.
Teraz kłamała w żywe oczy.
- Aha, to dobrego kremu używasz, bo nie widać żadnych oznak zmęczenia. - powiedziała Anka. Rozmowa nie kleiła się, Anka próbowała zadawać pytania, ale Kamila odpowiadała krótkimi odpowiedziami.

Nagle za oknem usłyszały wybuchy. Wydawało się, że to odgłos bomb. Kama machnęła ręką i nieświadoma zaistniałej sytuacji włączyła telewizor. To, co w nim zobaczyła, wprawiło ją w niemałe zdumienie...

_
01.2017: Z Anki mogłam taką ciekawą postać zrobić, a wydaje mi się, że z Kamili robiłam Mary Sue. Taka mała faza na "Miasto '44", więc nie bierzcie na poważnie tego opowiadania.

środa, 8 października 2014

#o5o. Zmiana

To nie kolejny rozdział, a opublikowany na WinxBlogger kilka dni temu. Miłego czytania :3.


******


Eternity stała jak wryta. Pierwszy raz słyszała płacz matki. Czyżby naprawdę kochała Valtora, tego chłopaka? "Czuję się jak w argentyńskiej telenoweli. - pomyślała. - Jednak wcale nie jest mi do śmiechu. Nie mogę w to uwierzyć, ale boję się własnej matki... Nie! Będę silna!". I z tym mocnym postanowieniem wróciła do swojego pokoju.
Zaś Kiara była zaskoczona zachowaniem królowej. "Jeśli pomyśli, że Stella to ja... może mnie zabić. Muszę ostrzec Stell." - myślała, jednak nie mogła zdecydować się, co zrobi dalej.
- Charmix! - krzyknęła, przemieniając się. Jej strój był w pomarańczowym kolorze, był to kombinezon bez rękawów, za to miał długie nogawki. Buty były minimalnie ciemniejsze. Skrzydła były białego koloru. Na głowie miała pomarańczową, iskrzącą się opaskę, a rękawiczki były krótkie, do nadgarstka. Włosy były rozpuszczone, lekko falowane. Wyglądała przepięknie.
Princesa usłyszała okrzyk i natychmiast wparowała do salonu.
- Księżniczka Stella?! - zapytała groźnie. - Co ty tutaj robisz?!
- Walczę o Solarię! - krzyknęła Kiara, pomijając fakt, że nie jest Stellą. - Wiem, że współpracowałaś z tym człowiekiem, ale on odmówił...
- Milcz! - rozkazała bezwzględna królowa. - Nie masz prawa mówić tak o moim...
Zawiesiła głos i zamilkła.
- Mogę stanąć do walki, stawką może być życie! - odparła bohatersko dziewczyna, w duchu trzęsąc się jak galareta. A co byłoby, gdyby Princesa odebrała jej życie?!
- Tak, ty na pewno. - powiedziała lekceważąco kobieta, odkładając niedopałek tytoniu do kryształowej popielniczki. Nie traktowała odwagi księżniczki poważnie.
Przez dłuższą chwilę mierzyły się stalowym wzrokiem.
- Dobrze. - królowa przerwała ciszę. Mówiła powoli, starannie dobierając słowa. - Jeśli ja wygram, a ty przegrasz, Solaria zostanie zniszczona, a ty stracisz życie. Zaś jeśli ty wygrasz, a ja przegram, Helaria przestanie istnieć, a ja zginę.
- Dobrze. Czas zacząć walkę! - krzyknęła Kiara.


*


Tymczasem niczego nieświadoma Stella przebywała na Solarii. Zamknęła się w swoim pokoju i bezustannie płakała. Nie mogła zrozumieć tego, że ukochany tak ją okłamał. Po tym wszystkim nawet nie była pewna, czy w trakcie trwania ich związku nie zdradził jej z Princesą, tak jak zrobił to Brandon z Bloom...
- Nie, ja popadłam w jakiś obłęd... - szepnęła do siebie dziewczyna, gorączkowo szukając w pamięci dobrych chwil spędzonych z przyjaciółkami, nauczycielami, rodziną, chłopakiem, jednak w tej chwili nic nie nasuwało się jej na myśl.
- Po prostu mam pecha. - dodała bezgłośnie, biorąc do ręki zdjęcie sprzed kilku lat. Nastoletniej blondynce wiatr delikatnie rozwiewał włosy, a na twarzy błądził delikatny uśmiech. Jej brązowe oczy były zamyślone, patrzyły prosto przed siebie. Głowa opierała się na ręce. Dziewczyna wyglądała przepięknie. "Nawet nie mogę sobie przypomnieć siebie w takiej scenerii. Czy ja kiedykolwiek byłam w tym miejscu? I czy to naprawdę jestem ja?" - pytała siebie w myślach księżniczka, w głębi duszy oczekując, że otrzyma jakąś odpowiedź. Niestety, nic podobnego się nie stało. Mimochodem spojrzała za zdjęcie schowane za albumem, które dość dobrze było widać. Podeszła do półki i wyjęła je.
Jej nastrój momentalnie się popsuł, bowiem na zdjęciu widniała twarz Valtora. Wszystkie złe chwile nagle powróciły. Wściekła dziewczyna od razu porwała zdjęcie na kawałeczki i znów zaczęła płakać.
- Kochanie, otwórz mi drzwi! - usłyszała głos matki, która delikatnie pukała w drzwi pokoju Stelli. Dziewczyna nałożyła sobie słuchawki na uszy i od razu zasnęła. Nie było w stanie jej zbudzić nawet to, że tuż obok pałacu rozległ się huk. To mieszkańcy Helarii bombardowali Krainę Słońca, która powoli równała się z ziemią.

*


Flora wróciła na Solarię. Z przerażeniem patrzyła na rannych ludzi i zniszczone domy. Dopiero po chwili zrozumiała, że to jest planeta, z której pochodzi jej przyjaciółka. Otaczał ją krajobraz wojny, prawdziwej wojny. Takiej, o której dotąd tylko czytała w książkach.
"Takie jest życie, Flora, musisz się z tym pogodzić" - pomyślała, chociaż wcale jej to nie uspokoiło. A jeszcze tak niedawno czarodziejki były takie szczęśliwe, miały tyle planów na przyszłość. Bloom i Sky po wakacjach postanowili wyjechać w podróż do Paryża na kilka miesięcy, a Brandon zwierzył się Florze, że chce oświadczyć się Stelli. A tak życie blondwłosej księżniczki się zawaliło.
"Ciekawe, co czuje Stella... Myślę, że po czymś takim załamałabym się. Jednak nie jest jedynie rozkapryszoną księżniczką, a osobą z bardziej ludzkim charakterem od nas!" - przyszło na myśl kwiatowej wróżce. Przy problemach przyjaciółki inne sprawy stawały się błahostkami.
Dziewczyna wpatrywała się w okna pokoju Stelli i zamyśliła się. Firanki niespokojnie fruwały, zaś okna były otwarte. W głowie czarodziejki natury krążyły niespokojne myśli. A jeśli Stella nie...
Bez zastanowienia wbiegła do pałacu i biegnąc po schodach, widziała rannych ludzi, a sanitariuszki nakładały im opatrunki. Zdarzały się złamania, a także postrzelenie ręki. Bała się, że to samo mogło się przytrafić przyjaciółce.
- Stella, otwieraj! Słyszysz mnie?! Otwieraj! - krzyczała, waląc w drzwi. Nie mogła ich wyważyć ani przenieść, gdyż były magiczne i dodatkowo zabezpieczone przez rodzinę królewską. Nikt po drugiej stronie jej nie odpowiadał. Flora osunęła się na ścianę i usiadła na podłodze. Nie potrafiła wydusić z siebie żadnego słowa. Nagle drzwi się otworzyły. Kwiatowa wróżka nie mogła dostrzec w zapłakanej blondynce bez makijażu i w rozciągniętym ubraniu zadbanej, umalowanej przyjaciółki.
- Dlaczego dobijałaś się do drzwi? - spytała cicho dziewczyna.
- Myślałam, że nie żyjesz... - odparła czarodziejka, patrząc na jej ubranie.
- Wybacz, że tak wyglądam... - Stelli najwyraźniej samo mówienie sprawiało ból. - Wejdź.
Pokój księżniczki nie wyglądał strasznie, jak spodziewała się tego Flora. Magazyny o modzie jak zawsze były porozrzucane po biurku, na nocnym stoliku stała szklanka wody, a na łóżku oprócz pościeli znajdowało się dość duże pudełko chusteczek.
- Płakałaś? - zająknęła się czarodziejka natury. Oparła się lekko o biurko, wsłuchując się w odgłosy walk i krzyków.
- Tak. - odparła czarodziejka. Położyła się na łóżku, nakryła się kołdrą i odwróciła się do ściany. W pokoju było słychać brzęczenie muchy, nie licząc huków, które było słychać co chwilę.
- To... może ja już pójdę... - zaproponowała Flora.
- Jeśli chcesz, opowiem ci wszystko.
Stella nie obróciła się do przyjaciółki. Głos jej lekko drżał, było słychać ciche chlipnięcie. Nie czekając na odpowiedź Flory, zaczęła:
- Spotkałam się z... Valtorem. Goniła nas Abby, jakaś koleżanka Suzy... Schowaliśmy się w podziemnych kanałach i... wtedy powiedział mi, że... przez ten cały czas pracował dla... Princesy i konstruował roboty i to, że... Princesa jest w nim... zakochana...
Po tej wypowiedzi znowu zaczęła płakać, już nie mogła powstrzymać łez. Wciąż do końca nie mogła uwierzyć w to, że mogła aż tyle komuś powiedzieć. Zaś Flora zszokowana patrzyła na Stellę. O co tu chodzi?! Czyli ona od początku wiedziała, że Valtor powrócił?
- Stella, ale Valtor... On jest dla ciebie kimś ważnym? - spytała cicho, nie chcąc denerwować dziewczyny. Wtedy ta odwróciła się do niej.
- On był moim chłopakiem... Ale okazał się taki sam jak Brandon, wiesz? - odparła gorzko. - Tutaj nie mam już nic. Solaria się rozpada, rodzice ciągle mnie okłamują, przyjaciółka mnie oszukała, tak samo jak chłopak, któremu zaufałam... Nie mam już dla kogo żyć.
- Stello, przecież... - zaczęła Flora. Blondynka bez słowa podniosła się i otworzyła drzwi. Flora, widząc jej wzrok, wyszła. Księżniczka tylko dodała:
- Wiesz, kiedy najbardziej cierpisz? Kiedy okazuje się, że nikt ciebie nie kocha.