środa, 13 sierpnia 2014

#o46. Wojna

Hej. W dalszym ciągu nie mam weny, ale udało mi się coś wyskrobać. Miłego czytania. Mam nadzieję, że skomentujecie.

~*~

- Kim jesteś? - królowa zastukała białym tipsem w tron.
- Jestem Kiara, zgubiłam się. - powiedziała nieśmiało dziewczyna.
- I czego ty chcesz ode mnie?! - wrzasnęła królowa, aż Kiara skuliła się ze strachu.
- Chciałam zapytać o... nocleg... ale może lepiej już pójdę... - odparła niepewnie dziewczyna.
Królowa spojrzała na nią groźnie. Nie tego się spodziewała. Nie chciała przyjąć jakiejś niepewnej dziewczyny, która nie może stać się zła. Cicha, szara myszka. Popatrzyła na Kiarę z pogardą. Nie przyjmie jej, to pewne.
- Do widzenia. - powiedziała pewnym siebie, a zarazem zimnym tonem. Kiara kuliła się w sobie, nie mogła tego znieść.
- Do widzenia, proszę pani. - odparła cicho i skierowała się do wyjścia. A w Princesie jakby coś drgnęło. Jakby malutka kropelka ciepłej wody spadła na jej lodowate serce.
- Eternity. - rozkazała. - Przygotuj Kiarze odpowiedni pokój.
Córka królowej niemal od razu pobiegła sprawdzić, które lodowe apartamenty są wolne. Jednak wiedziała, że w tym jest jakiś podstęp. Postanowiła po cichu powiedzieć Kiarze, by się strzegła, ponieważ matka Eternity była nieobliczalna.
Po chwili Kiara weszła do pokoju z lodu. Wyglądał efektownie, ale tylko dlatego, żeby na to popatrzeć. W użyciu przedmioty były ostre, a gdy zmęczona dziewczyna chciała ułożyć się na łóżku, od razu krzyknęła. Ból przeszył jej ciało i nie mogła się poruszyć. Na lodzie pojawiła się krew. „O, nie!” - pomyślała zrozpaczona. - „Krew?! To znaczy, że...”
Nie dokończyła myśli. Straciła przytomność.

*

Czarodziejki przebywały na lekcji u Faragondy. Jedna z nich musiała zdobyć Magicalix, by uratować magiczny wymiar. Największą chętkę na niego miała rudowłosa strażniczka Domino, zwana Bloom. Nie wiedziała, że ze względu na swoje zachowanie ma najmniejsze szanse na zdobycie tej potężnej mocy.
Jeszcze przed godziną przebywały na Solarii i zastanawiały się, co mogą zrobić. Bez Magicalix'u mogły niewiele. Już zastawiły pułapkę na bezwzględną królową, jednak nie były przekonane, czy ona się uda. Helaria z każdą chwilą stawała się coraz silniejsza, a Winx musiały ją zniszczyć... Flora nie chciała tego robić, ale zorientowała się, że ciemność zagraża magicznemu wymiarowi...
Przecież nie mogę siedzieć na lekcji i udawać, jak gdyby nigdy nic się nie stało! Muszę pomóc Solarii!” - myślała zrozpaczona Stella. Na twarzy miała wypisane zdenerwowanie. Chciała zerwać się z miejsca i wyruszyć na ukochaną planetę, jednak wiedziała, że ewentualne zdobycie Magicalix'u pomogłoby jej uratować magiczny wymiar. „Szlachetny cel...” - w myśli zdenerwowała się jeszcze bardziej.
- Musicie skupić się, by mieć w sobie moc i dar koncentracji... - Faragonda nie dokończyła, bo przerwała Stell:
- Myśli pani, że łatwo się skupić, gdy planeta, na której pani mieszkała całe życie, jest niszczona przez siły zła!? To wcale nie jest takie łatwe! Solaria ulega zniszczeniu, a ja muszę jej pomóc! - w oczach wróżki stanęły łzy. - Muszę i chcę, to mój obowiązek... pani zapewne tego nie rozumie.
Dziecko, rozumiem nawet bardziej niż ty...” - pomyślała nauczycielka i przez chwilę w myślach postawiła się na miejscu Stelli.
- Dobrze, leć. Tylko będzie tobie potrzebne wsparcie psychiczne, bo możesz sobie nie poradzić. - kobiecie zadrżał głos. - Zadzwoń do kogoś, poradź się...
Stella wybiegła, dobrze wiedziała, co zrobi.

*

Dziewczyna lekko otworzyła oczy. Wciąż leżała w tym samym miejscu, jednak nie czuła już bólu. Na lodzie nie było krwi. „Cholera, czy to wszystko mi się śniło? Nie, to niemożliwe...” - pomyślała zniechęcona. Ktoś wszedł do pokoju. Kiara lekko podniosła się i zobaczyła twarz tajemniczej istoty. To była Eternity.
- Cześć, Kiaro. Przyniosłam ci lody, może będzie tobie po nich lepiej... - westchnęła. Dziewczyna wzięła od niej ten mały podarunek, jednak go odstawiła. Nie miała ochoty jeść.
- Dziękuję, ale na razie nie chcę. Co tutaj się stało...? Przecież była tu krew... - Kiara wskazała ręką na lodowe łoże. - … a teraz niczego tu nie ma... Czy to jest normalne w tym królestwie?
- Nie wiem, nie mam nic wspólnego z tą sprawą. - odparła szybko Eternity. Jednak dziewczyna widziała, że córka Princesy kłamie - to było widoczne.
- Kłamiesz. - powiedziała twardo Kiara, a Eternity w pośpiechu opuściła pokój.
Pewnie Princesa każe jej kłamać...” - pomyślała niechętnie o apodyktycznej królowej. Ale co ona mogła zrobić? Była jedynie zwykłym gościem, a raczej agentką...
Zdecydowała się zwiedzić zamek z lodu, więc wyszła z pokoju. Wszystko było z lodu, a Kiarze nagle zrobiło się bardzo zimno. „W końcu na co dzień nie mieszkam w lodzie.” - nasunęła się jej myśl, która miała być zabawna, a tak naprawdę tylko zepsuła jej samopoczucie.
Zdecydowała się wejść na 13. piętro, czyli na samą górę. Było tam tylko jedno pomieszczenie, które było otwarte... Po chwili wahania weszła do środka. Tajemniczy pokój zdawał się nie mieć końca. Jednak biegła i biegła, w końcu dotarła na sam koniec. Wtedy nie widziała początku. „Dobrze, że nie posłużyłam się magią!” - Kiara odetchnęła z ulgą, mimo to wiedziała, że musi trzymać się na baczności. Bo co byłoby w chwili, gdyby Princesa odkryła jej plany i wtrąciła do lochu lub, co najgorsze, zabiła? Nawet nie chciała o tym myśleć.
Na końcu był jakiś portal, jednak nie wiedziała do czego służył. Wychyliła przez niego głowę. Zobaczyła Solarię i to wcale nie był film, tylko rzeczywistość.
Jęknęła w duchu z rozpaczy. Była przerażona swoim odkryciem.

*

Stella szybko znalazła się w Gardenii. Potrzebowała spotkania z Valtorem, ponieważ wiedziała, że w tej chwili tylko on może ją wesprzeć.
Nie musiała go długo szukać. Siedział na ławce, w miejscu, gdzie pierwszy raz się pocałowali. Stell nie mogła uwierzyć, że to było tak niedawno. Nie chciała nic mówić, więc tylko usiadła obok niego, jednak jej nie zauważył. Gdy lekko trąciła go w rękę, od razu obrócił się w jej stronę i ściągnął słuchawki z uszu.
- Stella?! - krzyknął z niedowierzaniem, jednak z pewną nutką szczęścia.
- Tak, to ja. Zaskoczony? - uśmiechnęła się ku zdziwieniu chłopaka.
- Tak, bardzo mnie zaskoczyłaś. Gdy powiedziałaś, że masz ważną walkę na Solarii, chciałem polecieć tam i tobie pomóc. - odparł zaskoczony, jednak po chwili spochmurniał. - Niestety, gdyby pozostali dowiedzieliby się o nas...
Dziewczyna położyła palec na jego ustach.
- Nie kończ. - powiedziała cicho. - Sama nie chcę o tym myśleć.
- Okej. - odparł, przypominając sobie walki z czarodziejkami i Drużyną Światła. To była dla niego zabawa, jednak to, że był ze Stellą, pobiło wszystkie myśli. O niej nie umiał myśleć jak o wrogu, nawet dawnym.
- Możesz mnie pocieszyć? - spytała zalotnie. - Muszę być podbudowana psychicznie, by spokojnie iść na walkę z Helar... - nie dokończyła, w jednej chwili smutniejąc.
- Jasne, księżniczko. - Valtor nie mógł powstrzymać uśmiechu. - Ale naprawdę potrzebujesz ciepłych słów, czy to one są potrzebne tobie do walki?
Stella nie zdążyła kiwnąć głową, a chłopak nachylił się nad nią i ją pocałował. Tym razem nie był to delikatny pocałunek, tylko mocniejszy i bardziej namiętny. Po chwili dziewczyna oderwała się od niego.
- Mogłabym tak stać wiecznie, naprawdę. - przyznała. - Jednak obowiązki wzywają... Zapewniam cię, że to było najlepsze pocieszenie z możliwych.
- Do zobaczenia, Stello! Miłej walki! - odparł chłopak.
Po chwili dotarło do niego, że to prawdziwa walka... A co będzie, jeżeli jego ukochana zginie? Nie chciał o tym myśleć, ale musiał wziąć pod uwagę taką ewentualność.

*

Winx były w Alfei. Przygotowywały się do walki, a zwłaszcza Bloom. Bardzo chciała zdobyć Magicalix, a jeśli miała go zdobyć, musiała wyglądać pięknie.
Tymczasem pozostałe tylko rozczesywały włosy i przebierały się w wygodne ubrania. Nie stroiły się, bo wiedziały, że to nie będzie im przydatne. Nie rozumiały rudowłosej koleżanki, która nakładała na siebie piękną sukienkę i równie ślicznie się malowały. Rozumiały, że gdyby to był jakiś bal lub impreza, wtedy tak... Aisha pokręciła głową.
W końcu, po pół godziny czekania na Bloom, przeszły przez portal na Solarię. Zaś strażniczka Smoczego Płomienia nie mogła zdecydować się na sukienkę - czy wybrać czarną z szarymi wykończeniami, czy nałożyć na siebie niebieską, pikowaną, a do tego czarną, także pikowaną, torebkę? W końcu zdecydowała się na tę drugą wersję i także przeszła przez portal.
Czarodziejki już walczyły z robotami. Tylko ich niewielka część była zniszczona. Nagle roboty wycelowały w rudowłosą dziewczynę swoją włócznię.
- Uważaj! - krzyknęła Musa i nie zastanawiając się, zepchnęła Bloom na chodnik, tym samym żadna z nich nie została przebita włócznią.
- Ty kretynko! - syknęła strojnisia. - Przez ciebie złamał mi się obcas!
- A co, wolałabyś zginąć? - odparła Musa. - W sumie to szkoda, że ta włócznia ciebie nie przebiła, bo zasługujesz na to. - dokończyła gorzko i wróciła do zabijania robotów.
Bloom podniosła się z ziemi i chciała krzyknąć do dziewczyny, która ją obraziła. Oczywiście w niezbyt ładny sposób, czyli przeklinając. Zamiast tego mruknęła pod nosem: „już nie żyjesz!”.

*

Kiara usłyszała kroki i schowała się wśród sprzętów elektronicznych. Zobaczyła Princesę idącą do portalu, a za nią szły roboty.
To stąd biorą się te roboty na Solarii!” - zakryła usta ręką. - „Muszę powiadomić Stellę!”.
Używając magii, cicho przedostała się w stronę drzwi, a gdy była na zewnątrz, z ulgą zbiegła po schodach. Na 4. piętrze natknęła się na jakąś kobietę.
- Nowy gość... - uśmiechnęła się.
- Tak, ale nie znam pani... - odparła chłodno Kiara i chciała iść dalej, jednak nieznajoma zatrzymała ją. Dziewczyna przestraszyła się.
- Jestem Angie, koleżanka Princesy. - powiedziała miło kobieta i gestem zaprosiła ją do pokoju.
To pomieszczenie wyróżniało się od lodowych apartamentów. W pokoju Angie były normalne meble z drewna, normalne kwiaty... Czuła się tak normalnie, tak jak w swoim pokoju, w Alfei. I było tu ciepło.
- Jak widzisz, nienawidzę lodu. - powiedziała sympatycznie Angie. - Pewnie jesteś zaskoczona?
- W sumie tak, bo skoro kolegujesz się z Princesą, to pewnie jesteś do niej podobna... - przyznała Kiara.
- To nieprawda, bardzo się różnimy. - kobieta potrząsnęła swoimi kasztanowymi lokami.
- A jak się poznałyśmy? Mogłabym wiedzieć?... - spytała dziewczyna.
- Princesa nigdy nie była dobrą matką... - odparła Angie. - Zatrudniła mnie jako opiekunkę do Eternity. Całe dzieciństwo uczyłam ją, że zło jest złem, a dobro - dobrem. Jest bardzo dobrą dziewczyną, tylko te imię... - westchnęła. - Princesa nie wie, że walczę po stronie dobra. Kiedyś uczyłam się w Alfei.
- Naprawdę? - zainteresowała się Kiara.
- Pewnie nie możesz w to uwierzyć, patrząc na ten pałac. - kobieta zaśmiała się. - Wyczuwam od ciebie dobrą aurę, ty także jesteś z Alfei?
- No, tak. - przyznała dziewczyna i opowiedziała Angie całą historię dotyczącą jej przygody z magią.
- Spokojnie. Ja także chciałabym unicestwić Princesę, ale szkoda mi Eternity... Gdyby nie ona, uciekłabym stąd, naprawdę. W razie czego, możesz zawsze szukać u mnie wsparcia.
Kiara podziękowała jej i wyszła z pokoju.

*

Stella po godzinie dostała się na Solarię. Portale były zamknięte, jednak ona mogła się tam dostać. Dostała się tam innym sposobem. Przedostanie się tam graniczyło z cudem. Gdy przyjaciółki ją zobaczyły, osłupiały. Miała rozczochrane włosy i poszarpane ubranie.
- Nie rozumiem, o co wam chodzi? - odparła spokojnie, odpowiadając na pytające spojrzenia czarodziejek. - Musiałam się dostać przez las, nie moja wina, że jestem wysoka.
- Stello! - krzyknęła Luna, wybiegając z królestwa. - Pałac się pali!
Dziewczyna zacisnęła ręce i skrzyżowała palce, krzycząc: „Winx Mythix!”.
Wróżki zaczęły się przemieniać i po chwili były w innych strojach.
- Ratujemy Solarię! - złożyły ręce. Stell była wściekła, musiała dostać się na Helarię lub przynajmniej skontaktować się z Suzą. Właśnie zadzwonił telefon.
- Hej, Stell. - usłyszała głos w słuchawce. - Posłuchaj, na najwyższym piętrze zamku są roboty, które przechodzą przez specjalny portal na Solarię.
- O, cholera. - teraz czarodziejka naprawdę się zdenerwowała.
- Poznałam Angie, która pochodzi z Alfei. Jest naprawdę miła, całkowicie różni się od pozostałych. A, i strzeż się. Może zrobić się niebezpiecznie.
- Okej, nie ma sprawy. - odparła Stella. - Na razie.
Wyłączyła telefon i z jeszcze większą agresją atakowała roboty. Całkowicie nie miały szans.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

#o45. Królowa

Witajcie! Dziś mam dla Was nowy rozdział. Proszę Was o jedno - komentujcie mój rozdział na WinxBlogger, na asku, na Gadu-Gadu lub tutaj, bo komentowanie mnie motywuje. A stale ocenia je tylko Stell. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. ;3

~*~

Stella, słysząc płacz i krzyki dziewczyny zbiegła na dół. Jednak to, co widziała przez okno, zaciekawiło ją. Las wokół jeziora Roccaluce się palił...
- Cześć... - wychlipała dziewczyna.
- O co chodzi? - spytała zaniepokojona blondynka.
- Tam, las się pali! - wskazała palcem na jezioro i las wokół niego.
O nie!” - pomyślała niezadowolona Stella. - „Las się pali! To niemożliwe! Przecież jest zaczarowany i odporny na zwykły ogień!”
Zawołała wszystkie Winx. Najdziwniejsze było to, że wśród nich nie było Bloom... Już wiedziała, kto przyczynił się do pożaru zaczarowanego lasu. Dziewczyny dokonały przemiany w Mythix i poleciały ratować magiczne drzewa.
Tymczasem w Alfei zrobił się wielki chaos. Wszystkie dziewczyny z przemianą Enchantix'u, Believix'u i Harmonix'u chciały lecieć na ratunek, a nauczyciele powstrzymywali je. Ta misja była niezwykle niebezpieczna. Szkoła chwilowo została otoczona magiczną ścianą, by młodziutkie wróżki nie odlatywały.
A Winx walczyły z ogromnym ogniem. Nie miały wątpliwości, że to rudowłosa strażniczka potężnego mocy.
- Aisha Morfix! - krzyknęła księżniczka Androsa.
- Kwiatowy czar! - szepnęła Flora.
- Słoneczny żar! - powiedziała pewna siebie Stella.
- Moc kalkulacji! - odparła Tecna, rzucając iskierki w płomienie.
- Mocna piosenka! - zaśpiewała Musa.
- Konwergencja! - krzyknęły i utworzyły krąg nad płonącym lasem. W tej chwili wszystko zależało od skupienia czarodziejek, które w tej chwili poświęcały swoje moce dla ukochanego lasu.
Dostrzegły Bloom, która...

*

- Hejka, Suzanne! - usłyszała głos, ale nie wiedziała, do kogo należy.
- Znamy się? - odparła chłodno i odwróciła się. Spojrzała w twarz dziewczyny, której nie znała.
- Słyszałam o twoim ojcu. Jestem Lucy, przyjaciółka Julii. Tej pobitej dziewczyny. - powiedziała szyderczo, a Suza się zaczerwieniła.
- Dlaczego mam płacić za błędy ojca? To nie moja wina, że pobił moją dawną przyjaciółkę. - odwróciła głowę.
- Słuchaj, twój ojciec wychodzi z więzienia. A jak wyjdzie, to ciebie nie będzie na Ziemi, rozumiesz? - zagroziła.
- Po pierwsze, to nie jest mój ojciec. - powiedziała Suzanne, czym zaskoczyła Lucy. - Po drugie, pochodzę z Solarii, a rodziny królewskiej. Nie musisz się o mnie martwić. - wysyczała prosto w oczy zaskoczonej dziewczyny i odeszła. Nie mogła znieść tych wszystkich komentarzy, musiała opuścić Gardenię przynajmniej na jakiś czas.

*

Bloom płakała. Siedziała w samym środku lasu nad jeziorem Roccaluce. Płomienie prawie ją dosięgały.
- Uważaj! - krzyknęła przerażona Aisha. - Fala Morfix'u!
Rudowłosa dziewczyna była cała przemoczona, ale dziewczyny podniosły ją do góry i odleciały w stronę Alfei.
- Dlaczego podpaliłaś las? - zapytała Flora, gdy były już na miejscu.
- Chciałam zniszczyć miejsce, które kojarzyło mi się ze Sky'em. Nienawidzę jeziora Roccaluce, nienawidzę siebie! - krzyknęła i wpadła w histeryczny płacz.
Czarodziejki popatrzyły na siebie zdumione. Bloom, która tak się zachowała? To nie pasowało do niej, to nie było możliwe! Dawna liderka Winx...
- Na razie wtrąćcie ją do lochu. - rozkazała Faragonda. Nie spodziewała się tego po swojej dawnej ulubienicy.
Wróżki nie mogły w to uwierzyć. Przyszła straż i po kilku minutach Blooma znalazła się w lochu, a przyjaciółki nie chciały jej widzieć za to, co zrobiła. Wyczerpane opadły na fotele w swoim pokoju.
- Wiecie co... - powiedziała Musa. - A może Bloom zaplanowała to sobie wszystko wcześniej?
- Ale co masz na myśli? - zapytała księżniczka Zenithu.
- Że ona specjalnie została liderką, by później wyciąć taką akcję... Wiem, bez sensu. - czarodziejka muzyki machnęła ręką i spojrzała na zegarek. Była 2:53.
- Lepiej chodźmy spać, bo teraz głupoty gadamy. - powiedziała Flora i wszystkie ułożyły się do łóżek, a po półgodzinie zasnęły. Tylko Stella myślami była nieobecna. Myślała nad wydarzeniami ostatnich dni i nad tym, że Magicalix przestał ją obchodzić.

*

Luna obudziła się. Miała straszny sen o samobójstwie Stelli. Odruchowo zakryła usta ręką i nerwowo poruszyła się. Na szczęście jej mąż ciągle spał, więc kobieta odetchnęła z ulgą.
Zaniepokojona otworzyła portal do Alfei, a w jej głowie kotłowały się straszne myśli. Spanikowała, gdy zobaczyła chaos wśród uczennic. W tłumie dostrzegła Faragondę i natychmiast podbiegła do niej, przestraszona całą tą sytuacją.
- Faragondo! - powiedziała, gdy była już przy nauczycielce. - Co się stało?
- Bloom chciała podpalić las wokół jeziora Roccaluce, a tym samym popełnić samobójstwo. - kobieta odwróciła głowę.
- I co? - w oczach Luny pojawiły się łzy. - Co się z nią stało?!
- Nic się nie stało, została wtrącona do lochu. I spokojnie, Stella jest w swoim pokoju. - próbowała uspokoić ją dyrektor. Ale nic z tego. Luna zaczęła biec po schodach aż do pokoju córki. Zastała ją siedzącą na parapecie, najwyraźniej nad czymś myślała.
- Stello! - krzyknęła kobieta. Dziewczyna o mało nie spadła na dziedziniec.
- Mamo... dlaczego mnie straszysz? - czarodziejka próbowała krzyknąć, ale akurat była zbyt łagodna, by to zrobić.
- Myślałam, że coś ci się stało... Wolałam upewnić się, że wszystko w porządku. - odparła Luna, tuląc do siebie Stellę.
- Mamo, coś knujesz... - powiedziała z udawaną obojętnością dziewczyna.
Kobieta westchnęła. Opowiedziała jej o zachowaniu ojca, o swoim śnie i złych obawach. Stella przestraszyła się. Nie chciała, by rodzice znów brali rozwód... i nie chciała kolejnej powtórki wczorajszych wydarzeń. Wystarczyło jej to, czego się dowiedziała od Luny. Zrozumiała, że może jej zaufać, a na ojca... no cóż, po prostu nie może liczyć.
- Posłuchaj... - powiedziała matka Stell. - Istnieje taka planeta, Helaria. Jest to słonecznej planety, czyli Solarii. Na niej panują osoby, które mają tzw. „zimne” imiona. Musisz się strzec tych osób, inaczej będą chciały cię zabić.
- Ale... co ja im zrobiłam? - spytała roztrzęsiona dziewczyna. Luna podała jej kubek gorącej czekolady.
- Ty nie, ale ja i Drużyna Światła. Walczyliśmy z Helarią i tamta planeta przegrała, jednak niedawno byłą odbudowywana na nowo. Musisz się strzec tych ludzi, ponieważ mogą cię zniszczyć. - dodała królowa i zamyśliła się.
- Ale... przecież to Suzanne jest twoją córką, nie ja? - Stella dopiła czekoladę i odstawiła kubek na szafkę.
- Masz rację, jednak wszyscy są przyzwyczajeni, że to ty nią jesteś. - odparła Luna. - Czas na mnie muszę wracać na Solarię. Ojciec mnie wzywa, musi ze mną ustalić najdrobniejsze szczegóły waszego przyjęcia. W końcu jesteśmy małżeństwem...
- To dlaczego się z nim nie rozwiedziesz?
To pytanie zbiło z tropu Lunę. Nie spodziewała się tego od Stelli, która tak bała się, że się rozwiodą.
- Myślałam, że nie chcesz tego. - powiedziała Luna drżącym głosem.
- Sama uczysz mnie, że mogę polegać tylko na sobie. Że to ja jestem silna. Mamo, całe życie przed tobą! Na planetach są inni faceci, którzy ciebie pokochają, nie tak jak... - to słowo nie mogło Stelli przejść przez gardło. - … sama dobrze wiesz, jak król. Nie może się tobą wysługiwać, kiedy tylko zechce. Bądź asertywna...
- Masz rację, Stello. - przyznała Luna. - Ale naprawdę jest już późno, muszę już iść.
- Dobranoc, mamo. - szepnęła Stella i pomachała kobiecie na pożegnanie. Po jej wyjściu znów usiadła na parapecie i rozmyślała o wszystkim, co wpadło jej do głowy, a także o Valtorze, który tej nocy do niej zadzwonił. „Urocze.” - pomyślała o nim ciepło i na chwilę przymknęła oczy, wyobrażając sobie, co by było, gdyby jednak znalazł się w Alfei.

*

- Hejka! - zawołała Suzanne, która następnego dnia rano znalazła się w magicznej szkole. Czuła się tutaj jak u siebie. Musiała wziąć długi urlop do szefowej, która zapewniła ją, że jej stanowisko zawsze będzie na nią czekało. W pamięci ciągle miała krótką rozmowę z Lucy, która jej groziła. Brr. Niemiłe wspomnienie.
- Suzanne, jak miło cię znów widzieć! - krzyknęła Roxy na powitanie. Współlokatorka aż się uśmiechnęła, było jej bardzo miło z powodu powitania. - Jednak wróciłaś!
- Tak... - dziewczyna zawiesiła głos. Chciała jak najszybciej porozmawiać z Luną.
- Winx oglądają jakiś serial, może do nich dołączysz? - spytała wesoło Roxa. „... i do swojej własnej siostry? Z miłą chęcią.” - pomyślała złośliwie Suzanne. Tak naprawdę nie miała nic przeciwko do Stelli, tylko bolał ją fakt, że jej współlokatorka nic o tym nie wiedziała.
-Nie, dzięki, muszę się rozpakować. Na Solarii zostawiłam kilka rzeczy, więc chciałam się tam jeszcze wybrać. - skłamała dziewczyna, układając książki na biurku.
- Okej, jakby coś się działo, to jestem u nich. - uśmiechnęła się promiennie Roxy i wyszła z pokoju. „Ona jest szczęśliwa, a ja?” - pomyślała Suza. - „Nawet nic o mnie tak naprawdę nie wie. Okej, strasznie się cieszę, że nie musi wysłuchiwać mojej litanii wspomnień...”

*

Stella przebrała się i nałożyła sobie delikatny makijaż. Wyglądała naprawdę świetnie. Chwyciła torebkę i już miała otworzyć portal na Solarię, gdy zadzwonił dzwonek francuskiej piosenki. To była Suzanne.
- Halo, o co chodzi? - spytała pośpiesznie.
- Otworzyłabyś mi portal na Solarię? - odparła Suza.
- Oczywiście, chodź do mojego pokoju. - powiedziała Stella.
Po kilku sekundach już widziała prawdziwą córkę Luny i Radiusa. Chciało jej się płakać, że to nie ona jest dziedziczką tronu planety Słońca... bo przez całe życie była okłamywana. Westchnęła.
Po chwili dziewczyny były już na Solarii, na której było ciemniej niż zazwyczaj. Stell czuła, że dzieje się coś złego, ale nie chciała niepokoić Suzy.
- Światło Solarii! - krzyknęła i uniosła się w górę, przemieniając się w Mythix.
- Co się dzieje? - spytała zaniepokojona prawdziwa córka Luny.
- Czuję, że coś złego. Chodźmy do pałacu. - odparła czarodziejka Słońca.
Królestwo było kamienne i szare. Ludzie byli przygaszeni i smutni, ich ton głosu przypominał roboty. Rośliny stały się martwe, a zwierzęta nic nie mówiły. Ubrania w sklepach były tylko w kolorze czarnym. „Czyżby jakaś żałoba?” - pomyślała Stell.
- Witajcie! - powitała je radosna królowa, jednak spoglądając na smutną Solarię spuściła głowę.
- Co się tutaj stało? - po raz kolejny spytała Suzanne.
- Zaatakowała nas planeta Ciemności i Lodu. Ludzie na niej są zimni, tacy jak tutaj. Nie okazują sobie uczuć. - zaczęła Luna. „Tak, jak kiedyś było na planecie Tecny...” - przemknęło Stelli przez myśl. Z każdą minutą Solaria coraz bardziej szarzała. - A ta planeta to...
- ... Helaria. - dokończyła szybko Stell.
- Proszę, wezwijcie szybko Winx i lećcie ratować cały magiczny wymiar. - odparła błagalnie królowa.
- Okej, tylko się nie denerwuj. - powiedziała czarodziejka Słońca.
- Dziękuję wam, możecie iść... naprawdę, muszę wracać do pałacu i ratować tych wszystkich ludzi. Bez waszej pomocy będzie ciężko.

*

Tymczasem czarodziejki i Roxy oglądały sobie fakty z magicznego wymiaru, chociaż to ich nie interesowało. W telewizji nie było nic ciekawego, a nie chciały wyłączać. Flora poszła zrobić popcorn, Musa piłowała paznokcie, Tecna pisała z Timmy'm, a Aisha zapisywała swoje postanowienia. Tylko Roxa oglądała fakty.
Nagle na ekranie pojawiło się coś, co ją zaniepokoiło.
- Zobaczcie!... - krzyknęła. Dziewczyny spojrzały w ekran.
- Na Solarii pojawiają się niepokojące rzeczy. - mówiła dziennikarka z przejęciem. - Staje się zupełnie szara, tak jak Helaria. Z każdą minutą jest coraz gorzej. Nie wiadomo, co można dalej robić.
Chwilę później było słychać szum, jednak po kilku minutach na ekranie pojawiła się dobrze znajoma im osoba.
- Dziewczyny, wiem, że to oglądacie. Błagam, przylećcie na Solarię! Jest coraz gorzej! Potrzebujemy waszej pomocy. To jest naprawdę pilne.
Winx zaniepokoiły się i niemal natychmiast pojawiły się na planecie Słońca.
- Hejka. Lecimy na Helarię. Poczekajcie na mnie, tylko wykonam ważny telefon. - powiedziała szybko Stella i pobiegła do pałacu. Suzanne wzruszyła ramionami, bo także nie wiedziała, o co chodziło czarodziejce.
W rzeczywistości chciała zadzwonić do Valtora.
- Księżniczko, to o której się widzimy? - usłyszała ciepły głos w słuchawce.
- Słońce, dziś się chyba nie zobaczymy. - odparła.
- Dlaczego?
- Mam ważną walkę, Helaria zaatakowała Solarię. Naprawdę, to ważne. Muszę kończyć. - powiedziała.
- Wierzę, że wszystko będzie dobrze. Do zobaczenia. - zapewnił chłopak, a Stella rozłączyła się i pobiegła do przyjaciółek. Najpierw ustaliły plan działania, by zaatakować z ukrycia.

*

- Eternity, dobrze wiesz, że musisz w końcu zadziałać! - krzyknęła królowa.
- Tak, mamo, ale ta planeta jest bardzo silna... - westchnęła dziewczyna.
- Mnie to nie interesuje, masz pokierować działaniami robotów. Żegnam. - odparła zimno Princesa i usiadła na lodowym tronie. Rządziła Helarią już od wielu lat, więc doskonale wiedziała, jak manipulować ludźmi. Eternity była jej córką, którą traktowała jak służącą. Nigdy nie powiedziała do niej „córeczko” i nie miała takiej ochoty. A kiedyś była miłą, pomagającą bezinteresownie dziewczyną, jednak władza całkowicie ją zmieniła. Straciła chłopaka i zabiła rodziców.
- Mamo, mamy gościa... - powiedziała cicho Eternity.

sobota, 9 sierpnia 2014

#o44. Miłości się nie wybiera...

Hejka. Niedawno kupowałam nowy numer Winx. Kasjerka patrzyła na mnie jak na jakąś wariatkę, a widząc jej spojrzenie chciało mi się śmiać. Bo jak taka dziewczyna, na oko 13-14 - latka, kupuje gazetkę dla małych dziewczynek? xD. Później przechodziłam obok rodziny mówiącej po niemiecku (tak na marginesie, tacy ludzie w moim mieście? ;o Bardzo się zdziwiłam, bo) i oni też na mnie patrzyli, jakbym miała sześć lat. Tak, jakby nie oglądali żadnych kreskówek, a przecież dwójka nastolatków była mniej więcej w moim wieku.
Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego je kupiłam. Tak, prezent fajny. Na plażę mi się nie przyda, bo z czarodziejkami dla młodszych dziewczynek. Dużo tam nie schowam, najwyżej okulary, telefon i jakąś malutką buteleczkę. Gazetka? Mam numer sprzed pięciu lat, mogłabym go czytać nawet godzinę - ciekawe artykuły i świetny komiks, a teraz są skupione tylko na Bloom i są jakieś... hm, sztuczne. Ale to jest tylko moje zdanie.

No cóż, rozpisałam się. Teraz w Wasze ręce oddaję rozdział dziewiąty! Miłego czytania. :)
____
A, i jeszcze jedno - dziękuję, Smocza, za poprawienie. Zmieniam wiek Stelli i Suzanne na 22 lata (i prawie 23), Roxy na 19, a pozostałe Winx na 21/22. Jeszcze raz dziękuję za zauważenie, Smoczy_Plomien. =)

~*~

- Flora... o co chodzi? - zapytała Stella zaskoczona płaczem przyjaciółki.
- Nie mogę tobie powiedzieć... - szepnęła czarodziejka.
- Dlaczego!?
- Przeczuwam coś złego, ale tego sama się dowiesz. - chlipnęła Flora. - I... ale nie, nie wyjaśnię.
- Flora... - Stell pokręciła głową ze zdumienia. Wróżka rzadko płakała, więc to było jeszcze bardziej dziwne. - Naprawdę, powiedz, o co chodzi.
Czarodziejka próbowała się uspokoić. Miała mieszane uczucia. Było jej żal Faragondy, chciała, by Bloom i Stella się pogodziły. Helia wylądował w szpitalu z powodu złamanej nogi, a Linphea przestaje istnieć. W Alfei panuje duże zamieszanie. Winx się rozpada. Ale Flora nie chciała martwić przyjaciółki, chociaż jej szczęście powoli przestawało istnieć.

*

- ... tak, by runęły mury, co dzielą nas... - Suzanne idąc, usłyszała melodię z radia. „Żeby to było takie proste...” - pomyślała. Nie chciała myśleć o swoich kłopotach - co z tego, że dawnych? I tak powracają w najmniej oczekiwanych momentach. Tak jak Tony. Postanowiła, że nigdy więcej nie odbierze od niego telefonu. Nie odezwie się do niego. Jednak pokusa była silna. „Uzależniłam się od Tony'ego. Szok!” - pomyślała, tym razem z niechęcią. Nie chciała wracać do przeszłości, która okazała się dla niej zbyt okrutna. A najgorsze miało dopiero nadejść...
Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek SMS-a. „Cześć, Suzi! Możemy się niedługo zobaczyć? Tony”. Dziewczyna już zdecydowała: „Nie pisz do mnie, nie chcę cię widzieć. Muszę z tym wszystkim skończyć. Nie znasz mnie tak dobrze, jak myślisz.”.
Obok niej przeszła grupka nastolatek, które opowiadały coś sobie i się śmiały. „Ach, jak ja im zazdroszczę...”.

*

Już nastał ranek. Aisha obudziła się jako pierwsza, myśląc o swoim śnie - Nabu do niej powrócił i byli bardzo, bardzo szczęśliwi. Wzięli ślub, a Flora była jej główną druhną. „Ciekawe, dlaczego akurat ona, a nie Musa czy Stella?” - zastanawiała się. Przecież czarodziejka bardziej zaprzyjaźniła ze Stell, nie z Aishą.
Tymczasem Flora także się obudziła. Śniła jej się Stella, która płakała, bo dowiedziała się, że ma siostrę. „Siostrę?” - przemknęło kwiatowej wróżce przez myśl. - „Stell przecież zawsze była jedynaczką!”. Dziewczyna sięgnęła po pamiętnik, w którym zapisała: Czuję, że Winx może się rozpaść przez drobną kłótnię... Nie mogę do tego dopuścić, co mam zrobić...? Na dodatek śniła mi się Stell, która dowiedziała się o swojej bliźniaczce! Ciekawe, co będzie dalej - życie coraz bardziej zaczyna mnie interesować. Uśmiechnęła się.
Stella miała sen o sobie, że zakochała się w Valtorze i byli razem. „Cholera, czy te sny muszą być aż tak przewidywalne!?” - pomyślała ze złością. Na myśl nasunęła się twarz dawnego wroga. „Rany, jaki on jest przystojny...” - rozmarzyła się, długo nie wracając do rzeczywistości.
Bloom śniła o Brandonie i Sky'u. >Wybierz któregoś z nas!< - powiedzieli. Ona odepchnęła ich obu i szła przed siebie, nie oglądając się do tyłu. To była właściwa droga.
Tecnie śnił się jej chłopak, że była z nim na romantycznej randce we Frutti Bar. Tam też się jej oświadczył, a ona bez chwili wahania przyjęła je.
Zaś Musa śniła o Melodii, która znajdowała się w niebezpieczeństwie. Wszystkie zwierzęta ginęły, jej tato zmarł. Na końcu Melodii nie było.
Dziewczyny popatrzyły na siebie. Nie wiedziały, o czym myśleć, więc z braku pomysłu skierowały się na śniadanie. Tymczasem Stella udała się do Faragondy na rozmowę, towarzyszyła jej Flora.

*

Śniadanie przebiegało bez zakłóceń. Nastolatki opowiadały sobie swoje sny, które w większości były dobre. Tylko Musie sen nie zwiastował nic dobrego.
Najbardziej niepokojące było to, że Bloom znowu mówiła tylko o sobie. Gdy Aisha lub Tecna zaczynały jakiś inny wątek, rudowłosa wróżka przerywała im i mówiła dalej. Musiały wraz z Musą naradzić się i wybrać swoją kandydatkę Magicalix'u, nie typując siebie.
- Wiecie co? - Blooma była coraz bardziej rozgadana. - Moi rodzice, Oritel i Marion, no i siostra, postanowili pojechać na piknik. Było fajnie i tak normalnie, chociaż mrówki łaziły po kocu. Dla mnie to byłoby normalnie, żal mi ich, bo...
- Bloom, wiesz co? - odparła kąśliwie Aisha. - Myślę, że nie zdobędziesz Magicalix'u.
- Zobaczysz, że zdobędę. Zawsze będę liderką. - zaśmiała się szyderczo Bloom i zaczęła kontynuować swoją opowieść na temat pikniku w lesie.
Winx wymieniły między sobą spojrzenia. Właśnie wykluczyły jedną kandydatkę.

*

Tymczasem Stella i Flora udały się do dyrektorki. Wprawdzie Stella miała iść sama, ale wolała mieć przy sobie Florę, by w razie czego się wypłakać, wyżalić. Dziewczyny otworzyły drzwi. Czekała tam na nie Faragonda, Luna i... Suzanne, której udało się wyrwać na chwilę z pracy.
- Cześć, mamo. Dzień dobry, Faragondo. - powiedziała Stella i opadła na krzesło. - Miałyście mi... nam... - popatrzyła na Suzanne. - … coś powiedzieć.
- A, tak. - zmieszała się Luna. Nie spodziewała się wizyty Flory, ale to była zaufana przyjaciółka Stelli. Poza tym, nie wiedziała, że Stella i Suzanne się znają.
- Jak możemy to zacząć... - zastanawiała się Faragonda.
Kobiety milczały, ale w końcu Luna zaczęła historię, która na zawsze zmieniła życie nastolatek:
- Cóż... W 1992 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Rozwijała się prawidłowo. 18 sierpnia urodziłam śliczną, zdrową dziewczynkę. W łóżeczku obok niej leżała taka sama, więc wyglądały jak bliźniaczki. Jednak pielęgniarka kąpała je obie i bransoletki zsunęły im się z rączek. Nałożyła je i wszystko było w porządku. - Luna chlipnęła. - Jednak zaczęłam podejrzewać, że Stella nie jest moją córką... Po kryjomu z ojcem zrobiliśmy badania krwi... i wynik wyszedł negatywny.
- To znaczy, że... - Stell osłupiała.
- ... nie jesteś moją córką. - dokończyła królowa i zaczęła płakać.
Obie dziewczyny zaczęły płakać. Nie mogły uwierzyć w tę straszną prawdę. Suza czuła żal do Luny, bo gdyby nie ona, to jej wszystkie porażki w życiu nigdy by się nie zdarzyły. Tylko Flora z niedowierzaniem patrzyła na Lunę. Coś się nie zgadzało.
- Ale... jak to możliwe? - spytała. - Przecież, żeby zdobyć Enchantix, trzeba uratować kogoś ze swojej planety. Stella uratowała króla... a przecież nie jest jego córką, nie pochodzi z jego planety!
- Naprawdę nie wiem. - odparła z uznaniem królowa. - To nie jest możliwe, bo rodzice Stelli nie są związani ze Solarią.
- Coo?! - krzyknęła Stell. - Wyrzekasz się mnie!? Tyle dla ciebie zrobiłam, przez tyle lat byłam twoją córką... Jak możesz się mnie tak nagle wyrzec!? Uważasz, że to uczciwe wobec mnie i Suzy? Przecież nagle nie zacznie mówić do ciebie „mamo”. A, przepraszam za takie określenie, pani Luno. - syknęła ironicznie, podkreślając wyraz „pani”.
- Stello! - Faragonda zgromiła ją wzrokiem. Blondynka rozpłakała się i wybiegła, trzaskając drzwiami.
- Musimy dać jej czas... - szepnęła Luna.
- Pani i tak już namieszała. - odparła Flora. Suzanne za pomocą wróżki wróciła na Ziemię.

*

Stella biegała między uliczkami Gardenii. Cała prawda nie zdążyła jeszcze do niej dotrzeć. Jest zwykłą dziewczyną pochodzącą z Ziemi... Ale najdziwniejsze były jej osiągnięcia - to nie było możliwe, musiała być w jakiś sposób związana z którąś z planet.
Tak się zamyśliła, że wpadła z impetem na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam. - powiedziała i chciała ruszyć z miejsca.
- Nie szkodzi. - nieznajomy uśmiechnął się. - Stella?
Dziewczyna zatrzymała się jak wryta i wytrzeszczyła oczy, nie zwracając twarzy w kierunki chłopaka. O, nie. To był Valtor.
- Cześć. - odwróciła się do niego. Chciała zemdleć z wrażenia - właśnie teraz go zobaczyła, kiedy i tak miała tyle problemów. - Ale nie chcę z tobą teraz rozmawiać.
- Chodź. - chłopak, nie czekając na reakcję Stelli, złapał ją za rękę i pociągnął ją w stronę pobliskiej restauracji. Usiedli przy stoliku.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? - spytała ze złością.
- A dlaczego mnie tak traktujesz? - odparł chłodno i odwrócił wzrok.
Stell szybko zrozumiała, że Valtor czeka na jej reakcję, więc powiedziała:
- Przepraszam, dowiedziałam się czegoś strasznego.
- Czy mogę wiedzieć, czego? Spokojnie, możesz mi zaufać. - odparł z lekkim uśmiechem i otworzył menu.
Stella chyba z nikim nie była jeszcze tak szczera. Opowiedziała mu o Brandonie i Bloom, kłopotach w rodzinie, o Magicalix'ie, o rozpadaniu się Winx, o ucieczce i pracy w kawiarni, gdzie ją zobaczył. Na koniec dodała, że nie jest księżniczką, tylko jest nią Suzanne, której postać szybko przytoczyła Valtorowi.
- Współczuję ci, księżniczko. Nie wierzę, że jakiś chłopak mógłby ciebie zdradzić, jesteś za ładna i za miła - wyznał Valtor. Dziewczyna była zaskoczona, że chłopak tak się do niej zwrócił.
- Ale... przecież nie jestem księżniczką... - odparła.
- Dla mnie zawsze nią będziesz. - powiedział z rozbrajającą szczerością. Stella o mało nie zemdlała z mocnego wrażenia. Valtor chwycił ją mocno za dłoń.
- Naprawdę? - leciutko się uśmiechnęła, co uczyniło ją jeszcze ładniejszą.
- Naprawdę. - potwierdził chłopak. - Może zechciałabyś przejść się ze mną do parku? Nie mam ochoty siedzieć w tej restauracji.
- Chętnie. - zgodziła się Stell. Była zaskoczona wyznaniem chłopaka, ale jednocześnie zadowolona, że odwzajemniał jej uczucie.
Niedługo później byli już w parku, gdzie szczerze ze sobą rozmawiali.
- A jak to było z tobą i Icy? - spytała dziewczyna.
- No wiesz... - najwyraźniej chłopak był rozbawiony tematem byłej dziewczyny. - Traktowałem ją jak zabawkę do realizacji własnych celów, ale tak naprawdę chyba nigdy jej nie kochałem.
- Chyba ze mną tak nie będzie? - zapytała troszkę przestraszona Stella.
- Spokojnie, księżniczko. - Valtor uśmiechnął się. - Myślę, że powinnaś porozmawiać z Luną i poprosić ją o wyjaśnienia.
- Tak myślisz? - spytała. - Nie byłabym tego taka pewna.
- Przecież to nie była jej wina, a nie chciała niszczyć ci dzieciństwa.
- Masz rację. - przyznała. - W takim razie na jakiś czas udam się na Solarię.
Jednak zanim otworzyła portal, Valtor nachylił się w jej stronę i delikatnie ją pocałował. Stella była zaskoczona, ale nie odepchnęła go. Świat dla nich przestał istnieć.
- Ej, przesuńcie się trochę! - krzyknęła kobieta z wózkiem. Usiedli na ławce.
-Muszę już lecieć. Dziękuję za rozmowę... i za wszystko. - zarumieniła się lekko. Chłopak pomachał do niej, zanim weszła do portalu. Był naprawdę szczęśliwy - wiedział już, że zakochał się z wzajemnością. Rozmarzył się.

*

W tym samym czasie Suzanne wróciła do kawiarni i do swojego zawodu. Przypadkiem zobaczyła Stellę i tego nieznajomego wpatrzonych w siebie jak w obrazek. „Zapewne Stella się zakochała...” - pomyślała. - „Rany, jaki przystojniak... ona zawsze ma szczęście do facetów.”. Westchnęła. Też się chciała tak zakochać, ale nikogo takiego na horyzoncie nie było.
Znów zaczęła nucić swoje ukochane „... cambio dolor...” i zmywać naczynia. Nieoczekiwanie na zaplecze wszedł jakiś chłopak.
- Hej, jesteś kelnerką? - zapytał. Miał krótkie włosy o kolorze ciemnego blondu z podniesioną do góry grzywką. Posiadał piękne, brązowe oczy. Był bardzo przystojny, a Suza z miejsca się zakochała.
- Tak, jestem Suzanne. - potwierdziła, czując, że trafiła ją strzała Amora.
- To super. - ucieszył się chłopak. - Mógłbym złożyć zamówienie? Wprawdzie razem z siostrą wołaliśmy, ale nikt nie przyszedł. Jestem Eric.
Chłopak złożył zamówienie, a Suza zerknęła przez drzwi. Siostra Erica była kilkulatką - gdy dziewczyna to odkryła, miała ochotę wybuchnąć śmiechem.
Minęło kilkanaście minut. Kelnerka właśnie szła z zamówieniem i przez przypadek usłyszała rozmowę rodzeństwa:
- No, zobacz... Ta kelnerka jest taka fajna, mogłaby być twoja dziewczyną. - powiedziała siostrzyczka chłopaka.
- Marie, nie próbuj mnie swatać! Kiedy będę chciał, znajdę sobie dziewczynę. Ale muszę przyznać, że ta kelnerka jest całkiem ładna. - przyznał. Suzanne odstawiła zamówienie i wybuchnęła śmiechem. Eric lekko zarumienił się, a Marie zaczęła się śmiać razem z kelnerką.
- Może chciałabyś mój numer? Jeżeli nie masz chłopaka... - zapytał nieśmiało.
- Z przyjemnością. - uśmiechnęła się Suzanne. „Jednak sprawiedliwość istnieje na tym świecie!” - pomyślała z satysfakcją.
- Do zobaczenia, Suzanne! - krzyknął na pożegnanie.

*

Musa, Tecna i Aisha udały się do podziemi Alfei, by spokojnie porozmawiać.
- No, to jak myślicie? Która z Winx mogłaby mieć Magicalix? Nie licząc Bloom, oczywiście. - zapytała Tecna.
- Myślę, że może ty, Tecno. Przecież zamknęłaś portal Omega. - powiedziała Aisha.
- Ja uważam, że to mogłaby być Stella. Jest silną osobowością, tyle już zniosła i nie poddała się. - oznajmiła Musa. - A ty, Tecno? Jak uważasz?
Czarodziejka technologii zamyśliła się.
- A ja uważam, że to mogłaby być Flora. - powiedziała cicho. - Zawsze wszystkim pomaga, nie robiąc żadnego interesu. Nigdy na nikogo nie krzyczy, nie złości się z błahostek, jak my. Jest na skraju zmęczenia, jednak dalej robi coś dla kogoś, nie żądając nic w zamian. Jest dobrą przyjaciółką, zawsze można się jej zwierzyć.
- I zawsze myśli o innych, nie o sobie. - przyznały Aisha i Musa.
- Więc pozostaje Stella lub Flora. Zobaczymy, co dalej. - uśmiechnęła się Tecna.

*

Stella stała przed pałacem Solarii. Było jej strasznie głupio z powodu swojego zachowania. Po cichu weszła do środka. Zauważyła Lunę.
- Mamo! - krzyknęła i rzuciła się jej na szyję.
- Stella... - odparła królowa.
- Przepraszam za wszystko, za moje zachowanie. Ale nie mogłam uwierzyć, że nie jestem twoją córką... - powiedziała czarodziejka.
- Ja też przepraszam, nie powinnam tak powiedzieć. - przyznała Luna. - Pamiętaj, nie jesteś tylko moją biologiczną córką, ale w duchu zawsze nią będziesz. Suzanne może być twoją siostrą, jeśli zechciałabyś...
- Dzięki, mamo. Oczywiście. Zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Powiedz, kto przekonał cię do przeprosin? - spytała kobieta. Stella zmieszała się. - Dobrze wiem, że sama z siebie tego nie zrobiłaś.
- Hmm... Przekonał mnie mój... chłopak. - wyznała dziewczyna.
- O, tak szybko poznałaś kogoś nowego? Przedstawisz mi go? - zapytała zaciekawiona kobieta.
- Szczerze mówiąc, znam go od kilku lat. Ale nie wiem, czy chciałby, żebym go przedstawiała. - odparła wymijająco Stell.
- Mam nadzieję, że niedługo go poznam. - powiedziała Luna.
- I tak go znasz. - dziewczyna żałowała, że nie ugryzła się w język.
- Hm, nie wiem. Zobaczymy. Do zobaczenia, córeczko, muszę iść na Radę Solarii. - odparła królowa.
- Na razie, mamo! - Stella pomachała jej ręką i przeszła przez portal do Alfei.

*

Roxy siedziała w swoim pokoju. Ciągle była zszokowana całą akcją z imprezowiczkami. Jednak cieszyła się, że ich nie ma, bo mogła się spokojnie uczyć i pisać pamiętnik”
Melike, Caroline, Lilly i Laurel już nie ma. Bardzo się cieszę, chociaż i tak na długo pozostaną mi w pamięci. W końcu ciężkie, bezczelne charaktery najgłębiej zapadają nam w sercach. Niedawno zadzwoniła do mnie mama, już niedługo pojadę do Gardenii na wakacje! Strasznie się cieszę. I zobaczę się z Tonym...
Zamknęła pamiętnik i poszła do pokoju Winx.
- Cześć, dziewczyny. - powiedziała. - Co robicie?
- Oglądamy serial, chodź! - Musa usadziła ją na kanapie. Roxy na początku nie chciała go oglądać, ale bardzo się nim zaciekawiła. Nosił tytuł „To niemożliwe!”. Gdy się skończył, powiedziała:
- Bardzo ciekawe! Jestem ciekawa, co zrobi Frances. - przyznała Roxa.
- Pewnie odrzuci Toma i zwiąże się z Adamem. Sama widziałaś, że ten cały Tom to bandzior. - Aisha ze zdenerwowania obgryzała paznokcie.
- Świetny serial, przyjdę do was jutro. - obiecała Rox.
- Nie ma sprawy, jeśli będziemy w pokoju, to wpadaj, kiedy chcesz. - powiedziała Tecna.
Roxy pożegnała się z nimi i ruszyła do swojego pokoju. Po drodze zobaczyła Florę, która siedziała i wcinała chrupki.
- Flora, co ty robisz? Utyjesz! - krzyknęła.
- A ja chcę przytyć jakieś dwa kilogramy. - czarodziejka wzruszyła ramionami ku zaskoczeniu Roxy. - Nie rozumiesz tego... Sprawdziłam w tabeli wagę do swojego wzrostu. Wychodzi na to, że mam lekką anoreksję, więc chcę przytyć.
- Aha. - odparła zdumiona czarodziejka zwierząt.
- I tak wszystkie jesteśmy piękne, chude i młode, więc nie rozumiem twojego martwienia się o mnie. - uśmiechnęła się Flora.
- No, tak. Przecież sama dziwiłam się, że jesteś za chuda. - przyznała Roxa.
- No, widzisz. A teraz zmykaj do telefonu, jeśli chcesz zadzwonić do swojego chłopaka. - czarodziejka machnęła ręką i dalej wcinała chrupki.
Skąd wiedziała, że chcę zadzwonić do Tony'ego?” - pomyślała Rox.

*

Była już pora kolacji. Winx skierowały się do jadalni, gdzie czekała na nie Stella.
- Cześć, Stell, nie widziałyśmy cię. Gdzie byłaś? - zapytała Aisha.
- Na Solarii, musiałam z mamą omówić kilka kwestii. - odparła Stella. - Dzisiaj dowiedziałam się, że zostałam podmieniona, a biologiczną córką mojej mamy jest Suzanne.
Winx nie mogły w to uwierzyć. Patrzyły na nią z niedowierzaniem, wytrzeszczając oczy. Tylko Bloom pozostała obojętna.
- Phi, myślisz, że uwierzymy w taką bajeczkę? - zapytała z przekąsem. - Chcesz nas okłamać, byśmy cię podziwiały.
- I kto to mówi? - odgryzła się Stella. - Możesz się zapytać mojej mamy, Faragondy, Suzanne, króla Solarii i Flory.
Tym razem to Bloom patrzyła na nią. Wiedziała, że Flora nigdy nikogo nie okłamała.
- Okej, wierzę. - mruknęła i zabrały się do jedzenia pysznej kolacji. Przy okazji dyskutowały o Stelli i jej mamie, a także o zbiegu okoliczności - za trzy tygodnie Stella będzie obchodziła 23. urodziny. Dziewczynie było bardzo miło, że o niej pamiętają.
Stell pomijała fakt, że właśnie dzisiaj została dziewczyną Valtora. Wiedziała, że czarodziejki chciałyby go zniszczyć. Zaś on nie chciał zemsty - jeśli tak, to nie zakochałby się w niej. A wyczuwała naprawdę szczere uczucie.
Z zamyślenia wyrwała ją Musa, która szturchnęła ją ramieniem.
- Stella! - krzyknęła. - Nie słuchasz nas? Przecież rozmawiamy o twoich urodzinach!
- Przepraszam, myślę o tej całej sprawie... Ale jestem ciekawa przyjęcia, mówcie.
Czuję, że Stella coś ukrywa...” - pomyślała Flora. - „Ale co to może być? Dowiedziała się jeszcze czegoś o sobie? A może się zakochała...”
Do dziewczyn dołączyła Roxy, której nudziło się siedzieć samej przy stoliku. Teraz w szóstkę żywo dyskutowały o zbliżającej się imprezie. W szóstkę, ponieważ Bloom odeszła - Winx nie poświęcały czasu jej osobie. Ustaliły już, że pierwsza część urodzin odbędzie się w Alfei, druga na Solarii, gdzie będą uroczyste obchody jej urodzin, zaś trzecia - w ich ukochanym Frutti Bar. Jednak nie były egoistyczne i w swoich planach uwzględniły także Suzanne - będzie trzymała się z nimi i będzie tak ważna, jak Stella. W końcu też będzie miała urodziny, i to tego samego dnia, co ich przyjaciółka. Zdążyły wszystko ustalić z nią i Luną, zanim kolacja się skończyła. Już zaczęły oczekiwać na świetną imprezę. Już był dwudziesty ósmy lipca.
Stella tylko obawiała się jednego - przecież w ten szczególny dzień chciałaby zobaczyć się ze swoim chłopakiem! Niestety, to było coś w rodzaju zakazanego związku. Postanowiła, że obmyśli z nim jakiś plan. W końcu trzecią część spędzi na Ziemi.
- Ta impreza będzie świetna! - krzyknęła Roxy. - A będę mogła zaprosić swojego chłopaka? - popatrzyła wyczekująco na Stellę.
- Tak, wszystkie możecie. - uśmiechnęła się 22-latka.
- A ja tak chciałabym, żeby Nabu żył... - powiedziała smutno Aisha.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. - pocieszyła ją Tecna.

*

Była już noc. Luna patrzyła w gwiazdy, które niezmiennie kojarzyły się jej ze Stellą. W końcu Stella to po włosku „gwiazda”. Królowa nadal zamierzała traktować ją jak córkę, ponieważ mimo wszystko kochała ją i chciała dla niej jak najlepiej.
Jednocześnie pomyślała, że to dobrze. W końcu utrzymała ten sekret aż do pełnoletności córki, a nawet dłużej. Ale szkoda, że tak się stało. Luna oszczędziłaby Stelli i Suzanne tyle zmartwień... Zwłaszcza Suzanne, która już dość dużo przeszła w życiu. Kobieta westchnęła.
Z zamyślenia wyrwał ją mąż, który jej nie kochał.
- Luno... - zaczął. - Stella... i Suzanne... mają niedługo urodziny i trzeba zorganizować i przyjęcie.
- Winx same to zrobiły. - odparła chłodno i wytłumaczyła królowi wszystkie szczegóły przyjęcia, a także plany dziewczyn na cały dzień.
- Dobrze, to przygotuję im niezwykły prezent. - powiedział król i odszedł.
A ja dam im po jednym naszyjniku mojej mamy... Na pewno się ucieszą!” - pomyślała szczęśliwa Luna. Szczęście córek było dla niej tak ważne, jak własne. A nawet ważniejsze.

*

W Alfei także była już noc. Wszystkie wróżki spały, tylko Stella nie mogła zasnąć, podekscytowana wydarzeniami dzisiejszego dnia. Nadal była wściekła na matkę, że oszukiwała ją tyle lat. I że nie jest prawowitą dziedziczką tronu...
Nagle zadzwonił telefon. To był nieznany jej numer.
- Halo? - szepnęła.
- Hej, księżniczko, to ja. - usłyszała znajomy głos i uśmiechnęła się.
- Czy tobie odbiło, dzwonić w środku nocy? - spytała ze złością.
- Jakimś cudem zdobyłem twój numer i postanowiłem wypróbować właśnie teraz. - odparł chłopak.
- Pewnie wyłudziłeś go od Suzy, która przebywa na Ziemi. - powiedziała z lekką złością. - I przerwałeś mi sen.
- Tak? Pewnie śnię się tobie po nocach, bo tak bardzo mnie kochasz. - zażartował Valtor.
- Ej! - odparła Stella. - Zapewne jest na odwrót, ponieważ dziś jestem bezsenna.
- Hmm, chyba tak. W końcu straciłem głowę dla pewnej blondynki. - powiedział chłopak takim tonem, że dziewczyna wybuchnęła śmiechem. - Do jutra, słońce. Widzimy się w Gardenii o nieznanej godzinie.
- Do zobaczenia. - odparła ciepło Stell i rozłączyła się. Znów myślami wróciła do Valtora.
Na szczęście jej przyjaciółki spały, więc nie słyszały tej rozmowy i głosu dawnego wroga.
Nagle usłyszała czyjś krzyk.
- Ratunku! - Stella zerwała się z łóżka i zbiegła na pierwsze piętro.