poniedziałek, 22 lutego 2016

Nie ufaj nikomu.

Patrzyłam na karteczkę jak oniemiała. Jaki plan A? Istniały jeszcze inne możliwości? Najbardziej bałam się, że chodziło o mnie lub kogoś ze mną powiązanego. Chyba nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Wiedząc, że i tak nie uniknę spotkania z Hanką, postanowiłam zostać w mieszkaniu. Pomyślałam o tajemniczej kopercie ze zdjęciami. Zaczęłam układać je chronologicznie. Młoda dziewczyna z przyjaciółmi, z rodziną, prawdopodobnie z chłopakiem. Zaczęły się pojawiać zdjęcia, na których imprezuje. A później zdjęcia ze szpitala, było ich coraz mniej. Na ostatnim dziewczyna miała całą twarz oklejoną bandażami.
Wciąż zastanawiało mnie kto to jest, bo na pewno nie Hanka. Wyglądała zupełnie inaczej, tak jakby nie z tego świata. Jedno zdjęcie szczególnie mi się spodobało - wyglądała na nim zupełnie jak księżniczka. Piękna, jasnoniebieska suknia wyglądała jak typowa ślubna, sięgała do podłogi. Jej ręce zakryte były białymi rękawiczkami ponad łokieć. Jej twarz wydawała się być bez grama makijażu, poza kreskami eyelinerem i delikatnym błyszczykiem. Miała bardzo jasne włosy rozwiewające się na wszystkie strony, jednak to tylko dodawało efektu zdjęciu. Śmiałymi, szarymi oczami patrzyła wprost w obiektyw. Unosiła się lekko nad ziemią.
Ale bardzo mi kogoś przypominała. Nie mogłam sobie tylko przypomnieć kogo.
"Piękna", pomyślałam i odłożyłam zdjęcie na bok.
Znalazłam jeszcze jedno, które mi się spodobało. Siedziała na oknie najwidoczniej pogrążona w myślach. Ale coś innego przykuło moją uwagę.
Zrobiłam zdjęcie elementu, który mnie zainteresował, i przybliżyłam je do granic możliwości.
Na jej małym tatuażu widniały literki D-I-S.
Darcy, Icy, Stormy. Trix.
Czyli pewnie trzymała z nimi jakiś sojusz lub robiła coś podobnego.
"Nie do wiary", przemknęło mi przez myśl. "W końcu... wszystkie niepozornie wyglądające osoby są szpiegami lub osobami powiązanymi z czarną magią. Aż dziwne".
Te dwa zdjęcia ukryłam w szufladzie, pod jakimiś gazetami - resztę schowałam do koperty i zostawiłam ją pod bałaganem pod łóżkiem.
Czując, że dzisiejszy dzień jest w stanie wiele zmienić, potrzebowałam małego odprężenia. Zagranie w internetową gierkę na pewno zdołałoby mnie odprężyć.
Włączyłam sobie internetowe radio, po chwili grę. Nagle stało się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam.
To był przypadek... nie tego typu, kiedy śpiewają syreny.
W moich oczach pojawiły się łzy.
Nawet nie zauważyliśmy, gdy zaczęliśmy się kruszyć.
Odruchowo odwróciłam głowę.
Powiedz mi, czy nigdy nie czułaś się delikatna i niewinna?
Czy wciąż wątpisz, że nasza wiara ma jakiś sens?
Uwielbiałam śpiewać tę piosenkę razem z Valtorem. Spędzaliśmy całe popołudnia, a nawet i dnie, na magicznej łące, gdzie nikt nas nie słyszał ani nie widział. Oboje fałszowaliśmy, ale nikomu to nie przeszkadzało. Zaś kiedy ściszaliśmy swoje głosy i śpiewaliśmy cicho, ciężko było fałszować. Chłopak nie lubił tego, wtedy nierzadko był w stanie zasnąć. Lubiłam go w ten sposób drażnić.
Powiedz mi, czy mają sens niekończące się kłótnie, by się przełamać?
U nas miały. Wprawdzie nie zdołaliśmy się poznać tak dobrze, wystarczająco dobrze. Rozdzielenie nas wystarczająco to utrudniło. Gdybym chociaż miała z nim kontakt, gdybym mogła... nie wiem, jakoś z nim rozmawiać, może nie tęskniłabym aż tak bardzo...
Gdyby... jakie to puste słowo.
Ciągle ktoś przegrywa, bo nie ma drogi powrotu.
Chciałabym wrócić do tamtych wakacji. Mimo że moje szczęście trwało niedługo, było wspaniale. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Przecież wcześniej byłam stereotypową blondynką.
Zniszczyłam laboratorium chemiczne w szkole i przez to nie zdałam. Przez to, a raczej dzięki temu poznałam świetne dziewczyny, które stały się moimi pierwszymi prawdziwymi przyjaciółkami. Założyliśmy Klub Winx i poznałam Brandona... kiedy go widziałam, mocniej biło mi serce. Jednak nikomu nie chciałam się przyznać, że po historii z księżniczką Amentią coś zaczęło się walić. Nie czułam do niego tego samego co kiedyś. A może nigdy nie byłam w nim zakochana? W końcu tyle okłamywałam nawet samą siebie, że zaczęłam wierzyć w swoje kłamstwa i może to mnie zgubiło.
Liczyły się dla mnie tylko ciuchy i bycie na topie. Miałam wszystko to, czego wtedy pragnęłam. Umiałam być chłodną suką bez uczuć. Wyśmiewać się ze wszystkiego i ze wszystkich. Żałowałam, że nie zostawiłam sobie tej umiejętności. Uczucia mnie osłabiły.
Patrząc na Twoje zdjęcie zdaję sobie sprawę, że wszystko jest w przeszłości.
Bo takie było. Wszystko. Dwa lata temu nie pomyślałabym, że mogę żyć inaczej. Nie widziałam tego wszystkiego, co odkryłam później. Pozwalałam Bloom nieudolnie rządzić w Klubie, pozwalałam pozostałym przegrywać walki. Bycie tą najładniejszą, jedną z największych gwiazd Winx zupełnie mi wystarczało.
Nigdy nie czułam się aż tak samotna... Chciałabym, żebyś wyznał mi miłość.*
Koniec. Nie wytrzymam więcej. Nie zdołam. Wyłączyłam internetowe radio i zamknęłam klapę laptopa. Zsunęłam się po łóżku.
Dlaczego jestem taka słaba myśląc o uczuciach? Dlaczego ciągle myślę o Valtorze?
Mogłam nie wydawać tamtej imprezy urodzinowej, wtedy może do teraz byłabym z nim..
Rany, Stella, dosyć.
Usiadłam po turecku na łóżku i zastanawiałam się, co dalej, jak to dalej będzie wyglądało. Nie miałam pojęcia co się dzieje, wszystko przemykało obok mnie, toczyło się beze mnie. Miałam wrażenie, że tylko ja jestem zagubiona w wirze wydarzeń.
Chciałam się komuś zwierzyć i kiedy już miałam ochotę zdusić tę chęć w sobie, odszukałam pewną osobę w kontaktach i zadzwoniłam.
- Tu Liv...

- Po prostu mam wrażenie, że wszystko się sypie. Bloom została królową Domino i wypowiedziała nam wojnę... a ja mam wrażenie, że to wszystko mnie przerasta i nie umiem sobie z tym poradzić... - mówiłam siedząc na wygodnej kanapie Olivii.
- Kurczę, tak jakby wszystko się obracało. Kiedy ja byłam nieszczęśliwa, ty wprost promieniałaś - powiedziała po chwili namysłu.
Nad czymś jeszcze się zastanawiała, w czym nie chciałam jej przerywać. Po chwili odezwała się.
- No ale dlaczego odrzucasz Liama? W końcu jest opiekuńczy, sympatyczny, no i przede wszystkim przystojny. Gdyby nie Jason, sama bym się za niego wzięła.
Zaśmiałam się, jednak trwało to tylko chwilę.
- Ale jest Valtor - odparłam, czym chyba ją zdenerwowałam.
- Dziewczyno! - zbulwersowała się. - Nawet nie wiesz czy żyje! Sama wiesz jak traktują więźniów na Solarii. Równie dobrze może leżeć w bezimiennym grobie, a ty czujesz, że żyje, bo tak. Proszę, żyjmy teraźniejszością, nie przeszłością.
- I dlatego mam zamiar go odnaleźć - palnęłam bez chwili zastanowienia. Tak naprawdę wcale nie byłam tego pewna. W końcu mogłam odnaleźć jego grób, tak jak wspomniała Olivia. Mimo to nie chciałam tego do siebie dopuścić.
Patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Wyglądała komicznie.
- Żartujesz, prawda? - zapytała szczerze zdziwiona. - Jak masz zamiar to zrobić?
- Nie mam pojęcia - odparłam. - Prawdopodobnie będę musiała cofnąć się w czasie.
- Ale ja nie chcę cię stracić - wyznała. - Jesteś dla mnie naprawdę ważna, jeszcze nikomu nie zaufałam tak jak tobie.
- Wiesz... Gdybym mogła cofnąć czas, wyjechałabym z Valtorem i prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkały. Chcę cofnąć się w czasie, ale w umyśle. Nie będę mogła zmienić biegu wydarzeń, ale przynajmniej to zobaczyć.
- I... gdzie to zrobisz?
Popatrzyłam na nią smutno.
- Te zaklęcie istnieje tylko w księdze na Domino.
Zakryła usta ręką.
- Chyba nie chcesz wybrać się na samobójczą misję? Od razu rozpoznają w tobie księżniczkę!
- Przecież to nie ja jestem księżniczką - uśmiechnęłam się sarkastycznie - tylko Suzanne. Wejdę tam jako cywil. Nie bój się, dam sobie radę.
- Powodzenia - powiedziała cicho i w końcu zdecydowałam się wyjść z jej mieszkania.

Wróciłam na Solarię. Zabawne. W ostatnich miesiącach wręcz podróżowałam między nią a Ziemią, tak jakbym nie umiała wybrać jednego miejsca zamieszkania.
Tak jakbym nie umiała się zdecydować.
Wiedziałam, że nie umiałabym wybrać żadnego z tych światów.
Na Solarii miałam wszystkie wspomnienia, Florę, Roxę, Suzanne i chcąc nie chcąc, królewski tron.
A na Ziemi miałam Liv, beztroskie życie i Liama, który coraz bardziej przypominał mi kogoś.
Stanęłam odważnie przed drzwiami zamku. Cholera, zaczęłam coraz bardziej panikować. W końcu byłam tchórzem. Nie umiałam ot tak wszystkiego załatwić.
Zwłaszcza, że przed drzwiami zobaczyłam Brandona. No, gorzej nie mogło być.
- Co ty tu robisz? - próbowałam sprawić, aby mój głos był jak najmniej piskliwy.
- Załatwiam swoje sprawy na Solarii - uśmiechnął się krzywo. Nie miałam pojęcia jak ten uśmiech mógł kiedyś na mnie działać.
- Co, może to wiąże się z podłożeniem bomby? - odparowałam.
- Jeśli miałbym was zabijać, zrobiłbym coś o wiele gorszego - zaśmiał się sarkastycznie. - Nie, w imieniu mojej narzeczonej podpisywałem warunki zawieszenia broni.
- Y, jak to? Do kiedy? - zasypałam go pytaniami.
- Specjalnie dałaś mi taki traktat i nie pamiętasz do kiedy? - nie mógł powstrzymać śmiechu. - To prawda, że blondynki są głupie.
- Sorry not sorry, ale przez cały czas przebywałam na Ziemi - uśmiechnęłam się złośliwie. - Najwyraźniej zapomniałeś, że mam siostrę bliźniaczkę - prychnęłam i otworzyłam drzwi zamku.
I jeśli wystarczająco dobrze się skupiłam, to właśnie przemknęło mu przez myśl zdanie "to wszystko by wyjaśniało...". Ale co?
Powoli zaczynałam się w tym wszystkim gubić i nie, wcale nie były temu winne moje blond włosy.

- Hello, it's me.. - usłyszałam nucenie Suzanne, co trochę mnie zdziwiło. Czyżby wróciła już do pałacu? Przecież jeszcze wczoraj Flora powiadomiła mnie, że wyjechała ze swoim narzeczonym. To było... dziwne.
- Suza? - zdziwiłam się.
- Co się dziwisz? - odparła, obracając się w moją stronę. Nie wyglądała w tej chwili na zdrową psychicznie osobę.
- Podobno wyjechałaś... - zająknęłam się, równocześnie cofając się w stronę drzwi.
- Teraz tak łatwo mi się nie wymkniesz, suko - syknęła. - Randix!
Zobaczyłam, jak przemienia się we wróżkę. Miała na sobie krótką, czarną sukienkę, czarne botki i szare skrzydła, zaś rękawiczki były białe. Krótkie włosy okalały jej twarz, na której znajdował się makijaż. W dłoni trzymała niewielką różdżkę.
- Magicalix - szepnęłam, w duchu modląc się, aby moc zadziałała. Co prawda niby się jej wyrzekłam... ale planowałam zacząć nowe życie na Ziemi, zrywając wszelkie kontakty z magicznym wymiarem.
Nagle poczułam obejmujące mnie silne siły i szybką zmianę wyglądu. Tak, udało się.
- Co ja ci zrobiłam? - powiedziałam do Suzy, jednocześnie broniąc się przypadkowym zaklęciem obronnym.
- Ty jeszcze się pytasz co mi zrobiłaś?! - krzyknęła. - Odbiłaś mi narzeczonego!
Co?!
Cisnęłam w nią potężne zaklęcie i nie mogąc się już utrzymać po prostu upadła na ziemię.
- Jakiego narzeczonego?
- Widziałam was razem, widziałam, oboje mnie zdradziliście - zaczęła szepczeć jakby w gorączce.
"Szkoda, że akurat nie ma Flory."
Położyłam dłoń na jej czole i wtedy odkryłam, że jest pod wpływem silnego zaklęcia. Pewnie znowu Trix, nie wierzę. Tak bardzo potrafiły namieszać w życiu Winx. W sumie pod pewnym względem byłam im bardzo wdzięczna, ale nie potrafiłam zapomnieć im, ile razy próbowały nas po prostu zniszczyć.
Podniosłam siostrę do góry i położyłam ją na fotelu. Było widać, że zasnęła.
Uh, chyba bardziej muszę przygotować się na wtargnięcie do pałacu na Domino.

- Księżniczko? - usłyszałam. Odwróciłam się w stronę chłopaka. Może to było dziwne, ale lubiłam na niego patrzeć. Sprawiało mi przyjemność patrzenie na jego złagodniałe rysy, na mocne spojrzenie, na jakieś drobne detale, które pozornie nie miały ze sobą związku.
- Tak? - spytałam, wciąż się w niego wpatrując. Teraz nasze twarze dzieliły jedynie centymetry.
- Jak myślisz, co będzie, jeśli musielibyśmy stąd uciec?
Zupełnie zbił mnie z tropu tym pytaniem. To było jakoś ponad wszystko. Musieliśmy? Nie. Wszystko układało się jak najlepiej. Udało nam się zakończyć wojnę, która skończyła się naszą wygraną. Teraz brzmiało to tak banalnie, ale tyle łez i krwi wylała Solaria, że wydawało się to wręcz niemożliwe. Poza tym mój związek się układał, a Klub znów zaczął istnieć. Mogło być coś piękniejszego?
- A musielibyśmy? Przecież wszystko jest dobrze... - wyszeptałam. Podsunął się do mnie jeszcze bliżej i zaczął mówić tak cicho, że gdyby nie mówił wprost do mojego ucha, mogłabym to czytać tylko z ruchu jego warg.
- Pamiętaj, że nawet gdyby próbowano nas rozdzielić, zawsze będę o tobie pamiętał, nigdy nie pokocham kogoś innego niż ciebie.
Nagle poczułam się nieswojo. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam za sobą, aż oboje zaczęliśmy biec. W końcu, gdy poczułam się bezpiecznie, krzyknęłam "Teleportacja!".
Przenieśliśmy się do tej jakby jaskini, tej samej, w której wyznał mi ten straszny sekret... Kolaboracja z wrogiem... Spróbowałam o tym nie myśleć i po prostu usiadłam na jego kolanach, równocześnie obejmując jego szyję.
- Dlaczego to powiedziałeś? - zapytałam. Oboje wiedzieliśmy, że jesteśmy tu bezpieczni i nikt nie ma możliwości nas zobaczyć, a tym bardziej podsłuchać.
- Mam nieodparte wrażenie, że ktoś nas śledzi - wyjaśnił. - I szczerze, wcale bym się temu nie dziwił. To byłaby niezła sensacja - dawny antagonista w związku ze znaną księżniczką.
- Trudno jest się oprzeć złemu mężczyźnie, kiedy jest się dobrym człowiekiem - zachichotałam. - Nie to, żebym była taka dobra, ale ten cytat utknął mi w umyśle.
- Ale ty przecież nie byłaś taka łatwa, zapomniałaś? - uśmiechnął się. - Byłaś dla mnie wyzwaniem. Pierwszą osobą, która nie przylgnęła do mnie od razu. - chwilę jakby się zastanawiał. - I fakt, dla mnie nie jesteś dobra... tylko najlepsza.
Po chwili zaczęliśmy całować się tak zachłannie, jakby nie było jutra.
I dobrze, że to zrobiliśmy, bo tego jutra już nie było.



*Tatu - 'Show me love'

_____________________


Witajcie!
Zdaję sobie sprawę, że No-Ideal świeci pustkami od kilku miesięcy. Ostatnie dwie notki nawet nie były rozdziałami. Zawaliłam, wiem. Mam bloga po to, by go prowadzić, a nie wrzucać coś trzy razy w roku.
Dzisiaj taki rozdział, dosyć krótki, ale myślę, że jak na razie jest wystarczający. Może ktoś się domyśli, o co chodzi w ostatniej części?
To tyle, do zobaczenia.