wtorek, 7 czerwca 2016

Ciemność

Rozsiadłam się wygodnie w fotelu. Nawet nie wiedziałam, do kogo należał ten pokój, nie interesowało mnie to. Tak właściwie już tutaj nie mieszkałam, jedynie przychodziłam w odwiedziny czy coś - co jak co, ale to Suza była prawowitą dziedziczką tronu i to ona zasługiwała na luksusy. A ja? Byłam po prostu nikim. Wyrzekłam się wszelkich mocy i nawet, jeśli siedziała we mnie jakaś część Magicalix'u, ta moc nie była zbyt potężna. Wręcz przeciwnie.
Pogrążając się w myślach nie zauważyłam, że już zrobiło się ciemno.
Chwila--
Ciemno?
Na Solarii nigdy nie było nocy!
"A no tak", uświadomiłam sobie. "Przecież nawet Solaria sama nie umie się obronić przed atakami."
Wstałam z fotelu i odruchowo otrzepałam sobie spodnie, po czym podeszłam do stolika, by napić się jakiegoś gazowanego napoju.
I tak jakby wywołałam wilka z lasu...
Przez plac skradali się jacyś osobnicy. Byli ubrani w stroje maskujące, przez co prawie w ogóle nie dało się ich zauważyć. Szybko, ale i cicho dawali sobie jakieś rozkazy. Człowiek stojący na przodzie zrobił gest, który zapewne miał przywoływać ludzi z tyłu. Nieśli oni jakieś niewielkie pudełko, zapewne ciężkie, bo ledwo je utrzymywali.
- Ładuj! - usłyszałam jakiś nieznany głos, to zapewne był ten, który mówił, jednak przypadkowo powiedział coś trochę głośno.
Nagle usłyszałam huk i na chwilę utraciłam słuch. Dlaczego nie zorientowałam się, że niosą coś takiego, co spowodowało, że... brama do zamku już nie istniała?
Co?
Że-że-co?
Nagle usłyszałam głośne "wszyscy niech wyjdą z pokojów, inaczej nie będzie zbyt przyjemnie". Lekko wyjrzałam przez szparę w drzwiach, gdzie zauważyłam sporą grupkę mężczyzn. Byli ubrani w ciemne kolory, a na twarzach mieli kominiarki. Dobijali się do drzwi, za którymi płakała jakaś kobieta. W końcu ktoś je wyważył, a oni przyłożyli jej pistolet do głowy i strzelili.
Osunęła się na podłogę, a wokół niej coraz bardziej powiększała się plama krwi.
Szybko zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, później opierając się o nie przerażona.
Usłyszałam gwałtowne pukanie do jakichś bocznych drzwi. Ocknęłam się z transu i otworzyłam, szykując się na śmierć.
Za drzwiami stała zdyszana jak nigdy Flora.
- Chodź, schowamy się za szafą - powiedziała cicho, ale z dziwnym wzrokiem, bardzo przestraszonym, i uporem, którego jeszcze chyba nigdy nie miała. Odsunęłyśmy razem szafę, wchodząc w jakiś schowek, po czym zasunęłyśmy ją znowu. Spojrzałam na nią pytająco, jednak ona położyła tylko palec na ustach.
Usłyszałyśmy wołania, byśmy otworzyły drzwi, ale żadna z nas nawet nie drgnęła. Flora jakby spazmatycznie złapała oddech.
Drzwi zostały wyważone. Dało się usłyszeć jakieś szuranie, charakterystyczne dla ciężkich butów - w końcu wiedza zdobyta na studiach mogła się w jakimś stopniu przydać.
- Jeśli nie wyjdziecie stamtąd, gdzie się ukrywacie, zostaniecie zabici - oznajmił donośny głos, zapewne informujący o tym po raz n-ty.
- Tutaj biegła ta pyskata, co zabiła kilku naszych. Musi się gdzieś ukrywać - warknął kolejny.
- Ale nigdzie jej tu nie ma! - powiedział inny. - Możemy przeszukać cały pałac, ale później się wycofamy. Musimy ją zabić. I musimy zniszczyć Solarię, czyż nie?
Nikt nie odpowiedział, tylko można było usłyszeć oddalające się kroki.

Cisza. Cały czas panowała ta śmiertelna cisza. Od czasu naszego wyjścia ze zniszczonego zamku Flora nie odzywała się. Szczerze mówiąc martwiłam się o nią, i to bardzo. Wyglądała dosyć mizernie, poza tym w głowie dźwięczały mi słowa "tutaj biegła ta pyskata, co zabiła kilku naszych".
Chodziło o nią? Byłaby zdolna, by zabić kogokolwiek?
Nigdy nie sądziłam, że znam ją bardzo dobrze, jednak myślałam, że chociaż po części mogłabym stwierdzić, jaka jest.
Nagle się odezwała, znowu cicho:
- Stella. Nie patrz w lewo.
- Dlaczego? - popatrzyłam prosto na nią.
- To są ludzie, którzy nie zasłynęli niczym dobrym - zaśmiała się gorzko. - A jeśli przyciągniesz ich uwagę, nie będziesz miała spokoju przez długi czas.
- Skąd wiesz? - do głowy nie przychodziło mi nic innego poza pytaniami.
- Bo wiem - odpowiedziała spokojnie. - Chodź ze mną, przeteleportujemy się na Ziemię. Musimy spotkać się z dziewczynami i ustalić dalszy plan działania.
"Jaki dalszy plan, Flora? Może być jakiś dalszy plan? Nie, żebym nie wierzyła w Solarię... ale cholera, jak mnie irytuje przemieszczanie się pomiędzy wymiarami. Wydaje mi się, że wolałabym prowadzić życie na Ziemi jako zwyczajna dziewczyna, po prostu sobie studiować i..i.."
Jakoś nie chciałam kończyć tej myśli, bo czułam, że w przeciwnym wypadku nie mogłabym powstrzymać łez.

Nie zgodziłam się na to spotkanie. Poszłam do lasu na spacer - tak, wiem, że w każdej chwili mogło czyhać na mnie niebezpieczeństwo. Ale nie obchodziło mnie to, nawet nie wiedziałam czy cokolwiek mnie teraz obchodzi.
To nie ma sensu. Nic z tego nie ma sensu.
Powinnam prowadzić takie życie jak dwa lata temu, prawda? Może do niczego by wtedy nie doszło?
Nie, jestem idiotką, że się tak zadręczam. To nie moja wina.
Nie, jednak moja. (#typicalwoman)
Przerwałam te rozważania ze świstem nadchodzącej kuli. Panicznie zaczęłam szukać jakichś krzaków, za którymi mogłabym się ukryć, co udało mi się znaleźć. Schowałam się za nimi i przyłożyłam ucho do ziemi. Usłyszałam jakiś szybki bieg i strzał, który go przerwał.
Skuliłam się. Tak nienawidziłam tego dźwięku pociągania za spust i wystrzału.
Poza tym cała ta wojna była taka nierealna.. a może tak mi się jedynie wydawało?
- Zabiliśmy sukę - usłyszałam. - Jeszcze cztery i pozbędziemy się problemu.
Po całej wieczności, a może tylko po krótkiej chwili, upewniłam się, że odeszli i wyszłam zza krzaków, prawie potykając się o trupa. Mimowolnie spojrzałam w dół.
Zamarłam.
To nie jest jawa, tylko jakiś koszmar, błagam, chcę się obudzić...
"Nie, Stello, to jest jedynie zły sen, spokojnie", uspokajałam się.
Nie mogłam jakoś wymazać z pamięci widoku zabitej Tecny.

- Jesteś pewna, że to była ona? Widziałaś jej znak szczególny na ramieniu? Miała różowe włosy? Wiesz, gdzie ją zastrzelili, w którym miejscu?
Na wszystkie pytania kiwałam twierdząco głową, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Z każdym kiwnięciem głową łzy coraz bardziej napływały mi do oczu. Nigdy nie byłam w bliskich relacjach z Tecną, jednak nie zmieniało to faktu, że coś tam o sobie wiedziałyśmy, no i byłyśmy razem w jednym klubie. Wiadomo, współpraca była nieodłącznym elementem naszych kontaktów.
- Cholera, to wszystko komplikuje.
Moja rozmówczyni zaciągnęła się i po chwili wypuściła dym z ust. Nie powiem, bym przepadała za zapachem papierosów, jednak nie zwracałam na to wtedy większej uwagi. Ważne jest to, że znalazła dla mnie czas i mnie wysłuchała. Nie musiała tego robić, za co byłam jej bardzo wdzięczna.
- Co? - odparłam nieco nieprzytomnym głosem, jakbym jej w ogóle nie słuchała. A przecież to robiłam.
- Mówiłaś mi przecież o tym, że chcesz dostać się na Domino... wiesz... - zaczęła ostrożnie, a ja poczułam, jakby ktoś wbił mi garść szpilek w serce.
Nienawidziłam, gdy ktoś przypominał mi o jego postaci. Jego włosach, uśmiechu. Nienawidziłam siebie samej za to, że jestem niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, by go odnaleźć. Jestem nikim, zdradziłam ukochaną osobę. Kto wie, czy właśnie teraz nie czeka na moją pomoc, gdziekolwiek jest?
- Dalej chcę - powiedziałam przez zaciśnięte gardło.
- To dlaczego tego nie zrobisz? - białowłosa wlepiła we mnie swój wzrok. Nie wytrzymałam, przegrałam tę bitwę wzrokową kierując go na ścianę.
- On jest naprawdę ważny... - szepnęłam. - ...ale nie mogę ot tak zostawić Solarii...
- Ale wiesz, że prędzej czy później będziesz musiała wybrać? - zapytała. W końcu odważyłam się odwrócić wzrok na nią. Kiwnęłam głową.

- Zrozumiałaś, suko? - usłyszałam, jak ktoś syknął mi do ucha. Inna osoba trzymała mnie za ręce, bym nie mogła się wyrwać. Zresztą, i tak bym tego nie zrobiła, byłam bezsilna. Poddałam się.
- A co bym miała zrozumieć? - słabym głosem odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Szybko tego pożałowałam. Ten, który syknął, uderzył mnie w twarz. Tak po prostu. Młodą dziewczynę. Później znowu oberwałam, tym razem w brzuch, aż skuliłam z bólu. To uczucie było nie do opisania. Myślałam, że mnie rozerwie.
- Zła odpowiedź - odparł z sarkastycznym uśmieszkiem, po czym dostałam klapsa w tyłek. Pisnęłam. Kto tak mnie traktował?
W końcu dotarliśmy na miejsce, do jakiegoś starego, odrapanego budynku. Szybko zorientowałam się, iż to tylko pozory, ponieważ wnętrze było dosyć zadbane. Zeszliśmy do piwnicy, która z wyglądu nieco mi przypominała więzienie - chociaż może to było tylko takie wrażenie. Zamiast krat stała niezliczona ilość drzwi. Osoba trzymająca moje ręce ścisnęła je jeszcze mocniej. Po decyzji, gdzie mam trafić, wepchnięto mnie do pomieszczenia prosto na podłogę, gdzie leżał tylko materac i wisiała lampka ze słabym światłem. Czułam się strasznie, byłam cała obolała. Nawet nie wiedziałam, kto mnie tutaj zabrał i za co.
Po kilku minutach do pokoju wszedł jakiś mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Zamknął drzwi na klucz i włożył go do kieszeni. Przykucnął naprzeciwko mnie.
- Jesteś bardzo ładna, wiesz? - powiedział. Zamarłam. To ten sam mężczyzna, który kazał mnie zabrać z ulicy. Ot tak.
Odsunęłam się od niego.
- Dalej nie rozumiesz? - chwycił mnie za rękę, tym samym blokując moje ruchy. Usiadł na moich nogach.
- Nie możesz się ode mnie odsunąć? - odparłam najdelikatniej jak potrafiłam, próbując ukryć obrzydzenie. Dlaczego dobiera się do mnie obcy facet i to jeszcze taki, który mnie przed chwilą wyzywał?
- A co się stało? Czyżbym się tobie nie podobał?
Kiwnęłam twierdząco głową.
- To masz problem, bo ty podobasz mi się. I to bardzo.
Popatrzył na mnie uśmiechem, który chyba miał być seksowny, ale dla mnie był obleśny.
Rany.
Co się właśnie dzieje?
Zaczął mnie całować, a ja miałam ochotę wymiotować. Nie miałam ochoty na to, chciałam, by to Valtor mnie całował, nie on. Pocałunkami zsuwał się coraz niżej, co mnie obrzydziło do tego stopnia, że najzwyczajniej w świecie go odepchnęłam. Ja, bezsilna w tamtej chwili istotka.
Wiedziałam, że to nie skończy się dobrze.


__________________

Znowu długa przerwa, tak jakoś nie mogłam sobie znaleźć chęci do napisania tego rozdziału. Zresztą, i tak wyszło mi dosyć marnie, niecałe 1600 słów... ale musiałam to już dzisiaj dodać.

Ktoś jest ciekawy dalszego ciągu i o co tu w ogóle chodzi? Polecam czekać na następny rozdział. Tak, wiem, ostatnio ciągle słyszę, że jestem wredna.

No i - o czym zorientowałam się dopiero teraz, nah - No-Ideal w połowie marca miało swoje drugie urodziny! Naprawdę wytrwałam tak długo? 

PS. Jessica wróciła do kariery piosenkarki! W połowie maja wydała nowy album, który jest świetny, uwielbiam jej oryginalny głos! *-*