środa, 24 grudnia 2014

#o56. "I don't want a lot for Christmas..."

"...There's just one thing I need:
I don't care about the presents underneath the Christmas tree.
I just want you for my own more than you could ever know.
Make my wish come true - all I want for Christmas is you!"
Notka poświęcona osobom, które regularnie czytają mojego bloga lub weszli na niego jeden jedyny raz.
Życzę Wam dobrych, spokojnych świąt (w końcu jeszcze są święta xd), miłego kolędowania. Zdrowia, szczęścia, pomyślności. Dobrych ocen, znalezienia swojego miejsca na świecie i spełnienia marzeń. Wiem, że trochę krótko i skromnie napisałam, ale to od serca.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

#o55. "Bo do tańca trzeba dwojga zgodnych ciał i pełnych serc..."

Dzisiaj notka trochę nietypowa, gdyż zaczęłam pisać coś w rodzaju pamiętnika. Wszystko, o czym piszę, wydarzyło się naprawdę, zmieniam jedynie imiona ;). Może troszkę inną formą zachęcę Was do czytania.
Aha, jakby ktoś się nie połapał, to akcja zaczęła się w zeszłą środę (17.12).

poniedziałek, 15 grudnia 2014

#o54. Miasto 44


Tak, nie mylicie się patrząc na tytuł. Na dzisiejszy dzień, a raczej tydzień (gdyż nie wiem, kiedy napiszę nowy rozdział), opuszczam winxową tematykę i opiszę, a raczej skomentuję ten film. :)

wtorek, 2 grudnia 2014

#o53. Panna Castain

Witajcie, kochani! Wiem, że jest już późno, a ja opuszczam tego bloga. Dziękuję osobom, które tutaj zaglądają w poszukiwaniu nowej notki lub nowego rozdziału. Naprawdę jest to dla mnie ważne. Nie dodaję nic ze względu na szkołę - ostatnie tygodnie są zawalone różnymi sprawdzianami, a mi zależy na dobrych ocenach.
Tak więc, jeszcze raz dziękuję i dzisiaj dodaję nowy rozdział (wcześniej pojawił się na WB, ale dopiero teraz go tutaj wstawiam :>).

poniedziałek, 17 listopada 2014

#o52. Pamiętnik księżniczki

Szczerze mówiąc, nienawidzę pisać jakichkolwiek wstępów, więc tylko dodam, że zaczęłam pisać sobie nowe opowiadanie, które pewnie powtórzy los wcześniejszych i pozostanie niedokończone ^^.
Można skomentować także na WB, gdzie znajduje się tutaj.

~~~~~~~~~~~~~~


Stella.
Podobno księżniczka Solarii, pusta lala niegodna zaufania. Księżniczka myśląca tylko o ciuchach. Mająca świetnego narzeczonego. Szczupła, ładna, zgrabna i obiekt pożądania wielu chłopaków. Silna czarodziejka, która zdobyła największą moc w wymiarze Magix. Perfekcyjna idolka nastolatek.
Naprawdę?
Tylko ja wiem, jaka jest prawda. Inna. Bolesna.
Brandon niby jest przystojnym i idealnym królem Queenlandii, ale to nie jest prawda. Nie kochamy się, nie chcemy być ze sobą, ale nie umiemy ze sobą zerwać. W pewnym sensie ciągle chciałabym z nim być, ale czy naprawdę? Wiele razy mnie zdradzał, nie oszczędził nawet mojej najlepszej przyjaciółki...
Rodzice są wiecznie zapracowani, a każdą wolną chwilę poświęcają mojej kilkumiesięcznej siostrze - Jennie. Jestem dla nich niewidzialną osobą, nie dostrzegają mnie po pewnych wydarzeniach. Czuję, że matka mnie nie znosi, ale boję się jej przeciwstawić. O ojcu nie mam co mówić.
Przyjaciółki mają tylko swoich narzeczonych... nie liczę się dla nich. Tylko w Bloom mam oparcie. Zawsze umie mnie pocieszyć i przynajmniej wiem, że mnie wysłucha, doradzi. Za to jest moją prawdziwą przyjaciółką, wybaczyłam jej zdradę.
Ale tak naprawdę to wszystko się zaczynało...

Gdy obudziłam się, był miły, słoneczny ranek. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się, chwilę później wyjrzałam przez okno. Na placu na szczęście nie było nikogo, co jest niezwykłą rzadkością, bo zazwyczaj paparazzi od rana zaglądają do okien mojego pokoju, by mnie zobaczyć. Odkąd oficjalnie zostałam koronowana na księżniczkę, nie mam ani chwili spokoju. Nawet jest mi ciężko zobaczyć się z Bloom. Żeby z nią pogadać, często urywam się z sesji zdjęciowych czy przeprowadzanych wywiadów. Mi nie sprawiają one przyjemności, ale nie lubię widzieć zawodu na już znajomych mi twarzach. W tej sprawie interweniowałam u rodziców, ale przez nową córeczkę mają mnie daleko gdzieś. Widziałam ją jedynie kilka razy, a już jej nie znoszę.
Wnioskuję, że nigdy nie będę miała dzieci.
Wracając do tego słonecznego poranka: szybko ubrałam się i poszłam na spacer, niedostrzeżona przez nachalnych fotografów. Serio, czasem mam wszystkiego dosyć i chcę się zamienić ze zwykłą dziewczyną mieszkającą na Solarii czy nawet w Gardenii. Na pewno noszenie ciężkich toreb z zakupami byłoby o wiele łatwiejsze niż uciekanie przed dociekliwymi paparazzi.
Gdybym umiała mówić "nie", moje życie byłoby zdecydowanie łatwiejsze.
Udałam się do lasu, gdzie o tej porze roku wyjątkowo nie cięły komary (kurczę, "cięły" wciąż kojarzy mi się z "le ciel" [franc. niebo]). Było tam chłodno i przyjemnie, całym ciałem chłonęłam te przyjemne zimno. Szkoda, że czasem nie da się zamienić mocy z kimś innym, bo ja zamieniłabym się z wróżką zimna lub lodu. Ach, te marzenia.
Nagle dostrzegłam Brandona. Nienawidzę go od tej chwili, od kiedy zdradził mnie z Bloom. Wiem, że to było dawno, a ja poznałam Valtora, z którym i tak zerwałam (bo nasza miłość była zakazana, zło i dobro nie mogą się złączyć - a ja go nadal kocham...). Wprawdzie Bloom i Sky są już razem, dlatego zdecydowałam się jej wybaczyć. W końcu równie dobrze mogłabym nienawidzić Brandona, gdyby zdradzał mnie z inną panienkę. Po rozstaniu z Valtorem na prośbę rodziców wróciłam do niego, ale nigdy nie mogłabym go pokochać tak samo, jak kiedyś. Zwłaszcza, że przyłapałam go w łóżku z kilkoma innymi kochankami. Zaczęłam się zastanawiać, czy ja naprawdę przez te wszystkie lata byłam dla niego nikim, czy nie było nam dobrze, czy nie byłam wystarczająco dobrą kochanką? No nic, nieważne. Widzicie, każdemu zdarza się pomylić, a nasz związek to była jedna, wielka pomyłka. Właściwie powinniśmy się ze sobą rozstać, ale...
Znowu zobaczyłam Brandona. Przemknął mi przed oczami, słodko się uśmiechając. Do mnie. Bardzo się zdziwiłam - czyżby chciał udowodnić, że te wszystkie zdrady były jedną wielką pomyłką? Nie, to nasz związek był pomyłką.
Ruszyłam za nim, przedzierając się przez gąszcze kwiatów i nieznanych mi roślin. Nigdy nie byłam w tym miejscu, naprawdę. Nie mogłam w to uwierzyć, bo myślałam, że znam ten las jak własną kieszeń... Może po prostu chodziło o to, że dawno tutaj nie byłam? Fakt, ostatnio tutaj nie przychodziłam... Zajęta własnymi problemami, zapominam o innych. Czasami nienawidzę siebie za to, że muszę być perfekcyjna, za dużo od siebie wymagam. Chciałabym jedynie zapomnieć o nieoczekiwanej miłości, o tym, że z kochankiem mi było tak dobrze... Jedyne, co mi sprawia ulgę to myśl, że nie zdradziłam Brandona! Gdy się zakochałam, już nie byliśmy razem.
Podeszłam bliżej mojego "narzeczonego" i spojrzałam na postać znajdującą się za nim.
Nie, to znowu Bloom?
Schowałam się w krzakach, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń. I dobrze zrobiłam.
- Witaj, Bloom. - usłyszałam zaskoczenie w głosie Brandona. - Co tutaj robisz? Dobrze wiesz, że nie możemy się tutaj spotykać, ktoś może nas zobaczyć...
- Ach, czym ty się martwisz... - zachichotała. - Gdyby nie ty, nie przyszłabym tutaj. Specjalnie dla ciebie zwolniłam się z sesji zdjęciowej.
- Ja też nie wiem, jak do tej pory udało się ukryć nasz związek. Wszyscy się nabrali na to, że już nic do siebie nie czujemy. - odparł zadowolony.
Przez gałęzie zobaczyłam, że się do siebie przytulają. To nie było przyjacielskie przytulenie, tylko coś więcej. Nie mogłam w to uwierzyć. Moja najlepsza przyjaciółka i chłopak znowu razem?! A ja uwierzyłam w ich bajeczki, że się już nie kochają, że Bloom czuje coś do Sky'a... Z oczu popłynęły mi łzy, których za nic nie mogłam powstrzymać. Było mi bardzo smutno, że kolejny raz się zawiodłam. I to na ważnych osobach w życiu.
- Teleportacja... - szepnęłam i natychmiastowo znalazłam się w pałacu. Zobaczyłam matkę stojącą pod drzwiami, bezskutecznie dobijającą się do mojego pokoju. Podeszłam do drzwi, kładąc na nich swoją dłoń. Błyskawicznie się otworzyły.
- Jak ty się tutaj znalazłaś? - spytała. Nie wiem, dlaczego, ale wyczułam od niej wściekłość.
- Za pomocą teleportacji. - wyjaśniłam. - A co się stało? Dlaczego jesteś wściekła?
- Nie wolno używać magii na terenie królestwa! - krzyknęła. - Zapomniałaś o tym? Co o tobie pomyśli Brandon?!
Z całej siły uderzyła mnie w policzek. Naprawdę mnie to zabolało. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Moja własna matka... mnie uderzyła? Prędzej spodziewałabym się, że zrobi to ojciec. Matka nie wiedziała, co zrobił mi Brandon. Kolejny raz mnie upokorzył. No tak, przecież teraz najważniejsza jest moja siostra! Bezskutecznie próbowałam powstrzymać napływające łzy. Odwróciłam się do matki, patrząc na nią z pogardą. Kilkanaście sekund później weszłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Rzuciłam się na swoje łóżko, opadając na twarde podłoże. "No cóż, przecież Brandon mi tak kazał, a jest wielkim 'królem'" - nie pierwszy raz pomyślałam o Euris i chłopaku w ten sposób, jednak ból w sercu nie wytrzymywał ciężaru wspomnień. Najsilniejsze zdarzyły się wtedy, gdy przyłapałam jego i Bloom w korytarzach Alfei. Pamiętam ten dzień, jakby to zdarzyło się wczoraj. Pamiętam to, kiedy mnie prosił o rękę. Pamiętam też to, kiedy kilka lat temu obiecywaliśmy sobie, że nasza miłość jest wieczna, że pobierzemy się i będziemy mieć kilkoro dzieci. Już nie próbowałam powstrzymać łez, same płynęły, nie pytając o zdanie. Szybkim krokiem podeszłam do półki, na której leżały poduszki i pluszaki, a nad nimi wisiała kartka "Do wyrzucenia" napisana przez Brandona. Jednym ruchem zerwałam kartkę i wyrzuciłam ją do kosza. Zgarnęłam poduchy i stare pluszaki z tej półki, poduszki ułożyłam na łóżku, a pluszaki na półkach regału, który był przeznaczony na pamiątki "pięknego" związku z Brandonem. Dodam, że je także wyrzuciłam do kosza, nie pytając jego o zdanie. Teraz może ustawiać pluszaki z Bloom, nie ma problemu. Ułożyłam się na miękkich poduchach i odetchnęłam z ulgą. Skoro teraz nie mogę się przenieść na Ziemię, to chcę poczuć się jak we własnym domu. Ten pałac to już nie jest mój prawdziwy dom... Przynajmniej nie od tego dnia.
Poczułam, że muszę z kimś pogadać. Na pewno nie z Bloom, nie mogę na nią patrzeć po tym, co mi zrobiła. Wiem, że Suzanne - moja przyrodnia siostra - zawsze mnie rozumiała, jednak ostatnio szykowała się do ślubu ze swoim narzeczonym. Naprawdę była zakochana w swoim przyszłym mężu, zresztą tak samo, jak on w niej. To jest po prostu idealna para, czasem się pokłócą, ale zawsze się pogodzą. Muszę przyznać, że bardzo jej tego zazdroszczę.
Suzanne odebrała telefon po pierwszym sygnale, tak jakby czekała na niego.
- Cześć, Stello! - krzyknęła radośnie. - Co u ciebie?
Krótko i zwięźle przedstawiłam jej całą sytuację. Najwyraźniej zmartwiła się tym, bo wyczułam w jej głosie niemałą troskę. W dali pobrzękiwał stukot butów i dźwięk rozkładanych talerzy.
- Na dodatek matka mnie uderzyła. - dokończyłam z goryczą.
- Może powinnaś z nią porozmawiać? - spytała Suzanne, stukając palcem w telefon. W jej przypadku oznaczało to, że nie lubi długo czekać na odpowiedź.
- Nie chcę, ją interesuje tylko Jenna. - dodałam szybko.
- Słonko, może wyjaśnisz wszystko z Bloom i chłopakiem? W końcu to może być jakieś nieporozumienie... - zaczęła moja siostra.
- To nie jest nieporozumienie, oni się całowali! - znowu zaczęłam płakać i miałam ogromną chęć odłożenia słuchawki. To, co mówiła Suza, jeszcze bardziej mnie denerwowało.
- Jednak uważam, że powinnaś z nim pogadać. - usłyszałam głos siostry. - Bo widzę, że na razie rozstanie to nie byłby dobry pomysł.
- Muszę kończyć. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Znowu zaczęłam myśleć o Brandonie. Mimo tego, że go nie kocham, zrobiło mi się bardzo przykro z tego powodu. W odróżnieniu od niego, ja nigdy go nie zdradziłam. Czy ja byłam złą kochanką, czy naprawdę nie było nam dobrze? Najwyraźniej tak, skoro znalazł pocieszenie u przyjaciółki. Od teraz byłej przyjaciółki.
Z dna szuflady wyciągnęłam dawną komórkę. Oszukałam rodziców i nie wyrzuciłam jej. Przypomina mi te czasy, kiedy byłam w związku z Valtorem. I było nam naprawdę dobrze, byliśmy bardzo w sobie zakochani. Dla niego byłam gotowa poświęcić tytuł księżniczki. Okazało się, że pracował dla Helarii, a Solaria była z nią w trakcie wojny. Suzanne, która podawała się za Kiarę, odbywała z nią walkę i po części wygrała ją, zdobywając Enchantix. My zaś pomogliśmy jej i resztkami sił zniszczyliśmy królestwo, a Angie (niania Eternity) i Eternity (córka królowej Helarii) trafiły do Alfei, dodatkowo Eternity otrzymała nowe imię: Marta. Pogodziłam się z Valtorem i znowu tworzyliśmy udaną parę, ale w dzień moich dwudziestych trzecich urodzin wszyscy dowiedzieli się o naszym romansie i zażądali zerwania. Ostatni raz spotkałam się z nim dokładnie rok temu, jednak zdołaliśmy jedynie powiedzieć do siebie parę słów i od razu zjawili się paparazzi, którzy chcieli przeprowadzić z nami wywiad. Uciekliśmy w przeciwne strony i więcej się nie zobaczyliśmy. Kilka dni później moi rodzice wzięli ze sobą ślub i kazali mi się z nim związać, więc nie mogłam się sprzeciwić. Trzy miesiące później okazało się, że matka jest w ciąży. Reszty można się domyślić... Matka z brzuchem, co chwilę mnie wołająca: nie rozumiem, przecież nie byłam jej służącą! Ostatecznie wybrałam się do Alfei na wakacje i miałam od niej spokój. Kiedyś myślałam o niej jak o przyjaciółce, teraz jest dla mnie obcą osobą. Zajmuje się tylko Jenną. A o Suzanne pamięta, codziennie lub co dwa dni do niej dzwoni. Wiem, mam strasznie fajną mamę. I ta strasznie fajna mama zniszczyła moje życie w dzień moich dwudziestych trzecich urodzin.
Obecnie mam już dwadzieścia cztery lata, mimo to ciągle mieszkam u rodziców. Wiele razy proponowali mi przeprowadzkę na Euris, ale ja się nie godziłam. Zaś tylko raz powiedziałam, że mogłabym się usamodzielnić i przenieść na Ziemię - wyrazili kategoryczny sprzeciw. Najwidoczniej bali się, że spotkam tam Valtora. Mam dwie siostry, jednak dużo bardziej lubię tą przyrodnią. Jesteśmy bardzo do siebie podobne. Młodszej nienawidzę, zabrała mi wszystko, co miałam. Mój chłopak mnie zdradza, do tego dzisiaj nakryłam go z najbliższą przyjaciółką. Tęsknię za świetnym chłopakiem, którego nigdy nie będę mogła mieć, bynajmniej nie pod tytułem księżniczki, dziedziczki tronu Solarii. Moim jedynym marzeniem jest uciec stąd, zapomnieć o wszystkim. Kiedyś bardzo lubiłam to życie, dzisiaj nie daje mi szczęścia. Co jest ze mną nie tak? To przez Valtora lub przez aferę z testami DNA? A może po prostu dorosłam i zrozumiałam, czego chcę od życia? Niestety, nie jestem psychologiem, by móc zagłębić się w te sprawy.
Do głowy przyszła mi kolejna myśl - była nią moc Magicalix'u. Kiedyś była dla mnie taka ważna, niemalże spełnieniem marzeń. Teraz była niczym, jedynie chorą ambicją. Ciekawe, czy dziewczyny dalej o nią walczą!, przemknęło mi przez myśl i złośliwie się uśmiechnęłam, wyobrażając sobie ich walkę o tę potężną moc:
Bloom staje na środku, Flora i Aisha po bokach, Tecna i Musa jeszcze dalej. Krzyczą do siebie i wymachują różdżkami Mythix'u.
- Aaa, Magicalix będzie mój! - krzyczy Bloom.
- Taa, na pewno. - mówi stojąca spokojnie Tecna.
- Aua, ubrudziłam sobie paznokcie!!! - krzyczy na cały głos Musa, wołając o pomstę do nieba.
- A ja buty, jesteście do niczego! - odpowiada z głośnym rozżaleniem Aisha.
W myślach bardzo mnie to rozbawiło, jednak tak naprawdę nie było mi do śmiechu. Momentalnie spoważniałam, wpatrując się w sufit.
Dlaczego moje życie jest takie, a nie inne? Dlaczego nie mogę normalnie marzyć i śnić, być zwykłą czarodziejką bez konkretnych planów na przyszłość? Dlaczego nie mogę być szczęśliwa?
Zadawałam sobie te pytania w myśli, wpatrując się w ukochanego misia. Tak bardzo pragnęłam, by w tej chwili ożywił się i odpowiedział mi z rozbrajającym uśmiechem, że nic nie muszę. Niestety, moje życzenie nie mogło zostać spełnione z tego powodu, że nie mogłam używać magii na terenie Solarii. Warknęłam ze złością, obrzucając drzwi niechlubnymi wyzwiskami i podeszłam do okna. Lekko odsłoniłam firanki i spostrzegłam tłum paparazzi, które odganiali ochroniarze. Pomyślałam, że kiedyś chciałam być taka popularna. Teraz już nie. Pewnie to dlatego, że dorosłam, jednak rodzice tego nie rozumieją. Z jednej strony chcą, żebym się usamodzielniła, z drugiej dalej podejmują za mnie wszystkie decyzje. Gdybym powiedziała matce o zdradzie Brandona, nigdy by mi nie uwierzyła, nawet gdybym miała twarde dowody.
Spojrzałam na zegarek. Godzina nie wyświetlała się, gdyż najwyraźniej był zepsuty. Wyjęłam swój nowiutki telefon z torebki i zobaczyłam, że dopiero dochodzi dwunasta. To dlaczego wydawało mi się, że minęła cała wieczność od ucieczki z lasu?
Nerwowo krążyłam po pokoju. Do głowy przychodziły mi najczarniejsze scenariusze. Bałam się, że znowu mogłaby wybuchnąć wojna. Od tamtej pory nie mogę spokojnie zasnąć, budzę się z krzykiem w nocy. Chyba mam obsesję na tym punkcie, serio.
W końcu przystałam przy oknie i patrzyłam przed siebie. Paparazzi zaczęli przepychać się jedno przez drugie, by zobaczyć tą "wyrodną dziewczynkę". Lekko uchyliłam okno i usłyszałam kawałek rozmowy z szanowanym dziennikarzem Solarii, znajomym mamy.
- Wiesz, wcale mi jej nie szkoda. Niby udaje smutną i wykończoną, ale mam co do tego niemałe wątpliwości... - usłyszałam głos Luny. Ciężko mi mówić o niej "mama", bo wcale nią nie jest.
- Dlaczego wątpliwości? Co jest nie tak? - dobiegł mnie ciężki, męski ton.
- Ona nie panuje nad sobą. Stała się agresywna, trzaska drzwiami, krzyczy na mnie, a nawet mnie uderzyła! - w głosie matki pojawiła się ogromna, fałszywa rozpacz. Jednak pewnie jej znajomy tego nie dostrzegł, zaaferowany oszałamiającym newsem do gazety.
Nie mogłam uwierzyć w jej słowa i gdy roztrzęsiona zamykałam okno, usłyszałam jeszcze:
- Możesz dać to do gazety, niech zrobią z niej rozpuszczoną, wyrodną księżniczkę!
Stanęłam jak oniemiała, zostawiając lekko uchylone okno. Nowe myśli gorączkowo przychodziły mi do głowy i zaraz odchodziły. Chłodną dłonią dotknęłam czoła, które było nadzwyczaj gorące. Zdziwiłam się, gdyż zawsze miałam idealną temperaturę ciała. Poczułam, że jest mi zimno. Chciałam położyć się do łóżka i zamówić tabletki przeciwgorączkowe, ale nie zdążyłam. Osunęłam się na podłogę i zamknęłam oczy.

Obudziłam się dopiero po kilku godzinach... a przynajmniej tak mi się wydawało. Co dziwne, nie obudziłam się w swoim pokoju. Lekko podniosłam się i krzyknęłam z przerażenia, uderzając się w głowę. Najwyraźniej byłam zamknięta w jakiejś skrzyni lub czymś podobnego. Otwierałam i zamykałam oczy, myśląc, że to jest chyba jakiś koszmarny sen.
- Słoneczna burza! - krzyknęłam. Ogromny pocisk przedziurawił skrzynię i mogłam się z niej wydostać. Znajdowałam się na cmentarzu, a na nagrobku było napisane moje imię, data urodzenia i śmierci. "Umarłam?" - pomyślałam z przerażeniem.
- Halo, jest tu kto? - zapytałam drżącym głosem, próbując ukryć przerażenie.
Zza krzaków wyłoniła się tajemnicza postać. Była ubrana w czarną suknię, na głowie miała czarny kaptur. Jej dłonie przypominały kolor kredy. Zdrętwiałam.
- K-kim je-esteś? - spytałam przerażona.
- Spokojnie, jestem jedynie wytworem twojej wyobraźni, taka właśnie chciałabyś być. - kobieta zaśmiała się.
- Czyli... jesteś moją imienniczką, alter-ego?
- Tak. I to ja powinnam znajdować się w tej skrzyni, grobie, pod kamienną płytą, nie ty. Nie martw się. - kobieta zdjęła kaptur. Prawie krzyknęłam. Miała ogromne zmarszczki i zapadniętą twarz. Uśmiechnęła się do mnie.
- Ale... wyglądasz trochę staro... - wyjąkałam.
- Mam już swoje lata, dokładnie liczę sobie ich sześćdziesiąt. - powiedziała cicho kobieta, ciągle się do mnie uśmiechając.
Spojrzałam na nagrobek. Nagle data zmieniła się na 31.08.2051. Zdziwiłam się i znów zwróciłam wzrok w kierunku kobiety, która ciągle się uśmiechała.
- A mogę wiedzieć, co by się stało, jeśli moje życie dalej szło tak samo jak teraz? Co by się zmieniło? - zapytałam z niemałym zaciekawieniem.
- Nic ciekawego. - wzruszyła ramionami. - Ja i Brandon wzięliśmy ślub, mamy dwójkę dzieci i piątkę wnucząt, dalej zdradza mnie z Bloom. Mój ojciec nie żyje, a Valtor, mój ukochany związał się z inną dziewczyną, chociaż nigdy nie przestał mnie kochać.
- I nie mogłaś zmienić swojego losu? - spytałam z rozżaleniem.
- Przecież to ty mną kierujesz! - krzyknęła ze złością, a z jej twarzy zniknął uśmiech...


sobota, 18 października 2014

#o51. Kamila

Hej :3. W końcu postanowiłam wrócić do tego bloga. Na razie zawiesiłam opowiadanie, jednak na pewno kiedyś do niego wrócę ^^.
A teraz mój kolejny słaby wytwór bez tytułu. Tak, wiem, że jest krótki.


Dziewczyna przebudziła się i wyjrzała przez okno. Mimo tego, że jej okno znajdowało się na pierwszym piętrze, na trawie zobaczyła poranne kropelki rosy. Dzień zaczynał się wprost fantastycznie. Szkoda tylko, że był to poniedziałek i znów zaczynał się kolejny tydzień szkoły. - Ach... - westchnęła cicho i zaczęła wpatrywać się w ogród wypełniony pięknymi kwiatami. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi pokoju. - Tyśka, otwieraj! Za pół godziny musisz wyjść do szkoły! - usłyszała stanowczy głos matki, która najwyraźniej była czymś bardzo zdenerwowana. Nastolatka zdusiła w sobie jęknięcie i wolno skierowała się w stronę szafy.
*****
- Dzień dobry, nazywam się Elżbieta Zawadzka i będę uczyła was fizyki. Wiem, że to może trochę nieodpowiednie, zmieniać nauczycielkę w trzeciej klasie, ale wasza pani została zwolniona za...
- Może się pani trochę przymknąć? Potrzebujemy spokoju. - odparła dziewczyna siedząca w ostatniej ławce, która ze spokojem paliła papierosy przez okno. Nowa fizyczka była zgorszona jej zachowaniem, ale postanowiła jej nie karać, tylko zwrócić uwagę.
- Jak się nazywasz? Jestem zmuszona postawić ci uwagę.
- Anka Kalinowska. - odparła niezrażona dziewczyna. - Pani robi co chce, ale nie ukrywam, że nie lubię zapalić. Trzeba się przyzwyczaić.
Nauczycielka była zgorszona. W swojej dawnej szkole uderzyłaby dziewczynę w policzek, ale to było porządne gimnazjum, bez przemocy. W takim razie, dlaczego zastała palącą uczennicę? Czyżby to było fair?
*****
- Kama, z kim mamy później lekcje? - spytała Anka. Z delikatnym uśmiechem na ustach kończyła palić.
- A z kim mamy mieć? - burknęła dziewczyna. - Bodajże z plastyczką.
Patrycja zapatrzyła się przed siebie. Wciąż stawał jej przed oczami ogród. Miała dziwne wrażenie, że krople rosy układają się w jakieś słowa, a później nagle znikły. "Heh, pewnie mi się przywidziało, w końcu ostatnio mam jakieś dziwne sygnały" - pomyślała, jednak wcale jej to nie uspokoiło.
Poczuła, że ktoś trąca ją w ramię.
- Kama? Kama! Halo? Co się z tobą dzieje? Wchodzimy do sali, był już dzwonek na lekcję. - usłyszała ciepły głos jakiegoś chłopaka. Poganiał wszystkich, by wchodzili do sali. Nastolatka spojrzała na jego twarz. Miała ciepłe rysy i piękne, brązowe oczy. Głos był miękki. Chłopak z pewnością nie należał do najniższych.
- Jesteś... jest pan nauczycielem? - spytała niepewnie. - No i "Kama" do mnie zwracają się osoby, które raczej znam, a ciebie... pana nie kojarzę.
"Żebyś tylko wiedziała, że mama opowiadała mi dość dużo o tobie", pomyślał.
- Myślę, że jesteś w tej szkole od dawna, więc powinnaś rozpoznawać takich ludzi. - zaśmiał się chłopak. - Nie, nie jestem. Nazywam się Michał.
- Aha, ja jestem Kamila. - speszyła się gimnazjalistka i szybkim krokiem weszła do klasy. Zajęła miejsce obok Anki.
Minął dobry kwadrans, kiedy do sali weszła nauczycielka. Było to dla nich ogromne zdziwienie, gdy okazało się, że jest ta sama, która uczyła od kilku lat w ich szkole - krążyły pogłoski, że w ich szkole ma się pojawić ktoś nowy. Plastyczka także nie była zdziwiona widokiem uczniów. Anka dalej paliła, Kama zawsze zajmowała się rysowaniem, Kuba wciąż odwracał się do tyłu i rozmawiał, Magda głośno komentowała to, co usłyszała, Bartek wciąż chodził na wagary, nie zważając na zbliżający się egzamin gimnazjalny, a reszta klasy zajmowała się swoimi sprawami. Jedynym nowym uczniem był Michał. Nauczycielka musiała ukrywać to, że Michaś jest jej synem. Było jej głupio, że jest tutaj, ale musiał się przenieść do innego gimnazjum. W końcu w grudniu skończy siedemnaście lat, a już dwa razy nie zdał.
- Widzę, że mamy nowego ucznia. - uśmiechnęła się znacząco Magda.
Michał usłyszał jej słowa i spojrzał na nią, podnosząc brwi. "Boże, jak on słodko wygląda..." - przemknęło przez myśl Kamili. Anka zachowała zimną krew i odparła:
- Nie martw się, nowy, to jest porąbana idiotka.
- Aha, spoko. - odparł chłopak, na szczęście nie zdążył zamartwić się atakiem koleżanki, której wpadł już w oko.
*****
Zadzwonił dzwonek, który oznajmiał już koniec lekcji. Kamila wyglądała jak siedem nieszczęść. Była blada jak ściana.
- Pat, co się z tobą dzieje? - spytała zaniepokojona Anka.
- Nie wiem, może jestem po prostu chora. - odparła wymijająco dziewczyna, trzęsąc się. - Pójdę do domu i wypiję sobie ciepłej herbatki.
- Tylko nie zapomnij nauczyć się niemieckiego, Mazurcia ci nie odpuści. - dodała Anka, uśmiechając się pod nosem.
Kamila szybko wyszła i dostrzegła znajomą sylwetkę. To był chłopak, którego dzisiaj poznała. Zapewne była nim zauroczona, gdyż na każdą myśl o nim rumieniła się. "Nigdy się tak nie czułam" - pomyślała. Po chwili speszyła się, gdyż wiedziała, że nie może zobaczyć jej w takim stanie.
- O, hej, Kama! - krzyknął chłopak, a dziewczyna chciała zapaść się pod ziemię . Naprawdę ją dostrzegł? Ach tak, przecież dzisiaj założyła różową bluzę z napisem "GAP", więc na pewno można było ją dostrzec.
- Cześć. - odparła dziewczyna lekko schrypniętym głosem. Czując się coraz gorzej, wyminęła Michała i skierowała się w stronę domu, który był ukryty wśród ogromnego osiedla. Dopiero gdy usiadła na swoim łóżku, z jej oczu popłynęły łzy. Michał przypominał jej byłego chłopaka, o którym chciała zapomnieć.
"Ile ja bym teraz dała, żeby tato ze mną był..." - pomyślała. Niestety, to nie było możliwe. Przecież on zginął w wypadku i nic nie zwróci mi życia.
- Jestem głupia. - dodała cicho i zasnęła.
*****
Kamila, przynajmniej w swoim mniemaniu, miała powód, by tak siebie określić. Kiedyś była radosną, wrażliwą dziewczyną, dla której wygląd się nie liczył. Wszyscy w szkole ją lubili, nauczyciele przymykali oko na drobne sprzeczki z koleżankami, które tak naprawdę bardzo ją lubiły i droczyły się z nią dla żartów. Nie było osoby, która nie chciała przyjaźnić się z tą słodką i niebanalnie inteligentną osóbką. Dziewczynka od dzieciństwa brała udział w zajęciach tanecznych z baletu. I tam radziła sobie całkiem dobrze, została przydzielona do grupy średnio zaawansowanej. Chodziła na treningi dwa, a nawet trzy razy dziennie, nie licząc częstych ćwiczeń w domu. Nauczyciele byli trochę zaniepokojeni, bo Kamila często opuszczała lekcje. Jednak dziewczynka ćwiczyła jedynie z własnej woli, a rodzice zaczęli odradzać jej nadmierne trenowanie niebezpiecznego tańca.
Tragedia zdarzyła się pewnej nocy, kiedy po wieczornym treningu Kamila zorientowała się, że zostawiła baletki w szkole tańca. Zaczęła krzyczeć i tupać, w jej oczach pojawiły się łzy. Nie mogła zasnąć, gdy nie widziała ukochanych baletek przy sobie! Ojciec był bardzo niezadowolony, wręcz wściekły. Jednak nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy zobaczył radosną córkę skaczącą wokół samochodu.
Wyjechali na drogę. Nagle zobaczyli jakiś samochód, za kierownicą zapewne siedział nietrzeźwy człowiek. Jego samochód wjechał w przednie drzwi samochodu rodziców dziewczynki od strony kierowcy. Kamila nerwowo wstukiwała numer alarmowy i do swojej mamy. Niestety, było za późno. Jej ukochany tatuś zginął na miejscu.
Dopiero, gdy znalazła się w swoim pokoju, zrozumiała, że nie odzyska ojca. Nie płakała. Usiadła na łóżku, podkuliła nogi i tak przebywała przez kilka godzin. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że straciła kogoś ważnego na zawsze. Zamknęła się w sobie, nie była sympatyczną, spontaniczną Kamilką, jaką wszyscy znali.
Odnalazła się dopiero w gimnazjum, gdy mogła sobie pozwolić na chłodną i ironiczną postawę. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nikt jej tutaj nie znał. Mogła zacząć wszystko od nowa, nie musiała strzec się z pilnowaniem swojej tajemnicy (wciąż obwiniała się za śmierć ukochanego taty).
*****
Biegła i biegła, nie mogąc złapać tchu. Wprawdzie była już daleko od nieznajomego, ale wolała nie zatrzymywać się.
Nagle napastnik ją dogonił i złapał ją za ramię.
- Puszczaj! - syknęła.
- I co, będziesz uciekała całe życie!? Nie bądź tchórzem, stań przeciwko! - powiedział i odszedł. Oszołomiona usiadła na asfalcie bocznej uliczki i zapatrzyła się w niebo.
Napastnik poszedł jeszcze raz do niej.
- Nie zmarnuj swojej szansy, wykorzystaj ją w pełni... Inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwa...
- Odwal się ode mnie! Co, jasnowidzem jesteś? - krzyknęła.
Nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ tajemniczy odszedł. Jednak wydawało się jej, że skądś go zna. Ale skąd? W uszach dźwięczały jej słowa: „...i co, będziesz uciekała całe życie!?”...
*****
„Kama, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie i nigdy cię nie opuszczę...”
Te słowa brzęczały dziewczynie w uszach. Wiedziała, że nie będzie jej łatwo zapomnieć o wydarzeniach z czasów, gdy jeszcze nie była w tej szkole. Ilekroć chciała wymazać z pamięci tamte czasy, te wracały ze zdwojoną siłą.
Próbowała odrobić polski, jednak fala wspomnień ogarniała jej umysł. W końcu poddała się. Zamknęła zeszyt, usiadła na łóżku i skuliła się jak przed laty. Myśląc o tych wydarzeniach, nie mogła płakać. Jedyne, co mogła zrobić, to ściskać brwi i wymuszać sztuczny uśmiech na twarzy.
Usłyszała tupot obcasów. Wiedziała, że to jej matka wróciła z pracy.
- Córeczko! - kobieta wpadła do pokoju Kamili i widząc pozę, w jakiej teraz była nastolatka, pokręciła głową. - Chciałaś o tym zapomnieć!
- Tak, ale... - urwała dziewczyna, nie chcąc kończyć zdania. Domyśliła się, że matka także chciała wymazać z pamięci śmierć ukochanej osoby, ale kobieta nie wiedziała, że Kamila chciała wyjechać jeszcze z jednego powodu.
- Idź spać, jest już dziesiąta wieczorem. Miałaś poprawić sprawdzian, kiedyś byłaś taką dobrą uczennicą... - westchnęła.
- Dobrze, dobranoc. - nastolatka nakryła się kołdrą i czekała na wyjście kobiety.
Matka, nie odpowiadając, wyszła.
*****
Był piękny, słoneczny dzień. Caitlin w parku zbierała kasztany i liście, wykonując dźwięczne ruchy do ludzi patrzących na nią. Była nienagannie ubrana, a wyróżniająca się uroda dziewczyny sprawiała, że było na czym zawiesić oko. Nagle w parku dostrzegła szkolnego przystojniaka. Caitlin, tak jak większość dziewczyn w jej szkole, podkochiwała się w nim. Na początku myślała, że to jedynie delikatne zauroczenie, jednak on także okazywał jej sympatię, a niektóre jego gesty i słowa dawały do znaczenia, że jest dla niego kimś więcej niż koleżanką.
- Hej, Kacper! - zawołała do niego, równocześnie machając mu ręką. Ten, widząc ją, uśmiechnął się i szybko podszedł do niej.
- No hej, Cat. - wiedziała, że to jego przezwisko na nią. Poczuła się wyróżniona i zarumieniła się. Szybko przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Co u ciebie? Bo u mnie wszystko w porządku. - powiedziała lekko, z niemałą sympatią. To był jej szczęśliwy dzień!
- U mnie wszystko w porządku, bo widzę, że chyba dostałaś okresu! - zarechotał Kacper. Po chwili podbiegła do niej jakaś dziewczyna, oblewając ją czerwoną farbą.
Po chwili podbiegli do niego koledzy, przybijając z nim piąteczki.
- Zobacz, kochanie, jak się spaliła ze wstydu. A może jest uczulona na czerwony kolor? - zachichotała dziewczyna, która przyciągnęła go do siebie i pocałowała prosto w usta.
- Cat, przedstawiam ci moją dziewczynę, Elkę... Mam nadzieję, że nie myślałaś, że będę z taką nieudacznicą jak ty? - zaśmiał się szyderczo Kacper, a koledzy jemu zawtórowali.
Caitlin myślała, że chyba spali się na popiół. Była rozgoryczona zachowaniem obiektu westchnień, ale miała ochotę uderzyć go w twarz. Nie miał prawa tak jej obrazić, nie miał prawa zmusić swojej... dziewczyny do czegoś takiego! Najgorsze było to, że koleżanki przechodziły obok, chichocząc. Caitlin palnęła się w czoło. To było jasne, że żeby przypodobać się Kacprowi, będą kłamać i przestaną jej wierzyć! Przecież ona nie dostała okresu i wiedziała, że nigdy go nie dostanie... Wszystko przez to, co stało się po jej urodzeniu.
Wierzchem dłoni otarła łzy i zdobyła się na odwagę, by powiedzieć:
- Jesteś pustym bydlakiem, nie wiem, co twoja dziewczyna w tobie widzi.
- Coś widzę, dziewczynko, a ty się nie w... - odparła Elka.
- Najwyraźniej widzi w tobie samą patologię, bo tacy jesteście. - powiedziała z satysfakcją Caitlin. Nie chciała nic więcej dodawać, po prostu odeszła.
*****
Kamila obudziła się. Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że jest już naprawdę późno. Kątem oka zerknęła na zegarek. Dochodziła trzecia. Moment później przypomniała sobie swój sen i znów czuła się tak, jak wcześniej, czyli okropnie. Dlaczego w tych najlepszych momentach muszą przypominać się jej te najgorsze. Wtuliła głowę w poduszkę. Kiedyś wierzyła, że pomoże jej to wymazać złe wspomnienia z pamięci. Teraz było inaczej, po prostu straciła nadzieję.
Zerwała się z łóżka i włączyła laptop. „Szybciej, szybciej...” - poganiała go w myśli. Dopiero po chwili dotarło do niej, co robi. Przecież nie wiedziała, czego będzie szukać. Bezmyślnie krążyła po Facebooku, jednak nikogo tam nie było. Nie miała tam setek znajomych, tylko kilkanaście zaufanych osób. Gdy Kamila zapraszała kogoś do znajomych lub akceptowała znajomych, to ci czuli się wyróżnieni, tak jakby byli w elicie. Po części tak było. Wylogowała się i wyłączyła laptop. Znów położyła się do łóżka. Dzisiaj miała mieć ważny sprawdzian, dzięki któremu chciała podciągnąć ocenę z niemieckiego na czwórkę.
Jednak nie mogła zasnąć. W głowie przewijały się jej wydarzenia sprzed kilku lat. „Czy to musiało się zdarzyć? Dlaczego to zdarzyło się właśnie mnie? Co takiego złego zrobiłam, że teraz muszę cierpieć? Nie wymażę z pamięci tamtych wydarzeń, nie mogę...” - myślała gorączkowo. W tej chwili pragnęła uzyskania odpowiedzi na wszystkie pytania zadane w myślach.
Po godzinie zasnęła.
*****
Caitlin czuła się poniżona. Jak to możliwe, że obiekt jej uczuć zniszczył jej marzenia, wszystko runęło jak domek z kart...? I to trwało tylko kilka minut...
Szybko pobiegła do domu się przebrać. Musiała iść na zajęcia z matematyki, na szczęście rok już się kończył i te zajęcia były ostatnie. „I całe szczęście” - pomyślała Caitlin, z niechęcią sięgając po torbę z różnymi książkami i zeszytami do tego przedmiotu. Tak bardzo chciała znów zatańczyć balet, udać się na zajęcia i choć przez chwilę poczuć się gwiazdą, najważniejszą osobą na świecie... i zapomnieć o niemiłym wydarzeniu w parku. Jednak najpierw czekała matematyka, nudny obowiązek. Jednak gdyby miała jedynkę, mama by jej tego nie podarowała.
Z ciężką miną skierowała się na przystanek autobusowy. Torba ciążyła jej na ramieniu. Musiała czekać kilka minut. Już wiedziała, że będzie spóźniona. Ale co z tego, to tylko kilka minut. Przynajmniej zjawi się na zajęciach.
Szła drogą do szkoły i nuciła sobie melodię, aż zobaczyła Kacpra. On także ją zobaczył i uśmiechnął się do niej irytującym uśmieszkiem. Caitlin ku jego zdziwieniu zignorowała go i ostentacyjnie przekroczyła drzwi szkoły. Już matematyka nie była taka nudna, stanowiła ochronę przed złośliwym chłopakiem. Zdążyła się domyślić, że był do wszystkiego zdolny.
W klasie opadła na krzesło. Matematyczka nie pytała, dlaczego dziewczyna się spóźniła, tak jakby czytała jej w myślach. A może miała to wypisane na twarzy?
*****
> pamiętnik Kamy <
Zerwałam się z łóżka i spojrzałam na zegarek. Dochodziła szósta rano. Dzień zapowiadał się ponury, padał deszcz i nie było widać nawet promienia słońca. Westchnęłam. Gdyby wszystkie dni były słoneczne... Czasem mam dziwne wrażenie, że pogoda zależy od mojego samopoczucia i stanu psychicznego. Nie, to tylko bzdury. Czasami naprawdę mówię bez sensu, lub tak myślę.
Chciałabym zapomnieć o wydarzeniach sprzed lat, o śmierci ojca... Teraz nic nie jest takie, jak wcześniej. Jestem taka... nieufna i zamknięta w sobie, boję się otworzyć. Nawet Ance nie mówię moich sekretów. A gdyby się upiła i wygadała wszystko...? Chociaż, w sumie to tylko pali, nigdy nie zobaczyłam jej z piwem w ręku.
Ach, pamiętniczku. Wymaż mi pamięć, proszę. Chcę zapomnieć o tym wszystkim, ale nie mogę. Każda rzecz przypomina mi wydarzenia sprzed kilku lat. Mama nie musi pamiętać, jest zabiegana i tylko dom przypomina jej o tacie. A ja muszę pamiętać. Może będziesz wiedział, pamiętniczku, dlaczego tak bardzo nie lubię przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matmy i fizyki?
Okej, kończę już, bo mama przychodzi. Nie chcę, by widziała, że wstałam tak wcześnie...
*****
Kamila szykowała się do szkoły. Zawiązywała buty, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie wiedziała, kto to był, jednak otworzyła drzwi. Zobaczyła Ankę.
- Hej. - powiedziała i wpuściła dziewczynę do środka. - Co się stało? Przecież mamy na dziesiątą.
- Wiem. - sapnęła zdyszana Anka. Najwyraźniej przed chwilą biegła. - Ale uciekałam przed czyimś psem, chyba był na mnie wściekły.
- Haha. - zaśmiała się trochę sztucznie Kamila. Nie było jej do śmiechu, bo wciąż miała w pamięci sen. Wspomnienia wracały.
- A ty co taka przygnębiona? Masz papierosa? - spytała Anka, jednak wyraźniej zależało jej na pierwszym pytaniu. Kamila sięgnęła po świeżo napoczętą paczkę.
- Po prostu nie czuję się dobrze, jestem trochę zmęczona. - odparła wymijająco, podając znajomej paczkę. - Ostatnio nie mogę się dobrze wyspać.
Teraz kłamała w żywe oczy.
- Aha, to dobrego kremu używasz, bo nie widać żadnych oznak zmęczenia. - powiedziała Anka. Rozmowa nie kleiła się, Anka próbowała zadawać pytania, ale Kamila odpowiadała krótkimi odpowiedziami.

Nagle za oknem usłyszały wybuchy. Wydawało się, że to odgłos bomb. Kama machnęła ręką i nieświadoma zaistniałej sytuacji włączyła telewizor. To, co w nim zobaczyła, wprawiło ją w niemałe zdumienie...

_
01.2017: Z Anki mogłam taką ciekawą postać zrobić, a wydaje mi się, że z Kamili robiłam Mary Sue. Taka mała faza na "Miasto '44", więc nie bierzcie na poważnie tego opowiadania.

środa, 8 października 2014

#o5o. Zmiana

To nie kolejny rozdział, a opublikowany na WinxBlogger kilka dni temu. Miłego czytania :3.


******


Eternity stała jak wryta. Pierwszy raz słyszała płacz matki. Czyżby naprawdę kochała Valtora, tego chłopaka? "Czuję się jak w argentyńskiej telenoweli. - pomyślała. - Jednak wcale nie jest mi do śmiechu. Nie mogę w to uwierzyć, ale boję się własnej matki... Nie! Będę silna!". I z tym mocnym postanowieniem wróciła do swojego pokoju.
Zaś Kiara była zaskoczona zachowaniem królowej. "Jeśli pomyśli, że Stella to ja... może mnie zabić. Muszę ostrzec Stell." - myślała, jednak nie mogła zdecydować się, co zrobi dalej.
- Charmix! - krzyknęła, przemieniając się. Jej strój był w pomarańczowym kolorze, był to kombinezon bez rękawów, za to miał długie nogawki. Buty były minimalnie ciemniejsze. Skrzydła były białego koloru. Na głowie miała pomarańczową, iskrzącą się opaskę, a rękawiczki były krótkie, do nadgarstka. Włosy były rozpuszczone, lekko falowane. Wyglądała przepięknie.
Princesa usłyszała okrzyk i natychmiast wparowała do salonu.
- Księżniczka Stella?! - zapytała groźnie. - Co ty tutaj robisz?!
- Walczę o Solarię! - krzyknęła Kiara, pomijając fakt, że nie jest Stellą. - Wiem, że współpracowałaś z tym człowiekiem, ale on odmówił...
- Milcz! - rozkazała bezwzględna królowa. - Nie masz prawa mówić tak o moim...
Zawiesiła głos i zamilkła.
- Mogę stanąć do walki, stawką może być życie! - odparła bohatersko dziewczyna, w duchu trzęsąc się jak galareta. A co byłoby, gdyby Princesa odebrała jej życie?!
- Tak, ty na pewno. - powiedziała lekceważąco kobieta, odkładając niedopałek tytoniu do kryształowej popielniczki. Nie traktowała odwagi księżniczki poważnie.
Przez dłuższą chwilę mierzyły się stalowym wzrokiem.
- Dobrze. - królowa przerwała ciszę. Mówiła powoli, starannie dobierając słowa. - Jeśli ja wygram, a ty przegrasz, Solaria zostanie zniszczona, a ty stracisz życie. Zaś jeśli ty wygrasz, a ja przegram, Helaria przestanie istnieć, a ja zginę.
- Dobrze. Czas zacząć walkę! - krzyknęła Kiara.


*


Tymczasem niczego nieświadoma Stella przebywała na Solarii. Zamknęła się w swoim pokoju i bezustannie płakała. Nie mogła zrozumieć tego, że ukochany tak ją okłamał. Po tym wszystkim nawet nie była pewna, czy w trakcie trwania ich związku nie zdradził jej z Princesą, tak jak zrobił to Brandon z Bloom...
- Nie, ja popadłam w jakiś obłęd... - szepnęła do siebie dziewczyna, gorączkowo szukając w pamięci dobrych chwil spędzonych z przyjaciółkami, nauczycielami, rodziną, chłopakiem, jednak w tej chwili nic nie nasuwało się jej na myśl.
- Po prostu mam pecha. - dodała bezgłośnie, biorąc do ręki zdjęcie sprzed kilku lat. Nastoletniej blondynce wiatr delikatnie rozwiewał włosy, a na twarzy błądził delikatny uśmiech. Jej brązowe oczy były zamyślone, patrzyły prosto przed siebie. Głowa opierała się na ręce. Dziewczyna wyglądała przepięknie. "Nawet nie mogę sobie przypomnieć siebie w takiej scenerii. Czy ja kiedykolwiek byłam w tym miejscu? I czy to naprawdę jestem ja?" - pytała siebie w myślach księżniczka, w głębi duszy oczekując, że otrzyma jakąś odpowiedź. Niestety, nic podobnego się nie stało. Mimochodem spojrzała za zdjęcie schowane za albumem, które dość dobrze było widać. Podeszła do półki i wyjęła je.
Jej nastrój momentalnie się popsuł, bowiem na zdjęciu widniała twarz Valtora. Wszystkie złe chwile nagle powróciły. Wściekła dziewczyna od razu porwała zdjęcie na kawałeczki i znów zaczęła płakać.
- Kochanie, otwórz mi drzwi! - usłyszała głos matki, która delikatnie pukała w drzwi pokoju Stelli. Dziewczyna nałożyła sobie słuchawki na uszy i od razu zasnęła. Nie było w stanie jej zbudzić nawet to, że tuż obok pałacu rozległ się huk. To mieszkańcy Helarii bombardowali Krainę Słońca, która powoli równała się z ziemią.

*


Flora wróciła na Solarię. Z przerażeniem patrzyła na rannych ludzi i zniszczone domy. Dopiero po chwili zrozumiała, że to jest planeta, z której pochodzi jej przyjaciółka. Otaczał ją krajobraz wojny, prawdziwej wojny. Takiej, o której dotąd tylko czytała w książkach.
"Takie jest życie, Flora, musisz się z tym pogodzić" - pomyślała, chociaż wcale jej to nie uspokoiło. A jeszcze tak niedawno czarodziejki były takie szczęśliwe, miały tyle planów na przyszłość. Bloom i Sky po wakacjach postanowili wyjechać w podróż do Paryża na kilka miesięcy, a Brandon zwierzył się Florze, że chce oświadczyć się Stelli. A tak życie blondwłosej księżniczki się zawaliło.
"Ciekawe, co czuje Stella... Myślę, że po czymś takim załamałabym się. Jednak nie jest jedynie rozkapryszoną księżniczką, a osobą z bardziej ludzkim charakterem od nas!" - przyszło na myśl kwiatowej wróżce. Przy problemach przyjaciółki inne sprawy stawały się błahostkami.
Dziewczyna wpatrywała się w okna pokoju Stelli i zamyśliła się. Firanki niespokojnie fruwały, zaś okna były otwarte. W głowie czarodziejki natury krążyły niespokojne myśli. A jeśli Stella nie...
Bez zastanowienia wbiegła do pałacu i biegnąc po schodach, widziała rannych ludzi, a sanitariuszki nakładały im opatrunki. Zdarzały się złamania, a także postrzelenie ręki. Bała się, że to samo mogło się przytrafić przyjaciółce.
- Stella, otwieraj! Słyszysz mnie?! Otwieraj! - krzyczała, waląc w drzwi. Nie mogła ich wyważyć ani przenieść, gdyż były magiczne i dodatkowo zabezpieczone przez rodzinę królewską. Nikt po drugiej stronie jej nie odpowiadał. Flora osunęła się na ścianę i usiadła na podłodze. Nie potrafiła wydusić z siebie żadnego słowa. Nagle drzwi się otworzyły. Kwiatowa wróżka nie mogła dostrzec w zapłakanej blondynce bez makijażu i w rozciągniętym ubraniu zadbanej, umalowanej przyjaciółki.
- Dlaczego dobijałaś się do drzwi? - spytała cicho dziewczyna.
- Myślałam, że nie żyjesz... - odparła czarodziejka, patrząc na jej ubranie.
- Wybacz, że tak wyglądam... - Stelli najwyraźniej samo mówienie sprawiało ból. - Wejdź.
Pokój księżniczki nie wyglądał strasznie, jak spodziewała się tego Flora. Magazyny o modzie jak zawsze były porozrzucane po biurku, na nocnym stoliku stała szklanka wody, a na łóżku oprócz pościeli znajdowało się dość duże pudełko chusteczek.
- Płakałaś? - zająknęła się czarodziejka natury. Oparła się lekko o biurko, wsłuchując się w odgłosy walk i krzyków.
- Tak. - odparła czarodziejka. Położyła się na łóżku, nakryła się kołdrą i odwróciła się do ściany. W pokoju było słychać brzęczenie muchy, nie licząc huków, które było słychać co chwilę.
- To... może ja już pójdę... - zaproponowała Flora.
- Jeśli chcesz, opowiem ci wszystko.
Stella nie obróciła się do przyjaciółki. Głos jej lekko drżał, było słychać ciche chlipnięcie. Nie czekając na odpowiedź Flory, zaczęła:
- Spotkałam się z... Valtorem. Goniła nas Abby, jakaś koleżanka Suzy... Schowaliśmy się w podziemnych kanałach i... wtedy powiedział mi, że... przez ten cały czas pracował dla... Princesy i konstruował roboty i to, że... Princesa jest w nim... zakochana...
Po tej wypowiedzi znowu zaczęła płakać, już nie mogła powstrzymać łez. Wciąż do końca nie mogła uwierzyć w to, że mogła aż tyle komuś powiedzieć. Zaś Flora zszokowana patrzyła na Stellę. O co tu chodzi?! Czyli ona od początku wiedziała, że Valtor powrócił?
- Stella, ale Valtor... On jest dla ciebie kimś ważnym? - spytała cicho, nie chcąc denerwować dziewczyny. Wtedy ta odwróciła się do niej.
- On był moim chłopakiem... Ale okazał się taki sam jak Brandon, wiesz? - odparła gorzko. - Tutaj nie mam już nic. Solaria się rozpada, rodzice ciągle mnie okłamują, przyjaciółka mnie oszukała, tak samo jak chłopak, któremu zaufałam... Nie mam już dla kogo żyć.
- Stello, przecież... - zaczęła Flora. Blondynka bez słowa podniosła się i otworzyła drzwi. Flora, widząc jej wzrok, wyszła. Księżniczka tylko dodała:
- Wiesz, kiedy najbardziej cierpisz? Kiedy okazuje się, że nikt ciebie nie kocha.

sobota, 20 września 2014

#o49. Prawda

Hej ^^. W szkole jakoś leci, pomimo licznych testów udało mi się znaleźć czas na wyskrobanie szesnastego rozdziału. Miłego czytania!


*****


W oczach Aishy pojawiły się łzy, których za nic nie mogła powstrzymać. Złapała zdjęcie stojące na półeczce i rozbiła ramkę. Tecna usłyszała brzdęk i natychmiast wstała.
- Co się stało?! - krzyknęła. - Dlaczego płaczesz?!
- Valtor powrócił. - szepnęła dziewczyna, nie mogąc powstrzymać łez. Powoli przypominała sobie, kiedy odebrał jej wzrok i nie chciał dopuścić do zdobycia Enchantix'u. Niszczył planetę Andros bez wahania, otworzył portal Omega i Tecna została wciągnięta... Pokręciła głową, jakby chciała odpędzić od siebie wszystkie wspomnienia związane z dawnym wrogiem.
- To niemożliwe! - odparła zdumiona czarodziejka technologii. - Przecież on nie żyje!
- Najwyraźniej zmartwychwstał, czuję jego magię. - zaśmiała się gorzko Aisha. Łzy dalej płynęły po jej twarzy.
- Trzeba powiadomić Florę i Stellę, przecież one o niczym nie wiedzą! - powiedziała Tecna, która z wrażenia usiadła na dywanie. - A tak by the way, co się ze mną działo? Nie widzę, żebyś była bardzo zadowolona. Hm?
- Wyjadałyście mi wszystkie łakocie, a ja wciąż jestem głodna... - westchnęła księżniczka Androsa, patrząc na opróżnione pudełka z ciastkami. - Ale nie jestem zła. Wiem, że robiłyście pod wpływem Valtora.
- Czekaj. - czarodziejka z różowymi włosami wyciągnęła przed siebie dłoń. Najwyraźniej się nad czymś zastanawiała.
- O co chodzi, Tecno? - usłyszała w zamian krótką odpowiedź przyjaciółki, która wciąż cicho pochlipywała.
- Stella ma najsilniejszą magię z nas wszystkich, musiała wiedzieć, że powrócił! - odparła czarodziejka technologii, zdziwiona swoim odkryciem. - Tylko może nie wyrządzał jej żadnej krzywdy...
- Tiaa, na pewno. Dlaczego Stellę o coś takiego? Okej, może nie należy do najgrzeczniejszych dziewczyn, ale posądzać ją o spisek z wrogiem? Chyba żartujesz! - oburzyła się Aisha. - Prędzej to Bloom spiskowałaby z Valtorem, w końcu mogłaby polecieć na podryw.
Po chwili nie mogła powstrzymać śmiechu, wyobrażając sobie Bloom zalecającą się do Valtora. Nawet w marzeniach nie pasowali do siebie.
- Masz rację. - przyznała Tecna. - Nie powinnam tak mówić. Musimy poczekać do jutra, żeby polecieć na Solarię... bo nie mogę się do Stelli dodzwonić, chyba ma wyłączony telefon.

*

Tymczasem Stella ze zniecierpliwieniem czekała na odpowiedź chłopaka.
- Stello, ja... Po ostatniej walce, pokonałyście mnie i niemal umarłem. Jednak dwa lata temu znalazła mnie pewna kobieta. Najwyraźniej była magiczna, bo zdołała mnie uratować. Była ubrana na biało, jej suknia była przyozdobiona lodowymi kryształami. Była dla mnie miła, zaoferowała mi dach nad głową... Polubiłem ją, jednak nigdy nie czułem do niej niczego więcej. Ciągle w sercu pozostała mi pewna blondynka, która przy pomocy Enchantix'u pokonała mnie... Ale ta kobieta się we mnie zakochała i łudziła się, że odwzajemnię jej uczucie.
- Piękna historia miłosna, nie ma co. - odparła ironicznie dziewczyna. - Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Gdy brutalnie przerwałem jej marzenia, poprosiła mnie o drobną przysługę. Żebym pomógł skonstruować kilka robotów... A później żądała ode mnie coraz więcej i więcej robotów... W końcu poprosiła, bym odnalazł pewną czarodziejkę, księżniczkę, i przeciągnął ją na stronę zła... Jednak, gdy zobaczyłem ciebie w kawiarni, dawne uczucia odżyły. Nie mogłem jej więcej służyć, ale groziła, że powie tobie wszystko, i...
Stella wpatrywała się w jego oczy z przerażeniem. Nie, to był zły sen. Ach, jak w tej chwili marzyła o tym, żeby kłamał. Niestety, to nie było możliwe. W jego oczach nie odnalazła nawet iskierki kłamstwa.
- I co? - spytała lekko drżącym, łamiącym głosem. Do oczu napłynęły jej łzy. - Kto... kto to był?
- Stello, to była... Princesa... - odparł Valtor, odwracając głowę. Wiedział, że dziewczyna znienawidzi go za to i z nim zerwie, a nie chciał kolejny raz jej utracić.
Blondynka nie mogła powstrzymać śmiechu. Nie, to już kolejny raz ktoś się z niej nabijał.
- Kłamiesz! - powiedziała, ciągle się śmiejąc. - To jest po prostu żart!
- Jednak to prawda, księżniczko. - potwierdził Valtor z powagą, a jego ciemne oczy jeszcze bardziej spochmurniały. Stella odwróciła głowę. Dotarło do niej, że to prawda. Nagle znalazła się w pułapce bez wyjścia, nie wiedząc, co dalej robić.
- Jak mogłeś mnie okłamać!? - krzyknęła z oczami pełnymi łez. Nagle piękna bajka, w której uczestniczyła, skończyła się. W jednej chwili zrozumiała, że jest rzeczywistość, której nie może oszukać.
Valtor spuścił głowę.
- Cholera. - czarodziejka użyła przekleństwa prawdopodobnie pierwszy raz w życiu. Valtor nie okazał swoich emocji, chociaż w duchu był zdziwiony zachowaniem księżniczki. -
cały czas mnie okłamywałeś, a z tego, co widzę, nawet nie myślałeś o wyznaniu mi całej prawdy. Wszystkie kłopoty na Solarii są przez ciebie, nie rozumiesz?! I nawet do głowy mi nie przyszło, że mogłeś mi zrobić coś takiego!
- Ale Stello, ja... - przerwał jej chłopak.
- Nawet nie próbuj się tłumaczyć, zachowałeś się niemalże tak samo, jak Brandon. A niby zapewniałeś mnie, że to jest podły typ, a tak naprawdę sam jesteś do niego podobny. A, i wiesz co? Jeśli jeszcze raz użyjesz magii na moich przyjaciółkach, będziesz tworzył roboty służące do wojny i nie znikniesz z mojego życia, obiecuję ci, że wszyscy dowiedzą się, kto jest za to wszystko odpowiedzialny. - wysyczała dziewczyna z czerwoną twarzą ze złości. Była nieświadoma tego, że młode wróżki wiedziały już o powrocie Valtora.
- Czyli...
- Nas już nie ma. Tak, zgadłeś. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć! - odparła Stella, coraz szybciej kierując się w stronę wyjścia. W końcu zaczęła biec.
Chłopak nie szedł za nią. Przysiadł na kamieniu i zaczął myśleć. Co by było, gdyby jednak powiedział jej wszystko od początku? Lub gdyby nie przystał na pomoc Princesy? Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej?

*

Kiara vel Suzanne wciąż przebywała na Helarii. Eternity lekko uspokoiła się, po czym natychmiast pognała do swojego pokoju w lodowym pałacu. Jednak Kiara wiedziała, że to tylko cisza przed burzą. Czas pokazał, że nie pomyliła się.
Usiadła na fotelu i zaczęła przeglądać gazetę. „Więc takowe czytuje się w tym pałacu. Oczywiście o złych wróżbach, klątwach i przeznaczeniu. Może to stąd Princesa czerpie wiedzę do wytwarzania złych czarów?” - pomyślała złośliwie dziewczyna, uśmiechając się. Samo wyobrażanie królowej pochylonej nad gazetą z wróżbami wystarczyło jej do szczęścia. Nagle z gazety wypadł plik kartek, spiętych agrafką. Kiara zaczęła je przeglądać. „Rany, to wygląda jak pamiętnik! Była zakochana... no i ciągle jest w Valtorze. Czy to nie jest przypadkiem chłopakiem Stellki?” - przyszło jej na myśl. Usłyszała kroki i schowała się pod stołem. Po chwili uświadomiła sobie, że dobrze zrobiła, bowiem osobą idącą w kierunku stołu była nieobliczalna królowa.
- Kto ruszał moje notatki? - krzyknęła i spurpurowiała ze złości i z zażenowania, choć nie chciała dać tego po sobie okazać.. Było jej wstyd, że ktoś odkrył jej prywatne zapiski i jej cały sekret wyszedł na jaw. Kiara była przerażona, teraz każdy najmniejszy ruch mógł zdradzić jej obecność.
Matka Eternity była wściekła. Nie wiedziała, kto to zrobił i to wprowadziło ją w stan ostateczny. Nagle z pokoju przyszła Eternity.
- Hejka, mamo, to ja sobie czytałam tę gazetkę i jakieś kartki wypadły, no to ja je przeczytałam. - powiedziała lekko, chociaż w duchu trzęsła się ze strachu. Wiedziała, że to Kiara je czytała, ale nie mogła pozwolić, by despotyczna Princesa się o tym dowiedziała.
- Ty? - spytała podejrzliwie Princesa. - No cóż, tylko nikomu nie mów o tych notkach i najlepiej o nich zapomnij.
Królowa obróciła się na pięcie i wyszła z salonu.
- Dobrze, mamo. - odparła dziewczyna, gdy królowa zamknęła drzwi. Silnie zaakcentowała ostatnie słowo. Pomogła Kiarze wydostać się spod szklanego stołu.
- Serdeczne dzięki, nie wiedziałam, że jesteś zdolna do czegoś takiego. - powiedziała blondynka z niemałym podziwem w głosie.
- To drobiazg! - Eternity chciała udać obojętność, ale cieszyła się z pochwały starszej koleżanki. - Tylko wolałabym, żebyś mówiła do mnie Eliza. Tak się... nazywałam przed stworzeniem Helarii.
- Okej. - odparła Kiara.
Usiadły w fotelach i przeglądały najnowsze gazety o modzie, pożyczone od sympatycznej Angie. Nagle usłyszały kroki, które jednak nie kierowały do dużego salonu.
- Princeso... - usłyszały męski głos.
- Valtorze, co się stało? - spytała królowa, jej głos był stłumiony. Kiara zdziwiła się. Ten głos był znajomy, nieraz słyszała go w kawiarni. Ukochany Stelli i obiekt uczuć królowej to jest jedna osoba?!
- Nie chcę ci dłużej pomagać w wojnie między Helarią i Solarią, musisz poradzić sobie sama.
- Zwariowałeś?! - usłyszały krzyk. - Zapomniałeś o naszej umowie?! Dobrze wiesz, że teraz wszystko powiem tej twojej księżniczce!
- Wiem, dlatego sam jej wszystko powiedziałem. Nie chcę już dłużej z tobą pracować. - westchnął chłopak.
- Valtor... - odparła królowa z niemałą rozpaczą w głosie. - Przecież wiesz, że cię kocham...
- Ale mnie to nie interesuje, moje serce należy tylko do blondwłosej czarodziejki Słońca. - powiedział chłopak i wyszedł.
A Eternity pierwszy raz usłyszała, że jej matka płacze.

poniedziałek, 15 września 2014

#o48. Niebezpieczna gra

Witajcie! 15 marca założyłam tego bloga, a od tego czasu minęło już pół roku! Ten blog przechodził usunięcie, zmiany adresu, nowe szablony, moje humorki, przemyślenia i przede wszystkim opowiadanie, dla którego ciągle istnieje :). Wprowadziłam kolejną zmianę, którą jest zmiana szablonu - jest ze strony szablonownica.blogspot.com, wykonała go Walentyna. Serdecznie dziękuję ^^. No cóż, pozostaje mi opublikować kolejny rozdział mojego opowiadania, już piętnasty (jeden został opublikowany tylko na WB, ale przeniosę go tutaj)! Życzę miłego czytania ;).

_
01.2017: W marcu będą trzy lata, a nie wiem, czy zdążę napisać rozdział do tego czasu.


*****


Tymczasem Stella razem z Valtorem znalazła się w labiryncie kanałów. Prawdopodobnie było wiele wyjść, jednak wszystkie przykrywały studzienki. Dziewczyna była przerażona, nigdy nie znalazła się w takim miejscu. Gdy zobaczyła mysz, pisnęła. Nie wiedziała, co ma robić. W dodatku chłopak dziwnie się zachowywał, tak jakby coś przed nią ukrywał. Co chwilę rozglądał się na boki, a twarz zrobiła się czerwona. Po chwili wahania Stella spytała go:
- Słońce, co się dzieje? Dziwnie się zachowujesz... chyba coś przede mną ukrywasz.
Valtor odwrócił głowę i spojrzał na nią. W oczach miał błysk niepewności i nieśmiałości, wymieszany z pewnością siebie i zwykłą fikcją. Dziewczyna poczuła, że jej ukochany nie jest sympatycznym chłopakiem, a zwykłym tchórzem, który ucieka przed swoimi problemami i przed samym sobą.
Zaś chłopak patrzył w oczach ukochanej czarodziejki, która miała niepewny wzrok pełny ufności, a także zwykłego rozczarowania. Nie wiedział, jak ma się zachować i był pewien, czy może powierzyć jej swoją tajemnicę. Wiedział, że Stella go za to znienawidzi, że ukrył przed nią swoje plany. Nie mógł walczyć z czasem i ze swoimi myślami. Blondynka nie mogła wytrzymać napięcia między nimi, czując, że jej chłopak ukrywa przed nią fakt, który może zniszczyć ich związek. Zaczęła się zastanawiać, czy na pewno chce się dowiedzieć, co to jest.
W jednej chwili pomyślała o Brandonie. Ciągle nie mogła zrozumieć, dlaczego zdradził ją z najlepszą przyjaciółką... a raczej byłą przyjaciółką. Przecież tworzyli wprost idealny związek, a lekkie kłótnie i nawet potężne spory ciągle go wzmacniały. Zaś Bloom musiała przejąć pałeczkę i uwieść dawnego ukochanego. Dlaczego to zrobiła? To wciąż było niewiadome. „Może chciała tylko uświadomić mi, że jestem do niczego i nie pasuję do Brandona!...” - pomyślała, zastanawiając się nad zdradą fałszywej przyjaciółki. Nagle przez myśl przemknęła jej sylwetka i wygląd szatyna. W końcu miał powodzenie u dziewczyn i być może nawet wcześniej nie był wierny księżniczce Solarii, a rudowłosa czarodziejka chciała udowodnić jej wszystkie zdrady przystojnego specjalisty. „Nie, ona naprawdę go kochała i poświęciła się z miłości.” - Stella zakończyła swoje przemyślenia i spojrzała na ukochanego, który nieobecnym wzrokiem błądził po ścianie korytarza.
Chłopak wciąż zastanawiał się nad powierzeniem swojej tajemnicy ukochanej dziewczynie. To była okropna wiadomość. Zaczął się zastanawiać, czy ją naprawdę kocha. „Jeśli by tak nie było, to dlaczego jestem nią zafascynowany i dlaczego nigdy jej nie zaatakowałem?” - wściekł się na siebie w myślach.
- Valtor, czy masz mi coś do powiedzenia? - kolejny raz spytała blondynka, ciągle się w niego wpatrując. Trudno było stwierdzić, czy był pewny siebie, czy po prostu przestraszył jej pytaniem. Jednak jego postawa wskazywała na to pierwsze, jednak z łatwością mogła się pomylić. W końcu odpowiedział:
- Stello, ja... Musisz mnie wysłuchać do końca...

*

W tym samym czasie Flora i Aisha spacerowały po korytarzach Alfei. Wyglądało to na zwykły spacer po ulubionej szkole, jednak tak naprawdę chodziły nerwowo, zastanawiając się, co mogą dalej zrobić. Nie miały pomysłu na dalsze działanie wobec przyjaciółek. Czuły, że niewiele mogę zrobić w tej sprawie. Zwłaszcza, że musiały zjednoczyć się przeciw Helarii... a z nimi nie było Suzanne vel Kiary, a przede wszystkim - Stelli.
Flora odłączyła się od przyjaciółki i wyszła za bramę szkoły. Szła przed siebie, nie zastanawiając się, gdzie tak naprawdę idzie. Trafiła nad jezioro Roccaluce. Jeszcze widniały tam ślady niedawnego pożaru wywołanego przez rudowłosą księżniczkę. Na miejscu, w którym tylko próbowała odebrać sobie życie, dostrzegła niewielkie strzępki niebieskiego stroju Bloom. Wiadomo, że Bloom od zawsze była związana z tym kolorem. Aisha z zielonym, Stella z pomarańczowym, Tecna z fioletowym, Musa z czerwonym, a ona, Flora - z różowym. Nagle kwiatowej wróżce coś przyszło do głowy.
- Rany... - szepnęła.
Porównała te kolory z herbami głównych planet magicznego wymiaru, które ściągnęła z Internetu. Jej podejrzenia okazały się być słuszne. Głównym kolorem herbu Melodii był czerwony, Domino – niebieski... Nawet kolor Stelli się zgadzał...
- To znaczy, że Stella tak naprawdę jest księżniczką! Tylko jak to jest możliwe?! - powiedziała, chociaż nie oczekiwała od nikogo odpowiedzi. Jedynie usłyszała szum drzew i to jej wystarczyło.
Przysiadła na ogromnym kamieniu i schowała telefon. Oparła się o drzewo, chowając głowę w kolanach. Była to jedna z nielicznych chwil, kiedy całkowicie mogła oddać się swoim rozmyślaniom, a także popłakać i pożalić się ukochanym roślinkom oraz drzewom z przerastających ją sytuacji. Jednak nie mogła się na niczym skupić, jej myśli biegały wokół różnych sytuacji, których nie mogła wytłumaczyć.
Postanowiła pójść dalej, w głęboki las. Wiedziała, że nic nie mogłoby się jej stać, gdyż była czarodziejką natury. Na kamieniu wyskrobała „Dziękuję, Flora” i poszła dalej, nie wiedząc, co za chwilę zobaczy.

*

Kiara wciąż próbowała ocucić Eternity. Niestety, bez skutku. Nie wiedziała, co robić. Była zrozpaczona, że nie może jej zrobić dziewczynie nawet sztucznego oddychania – mogłaby wdychać niebezpieczne opary z groźnej trucizny.
- Angie! - odważyła się w końcu krzyknąć. Sympatyczna kobieta kilka minut później zjawiła się na miejscu zdarzenia. Szybko zrozumiała to, co się stało. Odwróciła Eternity na bok i klepała w plecy z całej siły. Po chwili nastolatka odkaszlnęła niebezpieczną substancję i obudziła się.
- Co się ze mną działo? - spytała z przymkniętymi oczami.
- Rozbiłaś fiolkę z trucizną, a szkło z niej wbiło ci się w rękę i wchłonęło do organizmu... a raczej, próbowało. Na szczęście już jest wszystko dobrze. - odparła Kiara, lekko się uśmiechając.
- Okej, pamiętam. - odparła Eternity, ale nagle posmutniała. Przypomniała sobie zdjęcie, które wciąż stało na wysokiej, szklanej półce. To przez to zdjęcie nagle zrozumiała, że nie będzie podobna do swojej matki.
Tylko szkoda, że to było naprawdę trudne.
Jednym ruchem zniszczyła rzeźbę Princesy, a także projekt mini-zamku. Kiara i Angie patrzyły na nią z szeroko otwartymi oczami. Dziewczyny nie obchodziło to, co sobie o niej pomyślą. Od tej chwili już nie.

*

W tym samym czasie Aisha poszła do szkolnego sklepiku. Nie ukrywała, że była bardzo głodna, a kolacja miała być dopiero za cztery godziny. Jednak, ku jej zdziwieniu, sklepik był nieczynny. Ta informacja wzbudziła jej niepokój, ponieważ zazwyczaj był zamykany o północy. A była dopiero trzecia po południu.
Po obejściu się smakiem, przypomniała sobie, że zostawiła szufladę w swoim pokoju tylko na zapas jedzenia na tzw. czarną godzinę. A ta czarna godzina właśnie nadeszła. Ociągając się, poszła do swojego pokoju. Dziwną rzeczą było to, że w salonie nie zastała Bloom, Musy i Tecny. Nie przejęła się tym zbytnio i poszła do swojego pokoju.
Zobaczyła tam przyjaciółki, które wyjadały wszystkie łakocie z jej szuflady. Dziewczyna wściekła się, ponieważ zobaczyła tylko puste opakowania po ciasteczkach, chrupkach i innych przekąskach.
- Cholera... - księżniczka Androsa nie potrafiła ukryć złości.
- Czo? - spytała Tecna z pełnymi ustami, jedząc niebanalnie pyszne ciastka z kremem.
- Wyjadacie mi to, co gromadziłam kilka dni. - Aisha była coraz bardziej wściekła, w końcu krzyknęła: - Fala uśpienia!
Po kilku sekundach czarodziejki spały twardo. Dziewczyna była zdziwiona tak szybkim skutkiem jej czarów, jednak efekt ją zadowolił. Po chwili wściekłość i wszystkie złe uczucia ogarniały jej duszę. Z płonącą twarzą oznajmiła:
- Pomszczę cię... Valtor...