wtorek, 29 lipca 2014

#o41. Rozterki

Witajcie! Przepraszam Was za moją nieobecność na blogu. Jednak mam dla Was rozdział 6 - życzę miłego czytania :).

Rozdział 6.
- Hejka, Roxa! - krzyknęła Suzanne, kierując się w stronę czarodziejki o różowych włosach. Po cichu zazdrościła przyjaciółce tego niezwykłego koloru. Sama zaś była blondynką, co nie było niczym szczególnym.
- Cześć, Suza. Co u ciebie? - uśmiechnęła się czarodziejka zwierząt. Właśnie wysyłała mail do Tony'ego, swojego chłopaka.
- Nic, tak chciałam pogadać. - nastolatka najwyraźniej coś ukrywała. - Jesteś zajęta?
- Nie, już nie. - Roxy uśmiechała się, zamykając laptop. - A o co chodzi? Jakaś przygaszona jesteś. - stwierdziła.
- Zresztą, już nic, muszę pogadać z kimś innym.
- Ale... dlaczego nie ze mną!? - przyjaciółka Suzanne niemal krzyknęła.
- Przepraszam, że zajęłam ci czas... Wybacz. - odparła blondynka, w głębi ducha czując się okropnie poniżona. Postanowiła jak najszybciej odejść od przyjaciółki, zazdrościła jej szczęścia - tego Suza nigdy nie poczuła. Nie powiedziała Roxy wszystkiego o swoim życiu.
Nastoletnia blondynka zawsze była poniżana. Jej ojciec niedawno poszedł do więzienia za pobicie dawnej przyjaciółki swojej córki i za znęcanie się nad Suzą - tak więc, straciła ojca i nie chciała go więcej widzieć, a tym samym utrzymywać z nim kontaktów. Zaś mama była świetna... ale, z powodu pracy, w domu zjawiała się tylko kilkanaście razy w roku.
Suzanne dostawała w kość także w szkole. Wszyscy ją wyśmiewali, jej styl ubierania się, to, że była kujonką, jej rodziców i to, że zawsze była grzeczna i nie sprawiała kłopotów. Blondynce nigdy na myśl nie przeszło, że mogą jej zazdrościć. Tak naprawdę dziewczyny zawsze chciały mieć taką mamę jak ona, chłopcy zazdrościli jej czystego dzienniczka. Ale przyjaciółki wiele razy ją wystawiały do wiatru, ponieważ - jak uważały - „... i Suzanka nie nadaje się na imprezy, bo taka grzeczna i cicha, poza tym, co ona wie o prawdziwym życiu!?”. A Suzanne wiedziała o nim bardzo dużo, na co żadna z nich nie patrzyła.
Wkrótce, po przeniesieniu do innej szkoły, Suza poznała miłego, sympatycznego chłopaka. Nazywał się Tony. Nie minęło wiele czasu, a zaczęli ze sobą chodzić - i wszyscy uważali ich za niezwykle dobraną parę. Po okresie sielanki nastąpił koszmar - dowiedziała się, że ukochany... nie chce z nią być, że chce się rozstać! Na dodatek, ojciec poszedł do więzienia za pobicie (Suzanne byłaby z tego zadowolona, gdyby nie to, że pobita dziewczyna była córką burmistrza miasta) i mama pojawiała się coraz rzadziej w domu.
Posiadaczka brązowych oczu uciekła z domu do Gardenii. Znalazła tam pracę jako kelnerka i żyła całkiem dobrze. Po jakimś czasie w miasteczku zjawił się... Tony. Suza nic nie mogła na to poradzić, ale znów się w nim zakochała - tym razem bez wzajemności. Dowiedziała się, że ma nową dziewczynę. Nastolatce udało się dostać do Alfei i od tej pory nie działo się nic szczególnego w jej życiu - chociaż, może to, że pewnego dnia zajrzała do laptopa Roxy i otworzyła zdjęcie jej chłopaka. Nie mogła w to uwierzyć, ale to był...
~*~
- ...Tony! - odparła Flora.
- Tom... - powiedziała Musa od niechcenia.
- Tobias. - krzyknęła Aisha.
- Theodor! - Tecna rozcapierzyła palce.
Winx właśnie grały w „państwa-miasta” po angielsku. Każdej szło całkiem nieźle, ale prowadziła Musa, kierując się serialami i... operami mydlanymi - nic dziwnego, tam było wiele przydatnych wyrazów. Do gry zmusiła je Flora, która nie mogła wytrzymać tego napięcia. Dziewczyny pod naciskiem przyjaciółki zdecydowały się zagrać, ale gra coraz bardziej je nudziła.
- Może zakończymy tę grę? Przecież wszystkie nudzi. A teraz leci powtórka „Magia jest wśród nas...”... - jęknęła Tecna.
- Nie, przecież obiecałyśmy Faragondzie, że nie będziemy oglądać telewizji przez najbliższe kilka dni, tygodni, miesięcy... - westchnęła Flora.
- To się ponudźmy! - burknęła czarodziejka technologii.
- Chyba tylko to nam zostało. - zauważyła Aisha.
- Hej, a może polecimy odwiedzić Stellę? - zapytała Musa. - Na pewno się nudzi, biedaczka...
- Dobry pomysł, chodźmy do portalu Solarii.
I w ten sposób cztery czarodziejki schodziły po schodach aż na sam dół Alfei. Po drodze zauważyły znajomą blondynkę. Widziały ją wchodzącą do Roxy, więc chyba się przyjaźnią (17-latka szybko nie nawiązywała kontaktów).
Dziewczyny zatrzymała Faragonda.
- Dokąd idziecie? Lub jedziecie, nie wiem... - spytała roztargniona. Dziś musiała opublikować wyniki Magicznego Konkursu Talentów 2014, a prac było bardzo dużo.
- Do Stelli, na Solarię. - odparła szybko Aisha i nastolatki pobiegły w stronę najniższego piętra. Nauczycielka nie zdążyła im powiedzieć, że Stelli wcale tam nie ma... I że, prawdopodobnie, udała się na Ziemię - a raczej uciekła... Tylko dlaczego miałaby to robić? Z powodu Bloom...?
~*~
Bloom wróciła przed bramę szkoły Sky'a. Była przygnębiona rozstaniem z nim. Zrozumiała, że go kocha. Ale było już za późno.
- Bloomcia! - krzyknął Brandon.
- Brandon, hej. - odparła smutna.
- Kochanie, o co chodzi? - zapytał, obejmując ją w pasie. Dziewczyna strąciła jego dłonie.
- Między nami koniec, rozumiesz!? - krzyknęła. Serce podchodziło jej do gardła. Wiedziała, że musi stracić miłość swojego życia - mimo wszystko, chciała być lojalna wobec dawnej przyjaciółki.
- Dlaczego, Bloom? Przecież było nam ze sobą tak dobrze... Nie przejmuj się Stellą. Nie wiem, czy tak naprawdę kiedykolwiek mnie kochała. - odparł chłopak, niczym się nie przejmując.
- Przejmuję się, nie będziesz mną decydował. - w oczach czarodziejki pojawiły się łzy. - To moja dawna przyjaciółka, ufała mi... a ja to zaufanie bezczelnie wykorzystałam. Teraz rozumiem, co czuje. Uczucie porażki i strata godności. Ona ciebie bardzo kochała, byłeś jej wymarzonym chłopakiem... Mieliście być razem, na zawsze... Tak jak ja... - westchnęła. - … i Sky. Powinieneś ją przeprosić! Przecież miała w tobie deskę ratunku, tobie żaliła się po kłótniach z rodzicami... A ja chcę być wobec niej lojalna. I tak zrobię. Dopiero teraz zrozumiałam, że jednak nie kocham cię... Wybacz, ale nie mogę tak postępować.
- Bloom! - powiedział zaskoczony Brandon. - Dla ciebie zrzekłem się wszystkiego, porzuciłem przyjaciół i Stellę... a ty, teraz mi mówisz, że mnie nie kochasz?!
- Moim księciem z bajki nie był ani Sky, ani ty. Najwyraźniej tak musiało być. - dziewczyna wzruszyła ramionami.
- A... te wszystkie, najpiękniejsze dni spędzone we dwoje? Co o tym myślisz?! - chłopak zdenerwował się.
- ...bo w życiu piękne są tylko chwile... - Bloom przywołała na myśl dawną, ukochaną piosenkę.
Po tych słowach wyszła i skierowała się nad jezioro Roccaluce, tam, gdzie poznała Sky'a. I także tam, gdzie mogła się zastanowić nad tym, co tak naprawdę jest dla niej ważne.
~*~
Stella błądziła po Gardenii. Nie wiedziała, co ma dalej robić. Zatrudnić się gdzieś? Czy może siedzieć i nic nie robić?! Nie, to było nie do przyjęcia.
Przypadkowo w barze zobaczyła ogłoszenie: „Szukam kelnerki! Więcej informacji u szefowej”. Zainteresowana dziewczyna udała się na zaplecze.
- Dzień dobry, jestem Stella... - zaczęła. Nie mogła i nie chciała kłamać. - Czy gdzieś tu jest szefowa?
- To ja. - odparła młoda kobieta. Stella oniemiała. Spodziewała się starszej pani, a kobieta wyglądała na 20-latkę. - Jestem Alex.
- Szukacie kelnerki? - zapytała nieśmiało Stella. - Mam doświadczenie.
- Dobrze. Zaczynasz jutro o dziesiątej. - odparła kobieta. - Nie spóźnij się! A, jutro moja stała kelnerka wraca z urlopu - zapozna cię ze wszystkimi zasadami.
I Stella wyszła, była dumna z siebie, że podjęła się tej pracy.
~*~
Suzanne szła przed siebie, nie zatrzymując się. W głowie analizowała wydarzenia ostatnich dni, które były dla niej przełomowe - ucieczka z domu, praca w barze, Alfea, nowe współlokatorki, przyjaźń z Roxy, Tony... Tony, Tony, Tony. Dziewczyna oddałaby wszystko za jedną rozmowę z nim, bo tylko on ją rozumiał. Był jej oparciem po trudnych chwilach w domu. Ciągle go kochała... Ale co miałaby zrobić? Powiedzieć o tym Roxy? Przecież to jej chłopak, a ona nie chce burzyć im szczęścia...
Cieszyła się, że jutro wraca do pracy na stanowisko kelnerki. Ta praca dawała jej satysfakcję i zadowolenie. Szefowa była bardzo miła i zachowywała się jak kumpela, ale Suza była nieśmiała i nie chciała powierzać jej sekretów. Pozostała w niej nieufność i żal do osób, które bardzo ją zraniły. Zaczęła nucić swoją ulubioną piosenkę: „...przyjdzie w końcu na nas taki dzień...”.
Tak, taki dzień! „Coś w moim życiu musi się zmienić!” - pomyślała. - „Może to właśnie ten czas!”
Ale ta myśl nie napawała jej optymizmem. Ciągle myślała o Tonym... i o swoich rodzicach, w końcu w domu nie było jej już pół roku...
~*~
- Wiecie co? Pół roku temu wszystkie otrzymałyśmy Mythix! - przypomniała sobie Musa.
- Tak, racja... - uśmiechnęła się Flora. - Już pół roku!
- Dobra, chodźmy odwiedzić Stell. - Tecna machnęła ręką. Skierowały się do pałacu.
Zobaczyły Lunę siedzącą na schodach. Były bardzo zdziwione, ponieważ mama blondynki zawsze krytykowała to „siedzenie”.
- Pani Luno, co się stało? - zapytała Aisha.
- Stella zniknęła. Nie ma jej ani tu, ani w Alfei.
Zaniepokoiły się. Stella nigdy tak zwyczajnie nie znikała! Co się za tym kryło?

środa, 23 lipca 2014

#o4o. Decyzja

Cześć, dziś kolejny rozdział. Starałam się, żeby był dłuższy. Miłego czytania! Piszę inną czcionką, żeby nie było zdziwienia.

Rozdział 5.
- Co się tutaj stało? - pisnęła Flora.
Latające kufry... odleciały, mówiąc ściślej – zniknęły. Żadna z nastolatek nie wiedziała, co się tu stało. Faragonda także. Nauczycielce zrobiło się przykro, ponieważ te magiczne przedmioty były największym dorobkiem jej pracy.
Stelli także było przykro. Zwłaszcza, że wiedziała, kto to zrobił. I to wcale nie była Bloom, tylko ktoś inny. Ktoś dobrze im znany...
- Ej, nie uważacie, że to mógł zrobić ktoś z naszych dawnych wrogów? - zapytała.
- Nie wiadomo, ale raczej nie. Wyczułabym je. - odparła wciąż zmartwiona nauczycielka. Zamyśliła się. Czyżby to była Bloom? Tylko, czy byłaby zdolna do czegoś takiego?...
~*~
Winx wróciły do swoich pokoi. Wprawdzie Flora i Aisha wyrywały się do odwiedzenia Roxy, ale pozostałe zaprotestowały. Stella nie brała udziału w tej kłótni, tylko położyła się na łóżku i myślała o swoich rodzicach. A co z zaklęciem, życzeniem Sirenix? Czyżby nie działało?
Podeszła do okna, oparła głowę na dłoniach i rozmarzyła się. Jak teraz mógłby wyglądać jej świat idealny? Na razie zero chłopaków, pogodzeni rodzice. Nawet zdobycie Magicalix'u nie jest takie ważne, ale... dziewczyny na nią liczą. Wolałaby, żeby to któraś z nich zdobyła tę wymarzoną moc. Nie chciała być liderką.
Sytuacja z Bloom i Brandonem miała jeden plus. Liderka (kto wie, czy niedługo będzie dawną przywódczynią utalentowanych wróżek) Winx nie rządziła się tak bardzo, i nie liczyli się tylko Bloom i Sky. Stella pomyślała o księciu, automatycznie porzuconym przez rudowłosą posiadaczkę Smoczego Płomienia. Jak on się teraz czuje? Postanowiła do niego zadzwonić, a przy okazji spytać się, co u pozostałych. Flora chciała zapytać swojego chłopaka o zdrowie (ostatnio podczas zawodów miał drobną stłuczkę z Rivenem), zaś Aisha miała się dowiedzieć, czy Roy chce od niej przyjaźni, czy związku - dalej kochała Nabu i nie chciała pogodzić się z jego odejściem, czyli odrzucała zaloty młodego specjalisty.
Sięgnęła po telefon.
~*~
Tymczasem dziewczyny kłóciły się o, wcześniej wymienioną, wizytę u Roxy. Tak naprawdę zaczęła Stella, choć w tej kłótni nie uczestniczyła.
Gdy Winx wróciły do pokojów, najstarsza z nich udała się do swojego kątka, a pozostałe usiadły przed telewizorem. Tecna i Musa chciały obejrzeć serial „Detektywi”. Zaś Aisha i Flora teraz były spokojniejsze i lubiły słuchać muzyki, a akurat była czynna ich ulubiona stacja „4music”.
- Ej, dziewczyny, teraz leci powtórka Detektywów! Dacie nam na 4music? - spokojnie zapytała Flora.
- Ale my to dawno oglądałyśmy, zerknijcie na program. - odparowała Tecna.
- Tak, strasznie dawno. Wczoraj. - Aisha przewróciła oczami.
- Dacie nam spokojnie obejrzeć? - krzyknęła Musa.
- Może i nie! - wrzasnęła Aisha. - Nie jesteśmy na waszej łasce, a teraz na oglądanie jest nasza kolej. Nie wymądrzajcie się.
- Nie, teraz była kolej Stelli i Bloom... - zaczęła cicho Flora.
Wśród nastolatek zapadła cisza. Wydawało się, że rozmyślają o całej tej sprawie, ale tylko do Stelli wróciły wspomnienia niedawnych wydarzeń. Tecna, Musa, Aisha i Flora w myślach szukały argumentów na obronę swoich ulubionych programów.
- Bądźcie dobrymi koleżankami. - uśmiechnęła się złośliwie Musa.
- To wy bądźcie dobre, oglądałyście to wczoraj. - Flora położyła nacisk na „wczoraj”.
- Nie to nie, nie oddamy wam pilota. - odparła Tecna zapatrzona w ekran telewizora. Aisha, niewiele myśląc, podeszła do niej i uderzyła ją w policzek.
- Aisha, co ty zrobiłaś... - powiedziała drżącym głosem Musa.
- Ty s...! - krzyknęła Tecna za złością.
A wszystko przez jeden pilot...” - pomyślała Stella, przysłuchująca się całej sytuacji. W innej sytuacji bardzo by ją to bawiło, ale teraz ukazała się kolejna słabość jej przyjaciółek. Grupa czarodziejek po prostu się powoli rozpadała. Czuła, że nie może nikomu ufać. Flora już zapomniała o ich rozmowie, a na dodatek brała udział w kłótni. To nie na jej nerwy.
Po długim zastanowieniu zaczęła się pakować. Postanowiła zamieszkać na Ziemi, żeby nikomu nie sprawiać kłopotu. Tutaj w Alfei nie była zbytnio potrzebna do ważnych rzeczy i nagle uświadomiła sobie, że już nie zależy jej na Magicalix'ie.
Tymczasem kłótnia trwała i przerodziła się w bójkę, która stała się bardzo poważna. Meble w pokoju były powywracane, o mało nie rozbiły szyb. Salon wyglądał jak po włamaniu.
- Dziewczęta! Co się tu dzieje! - krzyknęła Faragonda. - Chcecie być zawieszone? Kto brał udział w tej bójce?
- Nie, Faragondo, nie chcemy być zawieszone. Tylko ja, Musa, Tecna i Aisha brałyśmy udział w tej bójce, Stella jest w swoim pokoju, a Bloom ciągle nie ma. - odparła Flora.
- Wzywam was do swojego gabinetu. Chcę tylko zobaczyć Stellę. - niezadowolona dyrektor otworzyła drzwi do pokoju wróżki. Księżniczka Solarii leżała na łóżku i słuchała muzyki. Wydawało się, że nie zauważyła stojącej obok Faragondy. Kobieta wyszła z pokoju.
Winx przestraszyły się groźnej (w tej chwili) nauczycielki, więc potulnie poszły za nią do gabinetu.
~*~
- Bój się, bój się, jestem twoją drogą, masz mnie słuchać, bo jestem twoją pomocą, bo tobie więcej nie pomogą... - raperka Melike układała nowe teksty. Była w Alfei tylko jeden dzień, ale już czuła się jak u siebie. Dawne współlokatorki Roxy wyrzucono i na ich miejsce wstawiono grupę bogatych imprezowiczek: Melike, Lilly, Suzanne, Caroline i Laurel. Roxa nienawidziła ich bardziej niż poprzednie koleżanki - fakt, także ciągle imprezowały, ale normalnie z nią rozmawiały i śmiały się z tych samych rzeczy. Ogólnie były dość miłe, tylko te imprezy... Gdyby nie one, Rox zaprzyjaźniłaby się z nimi, co do tego nie miała wątpliwości.
Z nowych współlokatorek najgorszą okazała Melike. Była bardzo rozpuszczona i wyrachowana, nie bała się niczego. I te teksty rapowe, aż szkoda gadać. Lilly i Caroline były całkowicie jej podporządkowane, ponieważ rodzice Melike opłacali ich zachcianki. Lilly i Caroline były przyrodnimi siostrami-bliźniaczkami Melike, pochodzą z romansu ojca „raperki”. Szantażystki, jakich mało, ciągle żądały coraz więcej kasy, bo inaczej groziły wyjawieniem prawdy jego żonie. Laurel także nie była lepsza, słodka, ale zabójcza. To ona rozwaliła jakieś kufry - żyje z kradzieży, ma matkę alkoholiczkę i ojca, który ma ją daleko gdzieś.
Tego wszystkiego Roxy dowiedziała się od Suzanne, która okazała się bardzo miła i sympatyczna. Tak jak 17-latka, nie lubiła imprezowania i tekstów Melike. W pokoju z rozpuszczonymi dziewczynami znalazła się dlatego, bo odeszła jej współlokatorka z dwuosobowego pokoju. Szybko się zaprzyjaźniły. Miały wspólny język. Jednak w trakcie ich przyjaźni wydarzyło się coś okropnego, co przerwało szczęście przyjaciółek...
~*~
Stella była już spakowana, tylko czekała na dogodny moment, by przejść przez portal na Ziemię. Moce Winx zostały odebrane, by spokojniej dążyć do Magicalix'u - ona zaś dodatkowo miała nadprzyrodzone zdolności. Dziewczyna jednak nie zadzwoniła do Sky'a. Nie chciała go niepokoić, a poza tym, wyszłoby na jaw, że chce uciec z Alfei. Nie chciała, by to wyszło na jaw; wolała zostawić to w tajemnicy.
Tymczasem wściekłe dziewczyny siedziały na kanapie i wykłócały się o to, która zaczęła kłótnię, bójkę i ich kłopoty.
- To ty, Flora! - krzyknęła Musa. - Chciałaś przejść spokojnie obok tej całej sprawy.
- Ja uważam, że to Tecna. - czarodziejki natury nie wytrąciło to z równowagi. - W końcu cały czas siedziała zahipnotyzowana w „Detektywów”.
- To Aisha, bo mnie uderzyła, więc zaczęła. - powiedziała zahipnotyzowana, jak wcześniej powiedziała Flora, Tecna.
- To była Musa! - wróżce władającej Morfix'em policzki płonęły z oburzenia.
- A może to Stella!? - po zastanowieniu krzyknęły wszystkie naraz.
Czarodziejka Słońca i Księżyca usłyszała to. Zrobiło jej się przykro. Ona w ogóle nie brała udziału w tej kłótni, a koleżanki oskarżają ją o coś takiego. Co źle zrobiła!? Może to, że ma największe szanse w zdobyciu Magicalix'u...?
Jeszcze raz wyjrzała przez okno. Kilkuletnie dziewczynki czarowały w ogrodzie, zapewne założyły się, która przeniesie najpiękniejszy kwiat w swoje dłonie. Najmniejszej z nich nie udawało się to. Na dodatek pozostałe śmiały się z niej. Stella delikatnie dmuchnęła i skupiła się na najpiękniejszym kwiecie. Po chwili znalazł się w dłoniach najmniejszej wróżki. Tamte z niedowierzaniem patrzyły na zwyciężczynie. Zaś nastolatka zamknęła okno.
Flora zajrzała do pokoju księżniczki Solarii.
- Stella, gdzie ty jedziesz!? - krzyknęła przerażona.
- Jadę na Solarię, w końcu należy mi się krótki odpoczynek. Muszę z rodzicami ustalić szczegóły mojego przyjęcia. - skłamała, uśmiechając się.
- A kiedy wrócisz?
- Za kilka dni, spokojnie. Na razie, powiedz pozostałym dziewczynom i Faragondzie. Muszę lecieć. - odparła Stella i pobiegła na dół, by skierować się do odpowiedniego portalu.
~*~
Bloom powoli szła do jeziora Roccaluce. Pamiętała, że pierwszy raz spotkała tam Sky'a. Łezka popłynęła jej po twarzy. Żal jej było wszystkich spędzonych chwil z byłym narzeczonym, ich przygód... Ogólnie wszystkiego. „Ach, dlaczego byłam dla niego taka niedobra? Dlaczego musiałam go zdradzić? Przecież ja go kocham! A teraz... pewnie wróci do Diaspro i będą bardzo szczęśliwi... Nie! Sky jest mój! I żadna dziewczyna, taka jak Diaspro, nie będzie ze Sky'em. On musi być ze mną, i będzie, choćby nie wiem co!” - to już wyglądało na obsesję. Bloom nie czuła się strasznie, chciała, by wszyscy jej współczuli. Ona zaś omamiłaby wszystkich i rozkazała zabić Diaspro i wszystkie wolne dziewczyny. Tak... to był plan idealny, tylko jak wprowadzić go w życie...? Zacznie od Stelli, w końcu nie ma chłopaka. Niech przekona się, że wszędzie liczy się tylko BLOOM!
~*~
Stella stanęła przed portalem na Ziemię. Moce się nie liczyły. Przejście na planetę życia bez magicznych czarów było nieodwracalne. Ona nie chciała tu być. Specjalnie wyrobiła sobie dowód: od dziś będzie Rosą Rebelle, niemal 20-latką. Nadal młodą dziewczyną, lecz nie nastolatką. Kobietą.
Spakowała wszystko, co było dla niej choć trochę cenne.
Zostawiła wszystkich znajomych i wszystkie magiczne moce.
Będzie sobą.
Podjęła decyzję swojego życia. Powoli przechodziła przez portal. Była już gotowa.
W tej chwili zaczęło się jej nowe życie.

poniedziałek, 21 lipca 2014

#o39. Special Rosa!

Hej ;). Postanowiłam opublikować moja stare opowiadanie. Trochę długie, ale mam nadzieję, że się spodoba. Imię bohaterki to Rosa, po hiszpańsku róża.


- Halo? Czy jest tu ktoś? - pytała młoda dziewczyna. Jakimś cudem znalazła się w kamiennym, opuszczonym pałacu. Co z tego, że była do tego przyzwyczajona. Ale to było obce dla niej miejsce.
Przydeptywała swoją ukochaną suknię. Nie wiedziała, znalazła w pałacu. Czyżby została porwana? Tego nie wiedziała. Chciała wiedzieć, lecz w pałacu nie było nikogo, kto odpowiedziałby na jej wołania.
Usiadła na drewnianej ławce. Zaszkliły się jej oczy. Ale obiecała sobie, że nie może płakać. Tylko dlatego, że nie chciała sobie popsuć makijażu. Drewniana ławka się zapadła. Suknia została zabrudzona.
- I co ja teraz zrobię? - myślała rozpaczliwie. - Przecież to moja jedyna suknia, jedyna jaką kiedykolwiek miałam. Ooo... - ujrzała różnokolorowe światła. - Piękne...
Podeszła.
- Nie, nie możemy jej tu zostawić. Jest za ładna. - usłyszała głos.
- To co niby zrobimy? Musimy zdobyć te pieniądze, musimy mieć ten okup.
Zostałam porwana!” - przemknęło jej przez myśl. Jak najszybciej wybiegła z pokoju, obmyślając plan ucieczki.
~*~
- Bla, bla, bla, coś tam, coś tam.
- Seli, nie fałszuj! - zaśmiała się Flora.
- Ja fałszuję?! Ja fałszuję?! - mało brakowało, a Selina zamachnęłaby się wazonem z fiołkami na Florę.
Dziewczyny, zwane Winx, przygotowywały się do balu absolwentek. Taki był zwyczaj w ich wymiarze. Co roku absolwenci także innych szkół świętowali. Wszyscy myśleli o tym, by wypaść jak najlepiej i dostać nagrodę „Dance Queen”. Magiczne dziewczyny dopiero w tym roku mogły uczestniczyć w balu, nazywanym „Magixis” ze względu na wymiar Magix.
Roxy, która nie chciała iść na bal, usiadła spokojnie na krześle i zaczęła kartkować książkę o Magixis.
Bal Absolwentów jest znaną i popularną formą rozrywki wśród magicznych osób. - czytała. - Jednak TYLKO absolwenci mogą w nim uczestniczyć. Jest nazywany Magixis, co wskazuje na magiczne obrzędy w starych czasach.
- Ej, ej, dlaczego Magixis jest podkreślone? - spytała Stella.
- Ponieważ to odniesienie do tego hasła – Roxy wzniosła oczy do nieba na gest frustracji. I zaczęła znów czytać:
Magixis – najdoskonalszy bal dawnych czasów. Organizowany od XVII wieku. Na ten bal przychodziły wyłącznie młode dziewczęta i młodzi panowie. Nie mogli być magiczni, ponieważ za ten czyn karano nawet śmiercią. Można było przyjść wyłącznie na czarno. Nie wolno było mieć trzewików ani nieodpowiednich butów (patrz: złe buty).
Nazwa wzięła się od panny Kariny Minnot. Bowiem ona ukryła fakt, że jest wróżką. Jednak jej rodzice zapłacili organizatorom i dzięki temu panna Karina nie została stracona. Od tej pory na bal mogły przychodzić jedynie magiczne osoby. Zaś w tych czasach było modne dodawanie dźwięcznej końcówki -is.
- A ja myślałam, że to młody wyraz. - szczerze zdziwiła się Bloom.
- O rany! - krzyknęła Flora. - Szybko! Za pół godziny jest bal!
~*~
Młoda dziewczyna wydostała się z tajemniczego zamku. Niestety, zaczął padać deszcz. „I tak ubrudziłabym sobie sukienkę. I buty też” - pomyślała. Jednak radość z tego, że udało się jej uciec porywaczom była dużo większa niż smutek spowodowany pobrudzeniem sukni. Chciała znaleźć się w ciepłym domu, w pięknej, nowej sukience. Nagle wokół niej zrobiło się biało.
- Otwórz odpowiednie drzwi... - usłyszała głos.
- A które są odpowiednie? - spytała z rozpaczą i nadzieją.
- Które wybierzesz...
Zawahała się. Jednak skierowała się w stronę czarnej plamy.
BUM! Znalazła się w czyjejś szafie. Była obładowana najróżniejszymi sukienkami. Nawet o jednej z nich dziewczyna mogła tylko pomarzyć. W końcu dotarła do drzwi. Otworzyła je.
Stanęła na fioletowym dywanie. W pokoju był balkon, nawet łazienka. Wyjrzała za drzwi pokoju. Pomyślała, że to może być hotel.
- A szafa nie wygląda na taką dużą. - stwierdziła.
Wyszła na korytarz. Wybrała czarne drzwi. W tym pokoju wszystko było czarne. Ubrania też. Zobaczyła ulotkę o balu.
MAGIXIS!
Zapraszamy na bal „Magixis”! Najdoskonalszy bal, najfajniejszy i przede wszystkim – najpiękniejszy. Możesz przyjść, tylko musisz być magiczna/magiczny. Będzie w dzień zaćmienia Słońca o godzinie 12. Zapraszamy! Nie będziesz żałować!
Klub Winx

- Hm... Dziwne. Ale pójdę. - pomyślała. Na łóżku zobaczyła piękną, czarną bransoletkę. - Piękna! - natychmiast założyła ją na rękę. Zmieniła się w piękną dziewczynę, ubraną na czarno.
Bum!, bum!, bum!. Usłyszała bicie dzwonów. Ogłaszały godzinę osiemnastą. Chciała znaleźć się tam, gdzie się odbywał ten bal.
Przeniosła się przed ogromne mosiężne drzwi. Z pewnością siebie otworzyła je. Spojrzeli na nią wszyscy absolwenci. Najwyraźniej musiała przerwać uroczystą przemowę.
- A towarzyszka to kto? - Stella podeszła do dziewczyny, szturchając ją palcem.
- Jestem Rosa, chociaż mówią na mnie Ross. - odparła dziewczyna.
- Nie obchodzi mnie, kim jesteś, musisz wyjść. Nie ma ciebie na liście. - widząc łzy w oczach dziewczyny, czarodziejka zmieniła ton na bardziej przyjacielski. Ale to nie zmieniło reakcji Rosy. Łzy zaczęły jej płynąć z oczu. Wybiegła i trzasnęła drzwiami. Urwały się i potoczyły się w stronę tarasu.
- Stello, jak mogłaś?! - pani dyrektor skrzyczała młodą wróżkę. - To jest potężna czarodziejka, Rosa. Teraz będziesz miała z nią do czynienia!
- Ale popsuła nam bal... - Bloom stanęła w obronie przyjaciółki.
- Ale to się nie liczy – odezwała się Icy.
- Bądź cicho! - krzyknęła wściekła na Rosę i Icy Flora. - Ale co z balem?
- Nie będzie balu. Musimy naprawić szkody i jak najszybciej odnaleźć Larinę. Dowiedziała się o swojej potężnej mocy i może Was zniszczyć! - powiedziała przerażona dyrektor.
- A kim ona w ogóle jest?! - krzyknęła Stella. - Jakąś paniusią, której zachciało się balu?! Może jeszcze będziemy spełniać jej wszystkie zachcianki?! A może, Faragondo, powiesz nam, że mamy misję ją pokonać i że to ja będę musiała spróbować?!
- Brawo, Stello. - dyrektor zaświeciły się oczy. - Zaczynacie jutro rano.

- Po co ja się w to wpakowałam?! - wyrzucała sobie Rosa. Ale cieszył ją fakt, że miała magiczne moce. I to dużo silniejsze niż moce „obrzydłych” Winx. Pomyślała, że chce mieć ukryty pokój w podziemiach. I chce się w nim znaleźć.
Pojawiła się tam natychmiast. W jej pokoju było wszystko, czego tylko zechciała. „A gdyby tak... gdyby udało mi się przemienić...” - pomyślała.
- Przemieniam się... przemieniam się... - powtarzała.
Udało się. Stała się czarną czarodziejką, która sieje moc zniszczenia. Jej moce miały służyć do dobrych celów była czarodziejką rzeczy nadprzyrodzonych. Poleciała do pokoju Winx. Nikogo tam nie zastała.
- Telekineza! - krzyknęła Rosa. Cały pokój wróżek został zdemolowany. Ubrania Stelli zostały pobrudzone. Tak jak inne meble. Zaśmiała się władczo. I niech Winx się bronią! Ona ma wielką moc.
Stała się niewidzialna. Chciała tylko zobaczyć reakcję czarodziejek.
~*~
- RATUNKU! - Bloom wydarła się na cały głos.
Dyrektorka przybiegła po chwili.
- Na moce Magixu! - krzyknęła z przerażeniem. Pokój wróżek wyglądał „przeokropnie”, tak jak po pożarze. - Dziewczyny, co tu się stało?!
- Przyszłyśmy i tak było jużż... - Stella trzęsła się ze strachu. Ale także dlatego, że było zimno, a nie miała czym się nakryć. - Zzzzimno mmm-mi... Z-z...
- Nie martwcie się, coś wymyślimy. Pochodźcie po pokojach uczennic i poszukajcie jakichś ubrań. Przyjdźcie do mojego gabinetu za pół godziny.
- Jak myślicie, to mogła być ta Róża? - zapytała Flora.
- Ross? - odparła Stella.
- Może Rose?
- Rosin?
- Rosa. - ostatecznie powiedziała Roxy.
- Roxy! Gdzie byłaś? - spytała z niepokojem Bloom.
- W bibliotece. Rozmawiałam z Rosą.
- O czym gadałyście? Gdzie ona jest? Dlaczego zdemolowała nasz pokój? - sypały się dziesiątki pytań.
- Chciała się przyłączyć do Was. Ale, jak widać, mile widziana nie będzie.
- A skąd ją znasz?
- Zaprzyjaźniłam się z nią. Żegnajcie.
- Rooxie, nie odchodź! Nie zostawiaj nas! Roxy!!!
Niestety, Roxy odeszła od nich. Nie mogła znieść presji Winx. Selina rozpaczliwie wołała za nią, ale to nie nie dało.
Zabawna, inteligentna Roxy, która była czarodziejką zwierząt, odeszła.
- Nigdy jej nie zapomnę – powiedziała, chlipiąc, Flora.
Na horyzoncie pojawiła się Rosa.
- Co z Was za smutasy i beksy. Nie wiedziałam, że takie jesteście. - powiedziała szyderczo, patrząc na zapłakane twarze wróżek.
- Nie wystarczy ci, co zrobiłaś! - krzyknęła Stella.
- A co ja zrobiłam? - zmieszała się Rosa.
- Przez Ciebie Roxy odeszła. - uspokoiła się Bloom.
- Ach, to – zauważyła inteligentnie Ross. - Poprosiła, bym dała Wam tę kartkę.
Tecna zaczęła czytać:
Drogie Winx!
Na pewno będzie Wam to przykro czytać. Ale trudno. Nie obchodzi mnie to. Zawiodłyście mnie, gdy prosiłam Was o pomoc. Ale teraz to nieważne, Rosa pomogła mi rozwiązać ten problem.
Jesteście zapatrzone w siebie. Świata nie widzicie. Ale to jest Wasz problem, nie mój. Mój był taki, że nie chciałyście mi pomóc. A uważacie się za idealne, bezbłędne i za najlepsze przyjaciółki. Ja chcę żyć w normalnym towarzystwie, wśród normalnych przyjaciółek. Chcę Wam pokazać, jakie jesteście, to nie wytykanie błędów. Dla Was błędem jest nałożenie nieodpowiednich dżinsów. To nie jest normalne, no chyba że u Stelli. Za bardzo przejmujecie się sobą.
Pomyślicie, że to ja jestem nienormalna. Lub zaczniecie płakać. A ja się tak zachowywałam, bo chciałam Wam coś pokazać. Lecz Wy nic nie dostrzegłyście. I ja Wam tego nie powiem, Rosa też nie. Ona nie wie, o co chodzi, nie wytykajcie jej nic. Ona NIC, ale to NIC nie zrobiła. To ja się z nią zaprzyjaźniłam i to ja odeszłam. Nawet ona początkowo protestowała przeciwko mojemu odejściu od Was. W końcu „jesteście SUPER-Winx! Nic Was nie pokona!”.
Nie wiem, czy będę chciała do Was jeszcze napisać. Możecie napisać do mnie. Musicie poszukać Rosy, by dostarczyła kartkę. Napiszę... kiedyś. Do zobaczenia.
Roxy
- Jakie to smutne... - chlipnęła Flora.
- Nie płacz, musimy coś zrobić – powiedziała Bloom.
- Ale co? - spytała zdumiona Selina, patrząc na list.
- Chciała nam coś przekazać. Jednak zastanawia mnie co... - zamyśliła się.
- Domyślam się – powiedziała drwiąco Ross.
- Niby co? Że jesteśmy złe, nikczemne i ponure? - odparła Flora.
- Chciałabym. - stwierdziła dziwnym głosem Rosa. - Ale... postaram się Wam pomóc.
- Ty?! Pomóc?!
- Tak.
Dziewczyny milczały.
- Podeszła do Was po balu taka dziewczyna z siwymi czy tam białymi włosami.
- No tak. - przypomniała sobie Flora. - Krzyknęłam na nią.
- Powiedziała później do tych dwóch... Czekajcie, zapisałam to. Akurat jestem w przemianie Believix, więc mogłam cofnąć się w czasie.
Spojrzały na karteczkę.
@: Zniszczymy je.
^: Kogo???
*: GŁUPIA JESTEŚ?!
@: Nasze „kochane” Winx.
^: Aha.
*: Atak na nie wyznaczy Icy.
^: I dobra. Ok.
<Icy pisze>
@: Pasuje?
^: Zobaczymy, ciekawe, co na to Griffin...
*: Będziesz się nią przejmować?! Możemy już o niej zapomnieć...
<złowieszczy śmiech Trix>
^: Haha. Już mi się odechciało za nią tęsknić.
@: Nigdy jej nie lubiłam i nie będę tęskniła. Ona jest...
*: Najokropniejszą i najbrzydszą nauczycielką wszechświata wiedźm, wróżek i wszystkich.
@: No tak. Tak trzeba.
^: Dobra, Trix, chodźmy. Musimy je jak najszybciej atakować.
@ - Icy. ^ - Darcy. * - Stormy.
- ICY?! Myślałam, że od niej odpocznę... - westchnęła ciężko Bloom.
- Winx, czeka Was walka. Tym razem muszę Wam pomóc.
- Szkoda, że Musa, Layla i Tecna wyjechały... - w głosie Seliny było słychać żal.
- Wyjechały? - spytała Rosa.
- Wyjechały zdobyć nową przemianę – Mythix.
- Trzeba je powiadomić. Ja to zrobię.
- Nie! Czekaj! Ross! Masz dopiero przemianę Believix! Za wcześnie!
- To chodźcie ze mną – uśmiechnęła się tajemniczo Rosa. - Roxy też pójdzie.
- Rooxie idzie?! Ekstra!!! Idę!!! - zobowiązała się Stella.
- Jeden problem... - zaczęła przerażona Lara, wpatrując się w kryształową kulę.
- Tak? - powiedziała roześmiana Stella.
- Widzę Trix. - twarze dziewczyn poblakły. - Zamierzają zaatakować Wasze przyjaciółki. Musimy lecieć.
- Chwilka! - przypomniała sobie Stella. - A ubrania?
~*~
BUM! BUM, BUM! BUM, BUUM...
Słychać było niemiły dźwięk dla uszu Trix. Przedzierały się przez różową pustynię. „Nienawidzę różowego! Chcę zemdleć” - myślała Icy. Nie zemdlała tylko dlatego, ponieważ ziemia była biała, a nie znosiła białego. „To koszmar! Różowy to dla lalek Barbie” - Stormy omal nie krzyknęła. Gdyby ziemia była szara lub granatowa, byłby to dla niej raj. „Róż!!! Kocham róż! Nieeee... Dlaczego muszę się tak nastawiać, skoro NIENAWIDZĘ różu???!!!” - z rozpaczą mówiła sobie w duchu Darcy. Trix były odwiecznymi rywalkami Winx. Nic dziwnego. Całkiem się od siebie różniły. Winx lubiły róż i jasne kolory. Zaś Trix ubóstwiały czerń i ciemne kolorki. Winx kochały pomagać, a Trix uwielbiały niszczyć. „Opętała je żądza niszczenia” - tak mawiała Lady Griffin, która była dyrektorką Chmurnej Wieży. Trix kiedyś się tam uczyły. Wiedźmy spostrzegły Musę, Tecnę i Laylę.
Icy zaśmiała się złowieszczo.
- Ale co... - zaczęła Musa.
- Mamy Was! - powiedziały Trix.
- Potęga Mythixu! - krzyknęły Winx. Przemieniły się.
- CO?! WINX TUTAJ?! - wydarła się Stormy.
- Winx tam! - krzyknęła szyderczo Rosa, patrząc na wróżki stojące za plecami wiedźm.
- Magia ognia! - odparła Bloom.
- Dziewczyny!!! - Selina i Flora wybiegły na przywitanie.
- A gdzie Roxy? - zorientowała się Stella. Niestety, za późno.
- Nie ma jej? - Rosa wzruszyła ramionami.
- Miała jechać z nami... – westchnęła Bloom.
- Z WAMI. Ale zapomniałyście o niej... - odparła Clarin, odwracając wzrok.
Winx spuściły oczy. Trix leżały na ziemi. I wróżki, i wiedźmy były przybite. W końcu strata przyjaciółki lub przegrana bitwa to nie byle co.
To było tylko parę uderzeń mocami. A las w tej części był zniszczony. Drzewa były spalone. Flora nie zajęła się tym. A przecież była czarodziejką natury! To nic.
Zwierzęta pouciekały z lasu. Bardzo się przestraszyły. To też nic. W końcu najważniejsza była strata Roxy. Nic więcej się nie liczyło.
Rosa przerwała milczenie.
- Wiecie - zaczęła. - Teraz pokazujecie, jakie fajne z Was przyjaciółki. O to chodziło Roxy - za dużo rozpaczacie, a nie wypełniacie swoich misji. Zachowanie na szóstkę z plusem.
Podeszła do drzew. „Odświeżyła” je. Las znów stał się bujny. Zwierzęta wróciły do nowego, ale starego, pięknego i bujnego lasu.
Po zrobieniu tego zniknęła.
- Dość tego, Winx! - rozkazała Bloom. - Wracamy do Alfei.
~*~
- Gdzie jest dziewczyna?! - krzyknął porywacz.
- Jeszcze sześć godzin temu tu była! - odparła porywaczka.
- I zero okupu – powiedział smutno chłopak.
- Co z tego, że jestem jej przyjaciółką. Zapomniała o mnie. Marzyła o magii, więc trzeba poszukać magicznego wymiaru. Znasz jakiś?
- Wymiar Magix!
~*~
- Rooxie! Roxy! Heej? - wołała Rosa. Na próżno. Na dodatek drogę zastąpiła jej jakaś dziewczyna.
- Pamiętasz starą znajomą, Rose? - spytała chłodno.
- Rose? Nie znam nikogo takiego, może to ty? - odparła.
Dziewczyna zdjęła kaptur.
- Vera?! Wyjechałaś przecież!
- To ja Ciebie porwałam. Zabrakło mi pieniędzy. Nadal mi brakuje. Twoje przyjaciółki będą rozpaczać. No trudno. Tom, chodź tutaj! - krzyknęła Vera.
Chłopak przyszedł.
- Zwiąż ją. I TO JUŻ!!! - rozkazała przyjaciółka.
- Ale... Ty? Jak mogłaś mi coś takiego zrobić? - odparła z rozpaczą dziewczyna.
Niestety. Było za późno. Rosa, a raczej Rose, nie mogła się wydostać. Jej plany legły w gruzach. A ona tylko chciała pomóc Winx i Roxy.
Zaczęła płakać. Nikt jej nie słyszał. Vera i Tom odeszli. Siedziała sama, przywiązana do krzesła - a krzesło było przywiązane do podłogi. Zakneblowano ją. Tylko co chciała osiągnąć Vera, porywając Rosa? Vera miała tylko jeden cel, spowodowany czymś przypadkowym...
~*~
I Melinda wędrowała przez góry, przez morza, szukając Feniksa. Nie wiedziała jednak, gdzie je znaleźć.
WAMWAMWAM!!! I? Nic. Stanął nad nią ogromny lew.
- Feniks? - zapytała szeptem Melinda.
Wspięła na niego się z nadzieją.
Niestety, to nie był Feniks.
- Aaaaaargh! - krzyknął.
- Nie! To nie ten lew! - dziewczyna darła się z przerażeniem.
Lew zamierzał ją pożreć. Jednak...
- Heej, Flora, zejdź na ziemię – Bloom machała jej ręką przed oczami.
- Już, a co się stało? - oprzytomniała nowa pisarka.
- Co robi Stella? - spytała Tecna.
- Czatuje sobie z jakimś chłopakiem. - powiedziała lekko Musa.
- A Brandon? - zerwała się na równe nogi Layla.
- Już wszystko skończone. Sam ze mną zerwał. - odparła pochłonięta nowym zajęciem Stella.
- Szkoda... - zaczęła smutno Selina, ale widząc niezadowolenie przyjaciółek zostawiła ten temat.
Stella pisała i pisała. „Hej, co się stało, dlaczego już nie chcesz pisać???” - głosił ostatni SMS napisany przez dziewczynę. Musiała skończyć, ponieważ chłopak nie odpisywał. Zmęczona w końcu zasnęła. Flora zaś dokańczała opowiadanie o Melindzie. Bloom i Tecna grały w „Państwa miasta”. Layla próbowała dodzwonić się do Nabu, a Musa układała nową piosenkę.
Żadna nie domyślała się, co mogło stać się z Roxy i Rosą, zresztą... zapomniały o swoich przyjaciółkach, które ostatnio przypadkowo wywołały tyle szumu...
~*~
- Gdzie są Winx? - zdenerwowana Faragonda chodziła po swoim gabinecie.
- Trix też zniknęły. - na krześle siedziała równie poirytowana Lady Griffin. - Musimy czekać.
Dyrektor Chmurnej Wieży zamierzała coś jeszcze dodać, ale widząc ogromny niepokój u przyjaciółki zamilkła. Tak naprawdę w ogóle nie obawiała się, że Trix coś sobie zrobią. Były samodzielne. I może nie tak uczciwe jak Bloom, Stella, Musa, Tecna, Flora, Layla, Roxy i Selina. Nowa się nie liczyła, Lady Griffin kompletnie jej nie znała. Miała tak dziwnie na imię...
Nagle dyrektor Alfei wpadło coś do głowy. Włączyła Internet. Wpisała „Winx”. Wyświetliło się ogromnie dużo haseł i natychmiast zrozumiała, że w ten sposób nic nie znajdzie. Po nieudanym wyszukaniu wpisała „Rosa”.
Rosa – młoda dziewczyna. Przyjaciółka Melissy. Prowadzi bloga: link.
Serdecznie dziękujemy za skorzystanie:) Miłego dnia/popołudnia/wieczoru:D

Blog Rosy.

O mnie, o tobie, o nas...
wtorek, 1 lipca
Zdecydowałam się zostawić bloga. Może nawet go usunę, nie wiem. Chciałabym tylko podziękować za współpracę z Melissą, Tulpe, Flowerą i Nelką – bardzo dużo mi pomogłyście przy blogu, przy szablonie i przy czytelnikach.
Dlaczego to piszę? Przecież i tak nikt tego nie przeczyta, opuściłam go pół roku temu, ale dopiero teraz go zamykam.
Oficjalne zamknięcie. Żegnajcie!
EDIT:
Nowe niusy! Jestem czarodziejką. Zniszczę Winx, Trix i Alfeę. Wszystkim odbiorę moc i będę najpotężniejsza! Nadchodzi Rosa! Amen.
Autor: Rose. Godzina: 18:59:47.

- A niech to! - krzyknęła dyrektor. Rosa chce zniszczyć Winx! Faragonda nie może na to pozwolić!!! Przecież jest ulubioną nauczycielką wszystkich uczennic w Alfei, nawet absolwentki marzą, by do niej wrócić. Może Rosa jej nienawidziła dlatego, że nigdy jej nie uczyła? Może przekonać ją do tego?
Nieee... Rosa przekonałaby się o swojej najpotężniejszej mocy Magixu, Ziemi i całego wszechświata. Nauczyciele i nauczycielki Alfei byliby winni. W dość dużej mierze. Ponieważ to dyrektor Faragonda przyjmuje uczennice do magicznej szkoły dla wróżek.
- Musimy czekać. - odważyła się powiedzieć dyrektor Chmurnej Wieży.
- Tak... - zamyśliła się Faragonda.
- O co chodzi? - spytała zaniepokojona Lady Griffin.
- Dlaczego Rose tak bardzo nas nienawidzi?
~*~
Dlaczego tak bardzo nienawidziłam Alfei?” - zastanawiała się Rosa.
To był główny temat jej przemyśleń. Chciała się uwolnić z szaleńczej kryjówki. „Musiałabym zdobyć nową przemianę.” Chciała nowej przemiany, bardzo ją chciała mieć.
- Moc Harmonixu... Moc Harmonixu... - błagała. I przemieniła się.
Jakimś cudem uwolniła się z kryjówki. Pobiegła szukać Winx, obawiając się, że coś mogło się im stać.
~*~
Winx spały. Czaiły się na nie Trix. „Są bezbronne, przecież śpią. I nie mogą użyć swych mocy” - bezustannie powtarzały sobie Icy, Darcy i Stormy.
Icy wyciągnęła DZIENNIK KAPITANA.

Dziennik kapitana. Czaimy się na obrzydłe Winx. Do ataku!!!

Zaatakowały Winx. Pierwsza rzuciła się Stormy.
- AUUUUU!!! - krzyknęła z bólu.
- Co się stało? - spytała Darcy.
- Szczracziłam żemba. Bolyyyy!!! - wiła się z bólu.
- Straciłam zęba, tak? Biedna Stormy... - powiedziała Darcy.
- STORMY!!! Zostań. Krzyknij, gdy będziesz widziała wróżki.
Stormy zgodziła się.
~*~
- Winx!!! - krzyczała Rosa.
- Jesteśmy. - odparła spokojnie Bloom.
- Trix planują atak.
- WHAT?! - poderwała się Stella. - Najpierw niech zadzierają ze Stellą! Bójcie się!
- Winx Mythix! - krzyknęły. Pobiegły do lasu.
~*~
Winx pod dowództwem magicznej Rosy udały się na miejsce, gdzie czekały na nie Trix. Schowały się, jednak Rose wyszła naprzeciw czarownicom.
- Naprawdę jesteście takie słabe, czy tylko udajecie? - zaczęła Rosa.
Wściekła Icy wyszła z krzaków.
- Uważaj, do kogo mówisz, panienko! - krzyknęła.
- Nie martw się o mnie. Co wy, anorektyczki? Chude jak szkielety, niedługo umrzecie. - Rosa nie potrafiła utrzymać ostrych docinek.
- Darcy! Proszę, zabierz tę panienkę do lochu. - rozkazała przywódczyni grupy czarownic. Jednak Darcy bała się potężnej Rosy i nie ruszała się z miejsca.
- Skręca się, bo nie ma co jeść. - Ross przewróciła oczami i parsknęła śmiechem. Niezauważalnie Stormy podeszła do niej i od tyłu złapała za ręce.
- Teraz już nie masz mocy, smarkata laleczko! - wysyczała. - Przestań z tymi docinkami, bo zostaniesz ukarana.
- Niby jak? - odparła Rosa ze stoickim spokojem. Uwolniła się z rąk Stormy, która syknęła z bólu.
- Au, ty idiotko! Wykręciłaś mi rękę!
- A wy, anorektyczki, idziecie ze mną. Chyba, że chcecie, bym zmusiła was siłą do opuszczenia lasu.
~*~
Trix zostały uwięzione przez Winx.
- Zabierzmy je do Alfei. - zaproponowała Selina.
- Może spotkamy się z Roxy? - spytała cicho Flora.
- Może. Nie chcę wam robić nadziei. - odparła twardo Rosa.
Wybrały się do szkoły. W kącie siedziała dziewczyna o różowych włosach, które na końcach były żółte.
- ROXY! - krzyknęła Selina.
- Czekałam na was pół godziny. Ile więcej można?! - powiedziała poirytowana Roxy.
Dziewczyny spuściły oczy.
- To był żart. - uśmiechnęła się Roxy. - Witajcie!
~*~
Trix zostały wrzucone do lochu, ale największym upokorzeniem dla nich były docinki Rosy. Nigdy nie zostały tak upokorzone, a chciały zapomnieć o słowach, które powiedziała im przed powrotem do czarodziejek - że jak chcą walki, to są nikim.
Zaś Winx pogodziły się i były z tego faktu zadowolone. Rosa także do nich dołączyła, a Roxy stała się jej najlepszą przyjaciółką.
Ogólnie wszystko skończyło się szczęśliwie.
I pomyśleć, że to wszystko działo się w tylko jeden dzień...

_
01.2017: To ja miałam takie fajne pomysły? Muszę to kiedyś odnowić.