piątek, 21 sierpnia 2015

#o64. Ona nie jest księżniczką!

...- Że co? - z wrażenia zachłysnęłam się powietrzem i zsunęłam się po poduszkach.
- No tak - zaczęła wyjaśniać. - Cały czas kłamali, nigdy... nigdy nie chcieli powiedzieć prawdy. Luna dosyć długo próbowała zajść w ciążę, oczywiście z królem. Ale nie mogła. Pewnego razu nagle się udało. Niestety, wykryto, że Suza może mieć jakąś poważną wadę. Nie chcieli usuwać dziecka, więc postanowili, że je porzucą i wśród "niczyich" dzieci poszukają kogoś podobnego do niej. Znaleźli małą...
W głowie kłębiły mi się miliony myśli. Przez cały czas perfidnie mnie oszukiwali, kręcili intrygi, bym nie dowiedziała się prawdy. Niewiarygodne, ile jest w stanie poświęcić się człowiek, by zataić niewygodne fakty z przeszłości.
Byłam ciekawa jednej rzeczy - jeśli Flora nie odkryłaby prawdy, to nigdy nie zostałaby ujawniona?
Schowałam twarz w dłoniach.
- Ja w to nie wierzę, nie... - powiedziałam.
- W to, że nie jesteś księżniczką? - zażartowała.
- Nie. - zgromiłam ją wzrokiem. - Tylko w to, że przez cały czas mnie oszukiwali. Zresztą nie tylko mnie.
Milczałyśmy przez jakiś czas, później opadły mi powieki i zasnęłam.

Obudziłam się, będąc już w lepszym stanie. Czułam tylko zmęczenie, gdzieś ulotnił się stres i ból. Mimo to zasłoniłam twarz dłonią, kiedy przez firankę zaczęły wpadać promienie słoneczne. Dziwne, nigdy wcześniej tego nie robiłam.
Może to skutek uboczny eliksiru przygotowanego przez Florę... albo nie, coś się stało na Solarii.
Wyjrzałam przez okno i zorientowałam się, że była to ta druga opcja. Na plac zamkowy w równych rzędach wbiegały setki, tysiące, a może nawet i miliony żołnierzy. Mieszkańcy w popłochu uciekali do domu. Na środek placu wyszli król i królowa. Nie potrafiłam myśleć o nich jako rodzice. W końcu i tak Suzanne się dla nich liczyła, nie ja, ta bezczelna i agresywna uciekinierka.
Zeszłam do jednego w pomieszczeń pałacowych, zastając tam Florę i Roxy. Z niepokojem przeglądały gazety, rozmawiały o czymś. W normalnym dniu zapewne wyszłabym z pokoju, ale nie mogłam oderwać wzroku od jednego z wielkich, czarnych nagłówków.
„SOLARIA ZOSTAŁA ZAATAKOWANA PRZEZ PLANETĘ DOMINO”.
Przez chwilę pomyślałam, że to był zwykły żart, ale później odtworzyłam sobie słowa Brandona - „Musimy zająć się czymś innym”. To o to chodziło?
- Cześć, dziewczyny. - powiedziałam niepewnie. - Roxy, jak się tutaj znalazłaś? Myślałam, że nie przylecisz na Solarię w najbliższym czasie.
- Tak miało być, ale ją wezwałam. - odezwała się Flora.
- To prawda, że zaatakowano Solarię? - spytałam.
- No a jak. - odparła Roxy, gorzko się uśmiechając. - Nie słyszałaś o ostatnich wydarzeniach?
- Jakich?
- Bloom przejęła tron na Domino, oficjalnie jest już królową.
Z wrażenia wywinęłam orła na podłodze. Kiedy już doprowadziłam się do jako takiego stanu, zauważyłam, że zaczęły mi się przyglądać z zainteresowaniem.
- O co wam chodzi? - spytałam trochę nieadekwatnie do sytuacji.
- Zachowujesz się inaczej niż zwykle. - odpowiedziała Roxy.
- Nie jak ty... - dodała Flora i chyba chciała jeszcze coś dodać, ale urwała.
- Trudno. - machnęłam ręką. - Musimy działać, skoro nie chcemy zniszczenia Solarii.
“Znaczy, nie zależy mi na niej”, pomyślałam, szybko odpychając od siebie te myśli. Nie przejęłam się zbytnio faktem, że Solaria znów została zaatakowana. Jednak obeszło mnie to, że to zrobiła Bloom. Jeszcze miesiąc temu się z nią przyjaźniłam. Teraz była moim wrogiem. O ile mogłam znieść to, że sypiała z moim ówczesnym narzeczonym, to dobiła mnie porażka. Ona była królową, a ja? Nikim.
Obróciłam się na pięcie, kiedy usłyszałam:
- Stell, wiesz, że Klub Winx się rozwiązał po twojej ucieczce?
Zaskoczona spojrzałam na Florę, która wypowiedziała te słowa. Ta, która gotowa była oddać za nas życie bez chwili wahania wypowiedziała te słowa? Nie była tak poruszona jak ja.
- Jak to? - zapytałam lekko zdziwiona.
- Sama wiedziałaś, że było ciężko. Każda z nas zajęła się swoją rodziną, swoim życiem. Nie jest tak, jak chciałyśmy. Nie tak planowałyśmy naszą przyszłość. Nie tak miało to wyglądać. Miałyśmy być szczęśliwe razem, spędzać razem czas na zakupach i stawać za sobą murem. Ale Klub zaczął się rozpadać po wieści o romansie Brandona i Bloom. A później zajęcie się swoimi sprawami, żadna z nas nie miała czasu. Tylko ty i Bloom naprawdę się przyjaźniłyście, do czasu. Kiedy uciekłaś z Solarii podjęłyśmy decyzję o rozwiązaniu Klubu. Nie było sensu tego ciągnąć.
Patrzyłam na nią z zaskoczeniem nie wierząc w to, co mówi. Kawałek mojego życia został zakończony. To dzięki Winx poznałam prawdziwą przyjaźń. Nauczyłam się przegrywać, poświęcać się dla bliskich osób. I poznałam Valtora.
Potrząsnęłam głową.
- I co teraz? - zapytałam. - Jak będziemy walczyć? W pojedynkę?
- Nie. - odpowiedziała Roxy z uśmiechem. - Założymy klub.
Spojrzałam na nią ze zdumieniem.
- Już byłam w jednym klubie, który się rozpadł.
- Ale ten założymy do pokonania Bloom! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu. - Musimy coś zdziałać.
- Dlaczego się tak szczerzysz? Z czego jesteś zadowolona? - nie chciałam tego mówić, ale musiałam. Denerwował mnie jej uśmiech, przecież wcale wesoło nie było.
Momentalnie spoważniała, uśmiech zniknął z twarzy osiemnastolatki.
- Chciałam, żebyście były w miarę zadowolone. - zaczęła wyjaśniać. - Mi się układa z Tonym, ale to wiecie. No i wiem, że jesteście przygnębione, bo rozpad waszego klubu... Myślałam, że was jakoś pocieszę.
- Mi podoba się pomysł ze stworzeniem jakiegoś klubu. - Flora poparła Roxy. - Przecież nikt nie powiedział, że musimy ten klub prowadzić w nieskończoność.
- I co? Jaka niby będzie nazwa? - zaśmiałam się sarkastycznie. - Jest nas trzy, to może Trix?
Roxy popatrzyła na mnie z urazą tak, jakbym uznała jej pomysł za dziecinny.
Nagle otworzyły się drzwi. Stanęła w nich zdyszana Suzanne. Miała trochę rozczochrane włosy i ledwo trzymała się na nogach, co znaczyło, że biegła tutaj dosyć długo.
- Słyszałam o problemach i... - wysapała. - Czy jestem w stanie wam pomóc?
- Nie, Stella, nie będzie Trix. - Flora obróciła się do mnie z uśmiechem. - Będziemy Fourix.

Leżąc na materacu rozłożonym w pokoju Suzy zastanawiałam się nad wydarzeniami ostatnich dni. Zdałam sobie sprawę, że Klub Fourix ma szansę przetrwać. Ja, Flo, Roxy i Su nieźle się dogadywałyśmy. Wiedziałam, że może być dobrze. Nie, musi być.
Dopiero wojna się zaczęła, a my możemy już ją zakończyć. Wiedziałam, że to nigdy dobrze nie wróżyło, że królowa Domino może nas zaskoczyć.
Na dodatek zdałam sobie sprawę, że tęsknię za Hanką, Olivią i Liamem. Chciałabym wrócić na Ziemię, dalej studiować oraz rozmawiać z nimi.
Jednak nic nie przewyższało tęsknoty za Valtorem. Wiedziałam, że on gdzieś musi być, nie mógł zupełnie zapaść się pod ziemię. Przecież mnie znalazł rok temu, znajdzie mnie teraz.
...choć rozdzielono nas siłą i wątpiłam w to, nie przestawałam wierzyć.
I nie przestawałam o nim myśleć. Kiedy zamykałam oczy, myślałam o nim, o drobnych gestach, o jego słodkim “księżniczko”.
Obróciłam się na drugi bok. Nagle przypomniały mi się jego słowa, kiedy razem z Winx z nim walczyłyśmy.
“Stello, jesteś jedyną osobą, której nie zamierzam pokonywać. Naprawdę. Tylko nie chcę, żebyś uczestniczyła ze mną w ostatniej walce. Nie chcę, żebyś była pokonana lub patrzyła na moją przegraną.”
Nie spełniłam jego prośby.
Sięgnęłam po książkę i chciałam spróbować czytać, zająć sobie czymś myśli. Niestety nie udawało mi się, cały czas myślałam o czym innym. Wyglądało to tak, jakbym tylko przewracała kartki w książce.
Od niechcenia wyjrzałam przez okno. Prawie nic się nie zmieniło poza tym, że plac był jakby wyludniony. Tak jakby wszyscy wyjechali na wakacje lub na innej planety. Wszyscy wiedzieliśmy, jaka jest prawda. Mieszkańcy siedzieli w domach, szczelnie zasłaniając okna. Bali się kolejnej tak okrutnej wojny jak ta z Helarią. Wtedy Solaria była niemalże zrównana z ziemią, nawet teraz nie odbudowano jej całej.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - powiedziałam. W drzwiach ukazała się Flora.
- Hej, Stell. - szepnęła. Jej oczy były napełnione łzami, sama dziewczyna trzęsła się ze strachu.
- Co się stało? Coś z Helią? - spytałam. Po zdradach byłam przygotowana głównie na pocieszanie po nich, oczywiście odruchowo.
- Nie... z nim jest wszystko w porządku... - odpowiedziała i wybuchła płaczem.
- W takim razie co się stało, Flo? - zapytałam, kiedy w miarę się uspokoiła.
- Porwali Miele... moją siostrzyczkę... - znowu się rozpłakała. Byłam zszokowana, nie chciałam w to uwierzyć. Myślałam, że nic złego nie może się zdarzyć, że ostatnie wydarzenia to tylko zwykły zbieg okoliczności. Wstrząśnięta usiadłam na łóżku, na którym położyła się czarodziejka.
- A wiesz, kto to zrobił? - zadałam kolejne pytanie, ale bardzo chciałam jej pomóc.
- Nie. - pokręciła głową, na chwilę powstrzymując płacz. - Ale wiem, kto to może być.
Spojrzałam na nią z zainteresowaniem.
- Na ciemnych bluzach mieli mały, czerwony płomień, znak planety Domino.

_________________

Krótko wyszedł mi ten rozdział, ale chciałam dodać go już dzisiaj. Wiem, że mogłabym to przeciągać w nieskończoność, ale ktoś mnie zmotywował i postanowiłam dodać go dzisiaj.
Tak, Nora, rozdział dla Ciebie. c:
Btw. mam wrażenie, że akcja dzieje się za szybko jak go tak sobie czytałam. No cóż. Nie można mieć wszystkiego.
Dobranoc.~

_
01.2017: Znowu format, grr.