niedziela, 15 marca 2015

#o61. Pierwsze urodziny No-Ideal! :)

Zamierzałam napisać jakieś ładne powitanie, ale nie będę owijać w bawełnę - tak,dokładnie rok temu założyłam No-Ideal.
Nie sposób wymienić wszystkie zmiany adresów bloga, bo w pewnym momencie zmieniałam go niemalże nałogowo. No ale co zrobić - byłam na tyle bezmyślna, by podawać adres bloga znajomym z realnego świata.Dziękuję:- szczególne podziękowania należą się Victorii, która czytała moje opowiadania, zachęcała mnie do pisania i kilka razy pomagała mi ustawić szablon na bloga;- Rebeccy za ustawienie pierwszego szablonu poza kombinowaniem w ustawieniach na Bloggerze (to były jeszcze czasy 'Velanie', ahh);- Speksi za uświadomienie mnie, jak ustawić statystyki xD;- Szablonownicy i Zaczarowanym-Szablonom za szablony, które wielokrotnie brałam;- Winxowej Blogosferze, która została zawieszona/nie istnieje. W sumie to dzięki niej zaczęłam pisać o Winxie, gdyż poprzednie ustalenia opierały się na opisywaniu sytuacji z realnego życia i przemyśleniach, na co nawet wskazuje pierwotna nazwa: "life-by-linn";- wszystkim, którzy chociaż raz skomentowali opowiadanie lub weszli na bloga - to dla mnie ważne, w ten sposób mi pomagacie nawet o tym nie wiedząc :).No i kolejny rozdział, trochę długo go pisałam, ale... cóż xD. W porównaniu z innymi wyszedł mi krótki.
___________________________

Następnego dnia zbudziłam się... I tak nie wiedziałam gdzie. Było mi to zupełnie obojętne. Zdziwiłam się, że otworzyłam oczy. Że w ogóle udało mi się to zrobić. Rozejrzałam się po pokoju. Był pomalowany w różnych kolorach. Zgadłam, że ta ściana jest biała, a reszta była domalowywana kredkami, farbami, pastelami we wszystkich kolorach. Mimo tego pokój był estetyczny, meble wypolerowane i żadnych ubrań, podręczników na wierzchu. Kątem oka dostrzegłam biblioteczkę i wtedy zobaczyłam...Od razu zerwałam się z miejsca.- Co ja tu robię, do jasnej Anielki?! - wrzasnęłam na cały dom.- Mogłabyś być ciszej? - powiedział lekko zaspanym tonem chłopak.- Co ja tutaj robię? - powtórzyłam cierpliwie.- A co masz robić? - kolega lekko uniósł kąciki ust. - W parku byłaś pijana, robiłaś widowisko, a ja jak zawsze tędy biegałem. Co miałem zrobić? Udać, że cię nie znam, skoro mi na to...Zagryzł wargę, pewnie bał się, że powie o kilka słów za dużo. Spojrzałam na niego przerażona.- Ale... ale czy... czy my...- Nie - odparł stanowczo chłopak. - Nie zrobiłbym tego dziewczynie, która nie byłaby w pełni tego świadoma. Spokojnie, nie martw się. Dlatego zdjąłem ci jedynie buty, żebyś... wiesz, nie miała podejrzeń, że kłamię.Wściekła nie powiedziałam nic więcej. Pewnie patrzył na mnie jak na jakąś wariatkę. Po kilku minutach obdarzyłam go chłodnym spojrzeniem, ale był odwrócony do okna. Trudno. Zebrałam swoje rzeczy i cicho zamknęłam drzwi.- Hej! - krzyknęłam, rzucając torbę przy drzwiach wejściowych.- O, hej - powiedziała Hanka, krojąc ziemniaka i wrzucając go do garnka.- Co u ciebie? Widzę, że jakaś lekko przygaszona jesteś... bardziej niż zwykle - zauważyłam. Dziewczyna dokładnym makijażem zakryła wory pod oczami, które, nie wiem jakim cudem, dostrzegłam. Miała smutną minę, a warzywa kroiła machinalnie, choć normalnie robiła to na dwa sposoby: albo była zadowolona, albo była wściekła nawet o to, że znowu spóźniła się do pracy. A przygaszona odmiana Hanki do niej nie pasowała. Jeśli miała coś robić, to z pasją!- Miałam ciężki dzień w pracy... nieważne - powiedziała, kierując wzrok na krojone warzywa.- Kłamiesz - ucięłam i zwróciłam się w stronę swojego pokoju.- Vera! - krzyknęła, zanim zamknęłam drzwi. Zdziwiłam się, że nie dobijała się do drzwi. Wzruszyłam ramionami i nałożyłam słuchawki na uszy. Teraz właśnie słuchałam... nie, nie wiedziałam nawet, czyjej piosenki. Spojrzałam na odtwarzacz, ale nic się nie wyświetlało.Nagle dostrzegłam coś dziwnego. Na każdym zdjęciu była dokładna data i przybliżona godzina. Zaczęłam układać je chronologicznie, jednak zanim zdołałam to zrobić, już przysypiałam.Zgarnęłam je do koperty, by Hanka niczego się nie domyśliła i poszłam się zdrzemnąć.
Wydawało mi się, że spałam dosyć długo i rzeczywiście tak było. Za oknem ściemniało się, co wskazywało na zbliżający się wieczór.Nagle naszła mnie myśl, żeby rzucić studia.Nie, to niemożliwe, nie mogę tego zrobić. Jednak nie mogłam oprzeć się tej myśli, więc zaczęłam wypisywać plusy i minusy zaistniałej sytuacji.Miałam zapisać "stracę kontakt z Liamem", ale skończyłam w połowie drugiego słowa.Nie kocham go, nie, nie kocham go. Muszę to sobie w końcu uświadomić.Posprzątałam pokój i poszłam do kuchni, by nalać sobie wody. Piłam ją drobnymi łyczkami, myśląc o niczym. Nie wiedziałam, na czym mam skupić swoją uwagę. W końcu zaczęłam myśleć o swojej współlokatorce. Dziwiło mnie to, że Hanka mało mówiła o sobie i swoim życiu. Dlaczego? Czy ja zrobiłam coś źle, nie pozwoliłam na to, żeby mi zaufać?...Mimowolnie z oczu popłynęły mi łzy, których za nic w świecie nie mogłam powstrzymać. Płynęły mimowolnie, bez uprzedzenia. Nagle przypomniałam sobie o wszystkich zdradach, misjach, stracie zaufania...Zaczęłam szukać czegoś w zeszycie w swoim biurku, który był zatytułowany "złotymi myślami z lekcji" i znalazłam dwie myśli:- Miłość powinna być ważniejsza od wszystkich przykazań i przysiąg.Nie wiedząc dlaczego, skuliłam się na łóżku i zaczęłam płakać, a że płacz działał na mnie usypiająco, znów zasnęłam.
Później znów się zbudziłam. Tym razem chyba spałam krócej, bo ciągle odczuwałam ochotę drzemki. Ale co się stało? Przecież zawsze byłam pogodna, a zmęczona byłam dopiero po bitwie z wrogiem.Solaria. Coś się dzieje na Solarii.Nagle złapałam się za głowę, w której słyszałam na przemian krzyki i szepty.- Słońce, potrzebujemy cię! - szeptała Suzanne.- Nie zostawiaj nas! Toczymy bitwę, ogromną bitwę... - mówiła Tecna.- ...nawet nie zgadniesz, z kim! - kończyła Musa.- Prosimy, wracaj... - usłyszałam Aishę.- Portal jest otwarty jeszcze przez pół godziny, tam, gdzie zawsze. Pamiętaj, jesteś dla nas najważniejsza! Wymiatasz, Stella! - zakończyła Florka.Szybko przebrałam się, chwyciłam komórkę i kurtkę, po czym wybiegłam z mieszkania. Miałam nadzieję, że nie nabierają mnie i nie chcą, żebym wróciła do nich. Do Klubu Winx. Na Solarię. Do Brandona.Po kilku minutach biegu zatrzymałam się. Jakaś siła wyższa pchała mnie do przodu, ale nie mogłam biec dalej. Nie, nie byłam zmęczona, ale czułam, że nie pójdę tam. Znowu będę musiała cofnąć się do bolesnych wspomnień. Obiecałam sobie, że tam nie wrócę i słowa zamierzałam dotrzymać.Ale nie mogłam zostawić dawnych przyjaciółek, skoro ich jedyną winą była obojętność.Obojętność.Nie.Gdyby nie poczucie winy, nigdy bym tam nie wróciła. Nie do obojętnych ludzi. Do tych, którzy udawali.A jednak biegnę.W końcu zatrzymałam się pod niepozorną latarnią, złożyłam palce i krzyknęłam: teleportacja!
- Stella! - Flora zobaczyła mnie jako pierwszą. Lekko się uśmiechnęłam.- Co się stało, że mnie wzywałyście z ważnego powodu... zamierzałam nigdy więcej nie wracać... na Solarię - chciałam powiedzieć "do przeszłości", ale uznałam, że mogłabym je obrazić.- No tak... - zmieszała się kwiatowa wróżka.- Nie okłamałyśmy cię, ale... - zaczęła Tecna.Uznałam, że jednak mnie okłamały i popatrzyłam na wszystkie groźnym wzrokiem.- No... my toczymy walkę z twoim narzeczonym i przyjaciółką - zakończyła Aisha. Ona chyba od zawsze była taka szczera.Z wrażenia opadłam na krzesło.- Nie... wy sobie ze mnie żarty robicie? - zaśmiałam się, ale widząc ich spojrzenia od razu umilkłam.- Chyba kpisz - odparła Flora smutnym tonem. - Oni... oni zdecydowali, że znajdą cię i się ciebie pozbędą. Przynjamniej to usłyszałam w ich rozmowie... Stellcia, nie mamy czasu, musimy lecieć!Patrzyłam na dziewczyny lekko zdezorientowana. Chciałam powiedzieć, że nie mogę im pomóc, że już nie należę do Klubu Winx i właśnie otwierałam usta, kiedy ktoś skierował na nas atak. Odwróciłam się do tyłu - to była Bloom.- Bloom, co ty robisz?! - krzyknęłam, mimowolnie osłaniając się magicznym zaklęciem.- Zabiję cię - syknęła. - Zabiję cię i tą twoją rodzinkę! Myślisz, że tylko ty zasługujesz na szczęście? Że tylko ty masz prawo być szczęśliwa?- Ale ja nic nie zrobiłam - powiedziałam obronnym tonem. - To nie ja zdradzałam cię z twoim chłopakiem, który i tak ląduje w łóżku z innymi.- Coś ty powiedziała? Że on mnie zdradza? - odparła pogardliwie.- Tak. Nie myśl, że Brandon jest taki święty, może zrobić wszystko. Kolejne razy przyłapywałam go z kochankami i za każdym razem tłumaczył mi się, że to nie było tak! - odkrzyknęłam i szybko chwyciłam Musę, która została trafiona magicznym zaklęciem.- Twoje słowa nie ujdą ci na sucho, ty... - zaczęła.- Dość, Bloomciu. Musimy zająć się czymś innym - przerwał jej Brandon. Rudowłosa ostatni raz spojrzała na mnie pogardliwie i razem z kochankiem zniknęła.Nagle złapałam się za głowę.- Słońce, co się stało? - Suza podbiegła do mnie, przerażona moim stanem.- Nic mi nie jest - powiedziałam słabo i zemdlałam.
Nie wiem, ile czasu spędziłam w pokoju przyrodniej siostry. Wszystko mnie tak bolało, że nie mogłam się poruszyć. Ból był coraz silniejszy, znowu prawie mdlałam.- Stello, napij się tego, powinno tobie pomóc - Flora podała mi swój magiczny wywar i sięgnęła po książkę.- Długo byłam nieprzytomna? - spytałam, czując się trochę lepiej niż przed zemdleniem.- Hm - zastanowiła się krótko. - W sumie tak, dochodzi czwarta nad ranem, więc trochę zajęło ci to oprzytomnienie.Zaśmiałam się.- Tak ogólnie to wezwałam cię jeszcze z jednego powodu - zamknęła książkę i odłożyła ją na stolik. - Chciałam z tobą porozmawiać.- Co się stało? - oparłam łokcie na poduszkach i lekko się podniosłam, co sprawiło mi ogromny ból. Zacisnęłam usta w wąską kreskę.- Bo wiesz... - zaczęła niepewnie. - Jak ty wyjechałaś z Solarii, to ja jeszcze o tym nie wiedziałam i weszłam do twojego pokoju, by zapytać się ciebie o krój sukienki... ale zobaczyłam, że stoi pusty i na dodatek usłyszałam jakieś kroki i schowałam się pod łóżko...- ...i?- ...i słyszałam rozmowę twoich rodziców. Niby znasz swoją historię, no i Suzy... ale ona nie jest prawdziwa.- To jaka jest prawda? - spytałam przerażona, spodziewając się wielu strasznych odpowiedzi.
- Suza jest prawowitą księżniczką, a ty zostałaś adoptowana.

_
01.2017: Co za sformatowany tekst, muszę to kiedyś poprawić.