wtorek, 25 marca 2014

008. Test. Rozterki i przygnębienia

Jak pisałam, test się zbliża. I częściowo się go boję. Z drugiej strony - zaliczę i już po wszystkim. Noo... Ale nie chcę nikogo zawieść, zwłaszcza nauczycieli (wspominałam, że jestem bardzo dobrą uczennicą?)... Zresztą, i tak większość czasu słucham muzyki i chatuję. A i tak większość rzeczy umiem, nie powinno być problemu.

Hm. Piszę o przygnębieniach. Tak. Każdy ma swoje, prawda? Ja właśnie też.
Myślę, że moim głównym przygnębieniem jest to, ze mam coraz mniej czasu na chat. Na pewno Wam się wydaje że nie, przecież jestem normalnie jakieś 2 godziny... Tyle że moja obawa jest taka, że w gimnazjum już nawet nie będę mogła myśleć o chacie... Chociaż... nie idę do tego najlepszego w mieście. Nnnie. Nie to, że tam jest masakrycznie dużo nauki. Tylko... że tam są osoby, których nigdy więcej nie chcę spotkać. I to gimnazjum wyrabia sobie złą opinię.
Idę do gimnazjum za murem najlepszego. Przyjazna atmosfera, mili nauczyciele... No i znam tam część osób. I to nie jest daleko.

O gimnazjum się rozpisałam, a mam opisać co się działo dzisiaj xD

Yyy... No nic ciekawego. Miał być dzisiaj ten konkurs z polskiego. No i był. Dotarłam niemal spóźniona do szkoły. Ja i dziewczyny w równoległej klasy miałyśmy iść z panią pedagog. Tzn. jechać. Przez 10 minut nie mogłyśmy wyjechać z dziedzińca. Drogę tarasował ogromny pojazd, chyba koparka. Ale się udało. I jedziemy, i dojeżdżamy. Test był dość trudny, trwał godzinę. Pół godziny czekałam w sali. Nwm, czy się opłacało. W końcu wróciłam na lekcje.
Na godz. wychowawczej mieliśmy prezentację gimnazjum, za którym nie przepadam. Z wielu względów. Ale było nawet fajnie. Piszę szczerze.

I potem powrót do domu, i włączenie chata :)

Odpowiedź na Wasze pytania: mowa pożegnalna w piątek :3 Ana.


_
01.2017: Aktualnie zarówno test szóstoklasisty, jak i konkursowy napisałabym bez problemu. Trzy lata temu poszło mi trochę trudniej, zwłaszcza ten drugi.
W gimnazjum nie myśleć o chatach... To zabawne, bo większość wolnego czasu spędzam na internetach. Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez tych wszystkich osób, do których przywykłam.
Takiego chłopaka, w którym się podkochiwałam, chętnie bym zobaczyła. :) Większość osób z dawnej klasy, jak i jego, widziałam przelotem co najmniej raz, jednak naprawdę chciałabym z nimi porozmawiać.
Wadą tego gimnazjum jest to, że to raczej jest szkoła dla elit. Taki główny minus, jest jeszcze trochę innych, ale nie wydaje mi się, by rozpisywanie się było konieczne.

sobota, 22 marca 2014

007. Ostatnia łza

Tytuły biorę z Witch'a xD

Wczoraj nieźle bawiłyśmy się z Zebrą i jej bratem. Było bardzo fajnie. Ja i moja kumpela wsunęłyśmy pudełko lodów i bitą śmietanę od Pomruka :) [Pomruk to brat Zebry] Tyle że za bitą śmietanę nieźle oberwałyśmy i zakazałam wchodzenia do mojego pokoju, bo nieźle się wkurzyłam... Ogólnie było nawet fajnie, tańczyłyśmy sobie jeszcze (najbardziej podobała nam się piosenka Pitbulla i Ke$hy - Timber, tak fajnie wieśniacka).

Wczoraj było nawet fajnie, mimo że mecz był za krótki, tylko 2 godziny... No i oczywiście na zielono byłam ubrana, tak się przyzwyczaiłam. Jakoś o wiośnie pisałam już dwa razy i nie mam ochoty pisać raz kolejny. Odechciało mi się. Wiosna nadeszła, a ja nastawienia nie zmieniłam. Ciągle tak myślę, i myślę, i myślę... Szczerze nie wiem o czym. Tak po prostu, jak może wyglądać moje życie w gimnazjum.

Na razie kończę, ale jeśli macie pytanko, napiszcie na asku :) Ana.


_
01.2017: Stara wersjo mnie, czemu byłaś aż taką idiotką i zastanawiałaś się nad tym? Gdybyś wiedziała, jak wygląda to teraz, odpychałabyś od siebie te myśli!

czwartek, 20 marca 2014

006. Inny wymiar

Hej. Czasem mam wrażenie, że żyję w innym wymiarze. Nikt mnie nie rozumie. Czuję się trochę przygnębiona. Dziś też zostałam w domu, ponieważ źle się czułam. Bardzo źle. Tak, ja żyję w innym wymiarze niż wszyscy. Przynajmniej tak mi się wydaje.

A żeby nie było, że jest krótka notka [znowu], to piszę swój sen.
- Anaa. Anaa. Anaa. Anaa. Anaa... - wołały obce istoty.
- NIE pójdę do Was, nie! - krzyczałam. Obudziłam się.
- Fajnie, kolejny koszmar - pomyślałam z niesmakiem. - Mamo, co dziś będzie na śniadanko?...
Zorientowałam się, że nie jestem w swoim pokoju! Tylko w jakimś pomieszczeniu... Wyobraziłam sobie, że mam moce. Tylko wybiłam nimi okienko.
- Super. - zastanowiłam się, skąd mogę je mieć. A! Pisałam niedawno opowiadanie o Elsie. Stąd mam te moce.
Ujrzałam Winx. Wykorzystałam moce niewidzialności.
- Gdzie Elsa? - spytała Bloom.
- Nie widzę tu jej - odparła Stella.
Poleciały przed siebie. I nagle zobaczyłam coś, czego szukałam od dawna...
Ciąg Dalszy Nastąpi Niedługo...

Jeśli macie do mnie pytanko, napiszcie na moim asku. Podam link, gdzie możecie przeczytać opowiadanie o Elsie.

Bye, Linn ;*

_
01.2017: XD
Może nie skomentuję szerzej.

środa, 19 marca 2014

005. Mój ask

Jakoś za bardzo czasu nie mam... Testów nie mam za bardzo, ale dziś bardzo źle się czuję i nie mam ochoty pisać.
Dzielę się z Wami moim askiem - ask.fm/LinnGirl
I... z historii mieliśmy pracę domową - dowiedz się, ile kosztuje kilogram mięsa xD
Zapraszam do zadawania pytań i komentowania mojego bloga :) Linn


_
01.2017: Nie wiedziałam, że cena kilograma mięsa jest taka zabawna! Dziękuję Ci za uświadomienie mi tego, stara wersjo mnie.
Link do aska jest nieaktywny - wydaje mi się, że jakiś czas temu go dezaktywowałam; nawet jeśli nie, nie udzielam się tam od dawna.

wtorek, 18 marca 2014

004. Zniesiony szlaban i logika

Ostatnio pisałam, że mnie nie będzie. No tak. Jednak wróciłam wcześniej. A to dzięki mojemu bratu. Opowiem.
***
Mój braciszek powiedział mi, że przeszedł mi bitwę. 'Bitwę?' - pomyślałam. Ale chodziło jemu o grę Auta 2. Chciałam sobie pograć i wyrwałam mu PSP. A on chciał mi je odebrać. Bezskutecznie, ponieważ jestem wysoka. No to on, że... skasuje mi wszystkie znaczki. Opanowana poszłam do rodziców i wyjaśniłam całą sprawę. Chciałam szybko wracać do pokoju, by skończyć czytanie książki. Rodzice powiedzieli, że ma mi nie dawać. Ale ja za to będę miała jutro [czyli dzisiaj] neta! Oddałam bratu PSP i zwiałam do pokoju z radości.Ale poszłam obejrzeć TV i gdy wróciłam, na moim biurku leżał ten nieszczęsny PSP. Zwróciłam go rodzicom, zajrzałam do brata i powiedziałam mu wesoło: 'PSP przejęli rodzice. Już go nie masz.'.
***
Wczoraj gadałam z Zebrą, gdy wracałyśmy ze szkoły. Tematem głównym były nasze koleżanki P. i S.
- Kiedyś przyjaźniłam się z S., a Ty z P. I było dobrze. Ale zaprzyjaźniły się i zostałam na lodzie - zastanawiałam się.
- Ale gdyby nie to, nie zaprzyjaźniłabyś się ze mną? - spytała Zebra. - Przecież zawsze musi być jakaś druga strona medalu.
- Wiem! - wpadło mi do głowy. - Nie zaprzyjaźniłabym się z Tobą, przyszłybyśmy na Halloween, więc nigdy nie weszłabym na MagicWitch, nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi i nudziłabym się całe dnie. - uśmiechnęłam się.
- No dobra. Pa, - odparła Zebra. Ruszyłam w swoją stronę i logicznie rozmyślałam. Rzeczywiście...
***
^Moje przemyślenia^
Czasem sama myślę, dlaczego pewne rzeczy mnie uszczęśliwiają i podnoszą na duchu. Np. dlaczego jestem szczęśliwa, gdy mama kupi moje ulubione chrupki? Albo gdy ktoś zrobi durną minę? Takich rzeczy nie da się pojąć.
***
Dziś mieliśmy efektywne uczenie się. Mimo moich obaw było bardzo fajnie. Gdy zapisywaliśmy jakiś szyfr [np. 1 - świeca, 2 - łabędź itd.], mieliśmy go zapisać na tablicy. Tzn. jakąś ważną dla nas datę lub numer telefonu. I w końcu poszedł 'filozof'. Zapisał swoją datę urodzenia. Mimo że nie znałam jej wcześniej, odgadłam bez trudu. Obraził się na mnie. Nic nie poradzę na to, że czasem po prostu zaskakuję logiką.
***
Kończę. Jeśli macie do mnie jakieś pytanie, napiszcie w komentarzu. Linn.


_
01.2017: "ZAPRZYJAŹNIŁABYŚ", HAHAHA, O BOŻE.
Pół roku później olała mnie dla innej koleżanki, mówiąc, że nigdy się nie przyjaźniłyśmy :)
Mimo tego, faktycznie - to, co powiedziałam, jest absolutną prawdą. Teraz nie spędzam dużo czasu na MW - żeby nie napisać, że wcale - ale dzięki tej stronie trafiłam na inne, gdzie poznałam swoich przyjaciół i swoją najlepszą przyjaciółką, z którą kontakt trzymam trzeci rok; nie wiedziałam, że tak umiem.
Byłam okropną siostrą. Nie wiem, jak mogłam się tak źle zachowywać, jest mi naprawdę wstyd.
"Zaskakuję logiką" - szkoda, że obecnie mi jej brakuje. ;)
"Moich przemyśleń" nawet nie skomentuję. Czytelniku, domyśl się, dlaczego.

12.2017: Aż muszę dopisać, bo kiedy to czytam, po prostu coś rozsadza mnie od środka :)
I możliwe, że zabrzmi to bardzo stronniczo, ale... Zebra okazała się być tak fałszywą osobą, że nie miałam pojęcia, że da się nią być aż tak. Udawała wielką, dobroduszną koleżankę, równocześnie obrabiając mi plecy i wyśmiewając się ze wszystkich moich kompleksów.
Mam o tym pojęcie już od dawna, tyle że wciąż nie mogę w to uwierzyć. Poważnie.
I weszłabym na to MW prędzej czy później, to jakoś nie zależało od Zebry i jej zachcianek.
Rany, nie, po prostu nie umiem już myśleć o niej inaczej niż jak o zimnej, zawistnej suce.

niedziela, 16 marca 2014

003. Uwaga!

Nie będzie mnie od jutra do piątku, tzn. w piątek będę. Można powiedzieć, że mam szlaban, ale też bardzo dużo testów i dekorowanie sali... Nie spodziewajcie się wtedy żadnych postów, mnie wtedy w ogóle nie będzie.

No ale dam taki cytat: Jeśli siedem razy upadniesz, osiem razy się podniesiesz. Czyli... te testy mają mnie wspomagać na duchu?! A ja nawet nie jestem pewna do którego gimnazjum idę!...

Bye, Linn.


_
01.2017: Nah, w szóstej klasie miałam bardzo dużo testów... Dobrze wiedzieć. ;)
I nie wiem, co mi w głowie siedziało i czy te notki robiłam tylko dla zwrócenia na siebie uwagi, naprawdę.
Dopiero teraz mam poważny problem. Z ogromną chęcią poszłabym do pewnego dobrego liceum, ale nie mam ochoty znosić osób, których nienawidzę. Mam ochotę ryczeć, kiedy myślę o tej całej sytuacji. Gdybym mieszkała w jakimkolwiek innym mieście, byłoby inaczej.
Co ja będę się rozpisywać, jeszcze mi to dłuższe wyjdzie niż sama notka.

002. Moje miasto

Jakoś tak... Nie wiem, co dodać.
Wczoraj zastanawiałam się, czy jest sens myśleć. No jest. Tak mi się przypomniała rozmowa moich przyjaciół na chacie, jeden z nich nazwał pozostałych 'tosterami'. Wspominam to ze śmiechem. Lubię tak sobie powspominać momenty, które były naprawdę zabawne, w drodze do szkoły. Przy okazji wsłuchuję się w szum miasta, mimo że rano nie jest głośno. Po drodze spotkam kogoś jeszcze i tak miło sobie idziemy. Czasem jeszcze wstępuję po wodę gazowaną lub bułeczki (najczęściej do Biedronki). Lubię swoje miasto. Nie chciałabym z niego nigdy wyjeżdżać. Na dodatek mieszkam w centrum i wszędzie mam blisko, a Biedronkę mam dosłownie za murem :) Przyzwyczaiłam się do szumu miasta, do gwaru. I wiem, gdzie są poszczególne sklepy. Nie potrafiłabym nagle zamieszkać na wsi. Tam życie jest dla mnie trochę za spokojne...

Kiedyś wzruszało mnie dużo rzeczy. Pies Lampo, Titanic, Kubuś Puchatek... Ale teraz jestem trochę twardszą osobą i wzrusza mnie niewiele rzeczy. Ale jak wspominam Titanic, to łezka w oku się kręci... Zwłaszcza pod koniec drugiej części. Nie wytrzymałam i popłakałam się. Rodzice uspokajali mnie jakąś godzinę. Zmęczona płaczem zasnęłam.
Jak leciał film Franklin i coś tam, i jak jego babcia opowiadała mu historię, że jak miała trzy latka, wybuchł pożar i w tym pożarze zginęli jej rodzice. Schowałam się pod dziadkowy stół i się poryczałam. Ale to było w 2, może 3 klasie.
No i muszę przyznać, że jestem sentymentalna. NIGDY nie wyrzucę moich starych pamiętników. Z pluszakami nie chcę się rozstać, mimo że zajmują mi miejsce w pokoju. Tak jest i już. Nie chcę tego zmieniać.

A że się rozpisałam, a muszę kończyć, dodam cytat mojego taty: 'Łyżkę ryżu i kijem po krzyżu' :) Bye, Linn.


_
01.2017: Dalej płaczę, kiedy myślę o Franklinie. Nienawidzę tego, że ludzie kiedyś muszą się rozejść w swoje kierunki albo po prostu od siebie odejść, niezależnie, czy z własnej woli, czy nie. Troszkę kojarzy mi się to z moimi dawnymi znajomymi, bo tak dobrze się dogadywaliśmy, a ja głupio to zakończyłam.
+ Nienawidzę swojego miasta i zrobię wszystko, żeby stąd wyjechać, to miejsce bez przyszłości. I co z tego, że mam Biedronkę za murem? Co najmniej dwa razy dziennie przejeżdżają tędy ciężarówki, przez co pękają mury. ")

sobota, 15 marca 2014

001. Nowa nota, nowy blog

No cóż, jakoś nigdy wcześniej nie prowadziłam bloga. Ale trzeba kiedyś zacząć, nie? I tak myślicie, o czym będę pisała (choć nie liczę na rzeszę czytelników). Trochę o moim życiu, trochę o moich klasowych filozofach... Niedługo rozstanę się z moją klasą, każdy pójdzie do innego gimnazjum... A ten blog zostanie na pamiątkę.

Pocytuję trochę:
"Miłość i boks to dwie sprzeczności, jedna łamie serca, druga łamie kości" - poetka.
"Prosz pani, tu 6 kratków?" - filozof.

Czasem będę coś o sobie pisała. Zaufane osoby znają mnie, i nic więcej od nich nie oczekuję. Ode mnie to na razie tyle. I tak na poprawę humoru:
Dlaczego blondynka nie wiedziała, jak napisać jedenaście?
Bo na wiedziała, którą jedynkę napisać pierwszą.
Na razie.


_
01.2017: No, nieźle zaczęłam pisanie bloga, haha. Swoją drogą, miałam taki etap, kiedy narzekałam na swoją starą klasę - za kilka miesięcy skończę gimnazjum i obecnie tęsknię za klasą z podstawówki. Główny powód to to, że nawet jeśli się nie lubiliśmy, to potrafiliśmy zakopać topór wojenny i sobie pomóc.