sobota, 20 września 2014

#o49. Prawda

Hej ^^. W szkole jakoś leci, pomimo licznych testów udało mi się znaleźć czas na wyskrobanie szesnastego rozdziału. Miłego czytania!


*****


W oczach Aishy pojawiły się łzy, których za nic nie mogła powstrzymać. Złapała zdjęcie stojące na półeczce i rozbiła ramkę. Tecna usłyszała brzdęk i natychmiast wstała.
- Co się stało?! - krzyknęła. - Dlaczego płaczesz?!
- Valtor powrócił. - szepnęła dziewczyna, nie mogąc powstrzymać łez. Powoli przypominała sobie, kiedy odebrał jej wzrok i nie chciał dopuścić do zdobycia Enchantix'u. Niszczył planetę Andros bez wahania, otworzył portal Omega i Tecna została wciągnięta... Pokręciła głową, jakby chciała odpędzić od siebie wszystkie wspomnienia związane z dawnym wrogiem.
- To niemożliwe! - odparła zdumiona czarodziejka technologii. - Przecież on nie żyje!
- Najwyraźniej zmartwychwstał, czuję jego magię. - zaśmiała się gorzko Aisha. Łzy dalej płynęły po jej twarzy.
- Trzeba powiadomić Florę i Stellę, przecież one o niczym nie wiedzą! - powiedziała Tecna, która z wrażenia usiadła na dywanie. - A tak by the way, co się ze mną działo? Nie widzę, żebyś była bardzo zadowolona. Hm?
- Wyjadałyście mi wszystkie łakocie, a ja wciąż jestem głodna... - westchnęła księżniczka Androsa, patrząc na opróżnione pudełka z ciastkami. - Ale nie jestem zła. Wiem, że robiłyście pod wpływem Valtora.
- Czekaj. - czarodziejka z różowymi włosami wyciągnęła przed siebie dłoń. Najwyraźniej się nad czymś zastanawiała.
- O co chodzi, Tecno? - usłyszała w zamian krótką odpowiedź przyjaciółki, która wciąż cicho pochlipywała.
- Stella ma najsilniejszą magię z nas wszystkich, musiała wiedzieć, że powrócił! - odparła czarodziejka technologii, zdziwiona swoim odkryciem. - Tylko może nie wyrządzał jej żadnej krzywdy...
- Tiaa, na pewno. Dlaczego Stellę o coś takiego? Okej, może nie należy do najgrzeczniejszych dziewczyn, ale posądzać ją o spisek z wrogiem? Chyba żartujesz! - oburzyła się Aisha. - Prędzej to Bloom spiskowałaby z Valtorem, w końcu mogłaby polecieć na podryw.
Po chwili nie mogła powstrzymać śmiechu, wyobrażając sobie Bloom zalecającą się do Valtora. Nawet w marzeniach nie pasowali do siebie.
- Masz rację. - przyznała Tecna. - Nie powinnam tak mówić. Musimy poczekać do jutra, żeby polecieć na Solarię... bo nie mogę się do Stelli dodzwonić, chyba ma wyłączony telefon.

*

Tymczasem Stella ze zniecierpliwieniem czekała na odpowiedź chłopaka.
- Stello, ja... Po ostatniej walce, pokonałyście mnie i niemal umarłem. Jednak dwa lata temu znalazła mnie pewna kobieta. Najwyraźniej była magiczna, bo zdołała mnie uratować. Była ubrana na biało, jej suknia była przyozdobiona lodowymi kryształami. Była dla mnie miła, zaoferowała mi dach nad głową... Polubiłem ją, jednak nigdy nie czułem do niej niczego więcej. Ciągle w sercu pozostała mi pewna blondynka, która przy pomocy Enchantix'u pokonała mnie... Ale ta kobieta się we mnie zakochała i łudziła się, że odwzajemnię jej uczucie.
- Piękna historia miłosna, nie ma co. - odparła ironicznie dziewczyna. - Ale co ja mam z tym wspólnego?
- Gdy brutalnie przerwałem jej marzenia, poprosiła mnie o drobną przysługę. Żebym pomógł skonstruować kilka robotów... A później żądała ode mnie coraz więcej i więcej robotów... W końcu poprosiła, bym odnalazł pewną czarodziejkę, księżniczkę, i przeciągnął ją na stronę zła... Jednak, gdy zobaczyłem ciebie w kawiarni, dawne uczucia odżyły. Nie mogłem jej więcej służyć, ale groziła, że powie tobie wszystko, i...
Stella wpatrywała się w jego oczy z przerażeniem. Nie, to był zły sen. Ach, jak w tej chwili marzyła o tym, żeby kłamał. Niestety, to nie było możliwe. W jego oczach nie odnalazła nawet iskierki kłamstwa.
- I co? - spytała lekko drżącym, łamiącym głosem. Do oczu napłynęły jej łzy. - Kto... kto to był?
- Stello, to była... Princesa... - odparł Valtor, odwracając głowę. Wiedział, że dziewczyna znienawidzi go za to i z nim zerwie, a nie chciał kolejny raz jej utracić.
Blondynka nie mogła powstrzymać śmiechu. Nie, to już kolejny raz ktoś się z niej nabijał.
- Kłamiesz! - powiedziała, ciągle się śmiejąc. - To jest po prostu żart!
- Jednak to prawda, księżniczko. - potwierdził Valtor z powagą, a jego ciemne oczy jeszcze bardziej spochmurniały. Stella odwróciła głowę. Dotarło do niej, że to prawda. Nagle znalazła się w pułapce bez wyjścia, nie wiedząc, co dalej robić.
- Jak mogłeś mnie okłamać!? - krzyknęła z oczami pełnymi łez. Nagle piękna bajka, w której uczestniczyła, skończyła się. W jednej chwili zrozumiała, że jest rzeczywistość, której nie może oszukać.
Valtor spuścił głowę.
- Cholera. - czarodziejka użyła przekleństwa prawdopodobnie pierwszy raz w życiu. Valtor nie okazał swoich emocji, chociaż w duchu był zdziwiony zachowaniem księżniczki. -
cały czas mnie okłamywałeś, a z tego, co widzę, nawet nie myślałeś o wyznaniu mi całej prawdy. Wszystkie kłopoty na Solarii są przez ciebie, nie rozumiesz?! I nawet do głowy mi nie przyszło, że mogłeś mi zrobić coś takiego!
- Ale Stello, ja... - przerwał jej chłopak.
- Nawet nie próbuj się tłumaczyć, zachowałeś się niemalże tak samo, jak Brandon. A niby zapewniałeś mnie, że to jest podły typ, a tak naprawdę sam jesteś do niego podobny. A, i wiesz co? Jeśli jeszcze raz użyjesz magii na moich przyjaciółkach, będziesz tworzył roboty służące do wojny i nie znikniesz z mojego życia, obiecuję ci, że wszyscy dowiedzą się, kto jest za to wszystko odpowiedzialny. - wysyczała dziewczyna z czerwoną twarzą ze złości. Była nieświadoma tego, że młode wróżki wiedziały już o powrocie Valtora.
- Czyli...
- Nas już nie ma. Tak, zgadłeś. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć! - odparła Stella, coraz szybciej kierując się w stronę wyjścia. W końcu zaczęła biec.
Chłopak nie szedł za nią. Przysiadł na kamieniu i zaczął myśleć. Co by było, gdyby jednak powiedział jej wszystko od początku? Lub gdyby nie przystał na pomoc Princesy? Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej?

*

Kiara vel Suzanne wciąż przebywała na Helarii. Eternity lekko uspokoiła się, po czym natychmiast pognała do swojego pokoju w lodowym pałacu. Jednak Kiara wiedziała, że to tylko cisza przed burzą. Czas pokazał, że nie pomyliła się.
Usiadła na fotelu i zaczęła przeglądać gazetę. „Więc takowe czytuje się w tym pałacu. Oczywiście o złych wróżbach, klątwach i przeznaczeniu. Może to stąd Princesa czerpie wiedzę do wytwarzania złych czarów?” - pomyślała złośliwie dziewczyna, uśmiechając się. Samo wyobrażanie królowej pochylonej nad gazetą z wróżbami wystarczyło jej do szczęścia. Nagle z gazety wypadł plik kartek, spiętych agrafką. Kiara zaczęła je przeglądać. „Rany, to wygląda jak pamiętnik! Była zakochana... no i ciągle jest w Valtorze. Czy to nie jest przypadkiem chłopakiem Stellki?” - przyszło jej na myśl. Usłyszała kroki i schowała się pod stołem. Po chwili uświadomiła sobie, że dobrze zrobiła, bowiem osobą idącą w kierunku stołu była nieobliczalna królowa.
- Kto ruszał moje notatki? - krzyknęła i spurpurowiała ze złości i z zażenowania, choć nie chciała dać tego po sobie okazać.. Było jej wstyd, że ktoś odkrył jej prywatne zapiski i jej cały sekret wyszedł na jaw. Kiara była przerażona, teraz każdy najmniejszy ruch mógł zdradzić jej obecność.
Matka Eternity była wściekła. Nie wiedziała, kto to zrobił i to wprowadziło ją w stan ostateczny. Nagle z pokoju przyszła Eternity.
- Hejka, mamo, to ja sobie czytałam tę gazetkę i jakieś kartki wypadły, no to ja je przeczytałam. - powiedziała lekko, chociaż w duchu trzęsła się ze strachu. Wiedziała, że to Kiara je czytała, ale nie mogła pozwolić, by despotyczna Princesa się o tym dowiedziała.
- Ty? - spytała podejrzliwie Princesa. - No cóż, tylko nikomu nie mów o tych notkach i najlepiej o nich zapomnij.
Królowa obróciła się na pięcie i wyszła z salonu.
- Dobrze, mamo. - odparła dziewczyna, gdy królowa zamknęła drzwi. Silnie zaakcentowała ostatnie słowo. Pomogła Kiarze wydostać się spod szklanego stołu.
- Serdeczne dzięki, nie wiedziałam, że jesteś zdolna do czegoś takiego. - powiedziała blondynka z niemałym podziwem w głosie.
- To drobiazg! - Eternity chciała udać obojętność, ale cieszyła się z pochwały starszej koleżanki. - Tylko wolałabym, żebyś mówiła do mnie Eliza. Tak się... nazywałam przed stworzeniem Helarii.
- Okej. - odparła Kiara.
Usiadły w fotelach i przeglądały najnowsze gazety o modzie, pożyczone od sympatycznej Angie. Nagle usłyszały kroki, które jednak nie kierowały do dużego salonu.
- Princeso... - usłyszały męski głos.
- Valtorze, co się stało? - spytała królowa, jej głos był stłumiony. Kiara zdziwiła się. Ten głos był znajomy, nieraz słyszała go w kawiarni. Ukochany Stelli i obiekt uczuć królowej to jest jedna osoba?!
- Nie chcę ci dłużej pomagać w wojnie między Helarią i Solarią, musisz poradzić sobie sama.
- Zwariowałeś?! - usłyszały krzyk. - Zapomniałeś o naszej umowie?! Dobrze wiesz, że teraz wszystko powiem tej twojej księżniczce!
- Wiem, dlatego sam jej wszystko powiedziałem. Nie chcę już dłużej z tobą pracować. - westchnął chłopak.
- Valtor... - odparła królowa z niemałą rozpaczą w głosie. - Przecież wiesz, że cię kocham...
- Ale mnie to nie interesuje, moje serce należy tylko do blondwłosej czarodziejki Słońca. - powiedział chłopak i wyszedł.
A Eternity pierwszy raz usłyszała, że jej matka płacze.

poniedziałek, 15 września 2014

#o48. Niebezpieczna gra

Witajcie! 15 marca założyłam tego bloga, a od tego czasu minęło już pół roku! Ten blog przechodził usunięcie, zmiany adresu, nowe szablony, moje humorki, przemyślenia i przede wszystkim opowiadanie, dla którego ciągle istnieje :). Wprowadziłam kolejną zmianę, którą jest zmiana szablonu - jest ze strony szablonownica.blogspot.com, wykonała go Walentyna. Serdecznie dziękuję ^^. No cóż, pozostaje mi opublikować kolejny rozdział mojego opowiadania, już piętnasty (jeden został opublikowany tylko na WB, ale przeniosę go tutaj)! Życzę miłego czytania ;).

_
01.2017: W marcu będą trzy lata, a nie wiem, czy zdążę napisać rozdział do tego czasu.


*****


Tymczasem Stella razem z Valtorem znalazła się w labiryncie kanałów. Prawdopodobnie było wiele wyjść, jednak wszystkie przykrywały studzienki. Dziewczyna była przerażona, nigdy nie znalazła się w takim miejscu. Gdy zobaczyła mysz, pisnęła. Nie wiedziała, co ma robić. W dodatku chłopak dziwnie się zachowywał, tak jakby coś przed nią ukrywał. Co chwilę rozglądał się na boki, a twarz zrobiła się czerwona. Po chwili wahania Stella spytała go:
- Słońce, co się dzieje? Dziwnie się zachowujesz... chyba coś przede mną ukrywasz.
Valtor odwrócił głowę i spojrzał na nią. W oczach miał błysk niepewności i nieśmiałości, wymieszany z pewnością siebie i zwykłą fikcją. Dziewczyna poczuła, że jej ukochany nie jest sympatycznym chłopakiem, a zwykłym tchórzem, który ucieka przed swoimi problemami i przed samym sobą.
Zaś chłopak patrzył w oczach ukochanej czarodziejki, która miała niepewny wzrok pełny ufności, a także zwykłego rozczarowania. Nie wiedział, jak ma się zachować i był pewien, czy może powierzyć jej swoją tajemnicę. Wiedział, że Stella go za to znienawidzi, że ukrył przed nią swoje plany. Nie mógł walczyć z czasem i ze swoimi myślami. Blondynka nie mogła wytrzymać napięcia między nimi, czując, że jej chłopak ukrywa przed nią fakt, który może zniszczyć ich związek. Zaczęła się zastanawiać, czy na pewno chce się dowiedzieć, co to jest.
W jednej chwili pomyślała o Brandonie. Ciągle nie mogła zrozumieć, dlaczego zdradził ją z najlepszą przyjaciółką... a raczej byłą przyjaciółką. Przecież tworzyli wprost idealny związek, a lekkie kłótnie i nawet potężne spory ciągle go wzmacniały. Zaś Bloom musiała przejąć pałeczkę i uwieść dawnego ukochanego. Dlaczego to zrobiła? To wciąż było niewiadome. „Może chciała tylko uświadomić mi, że jestem do niczego i nie pasuję do Brandona!...” - pomyślała, zastanawiając się nad zdradą fałszywej przyjaciółki. Nagle przez myśl przemknęła jej sylwetka i wygląd szatyna. W końcu miał powodzenie u dziewczyn i być może nawet wcześniej nie był wierny księżniczce Solarii, a rudowłosa czarodziejka chciała udowodnić jej wszystkie zdrady przystojnego specjalisty. „Nie, ona naprawdę go kochała i poświęciła się z miłości.” - Stella zakończyła swoje przemyślenia i spojrzała na ukochanego, który nieobecnym wzrokiem błądził po ścianie korytarza.
Chłopak wciąż zastanawiał się nad powierzeniem swojej tajemnicy ukochanej dziewczynie. To była okropna wiadomość. Zaczął się zastanawiać, czy ją naprawdę kocha. „Jeśli by tak nie było, to dlaczego jestem nią zafascynowany i dlaczego nigdy jej nie zaatakowałem?” - wściekł się na siebie w myślach.
- Valtor, czy masz mi coś do powiedzenia? - kolejny raz spytała blondynka, ciągle się w niego wpatrując. Trudno było stwierdzić, czy był pewny siebie, czy po prostu przestraszył jej pytaniem. Jednak jego postawa wskazywała na to pierwsze, jednak z łatwością mogła się pomylić. W końcu odpowiedział:
- Stello, ja... Musisz mnie wysłuchać do końca...

*

W tym samym czasie Flora i Aisha spacerowały po korytarzach Alfei. Wyglądało to na zwykły spacer po ulubionej szkole, jednak tak naprawdę chodziły nerwowo, zastanawiając się, co mogą dalej zrobić. Nie miały pomysłu na dalsze działanie wobec przyjaciółek. Czuły, że niewiele mogę zrobić w tej sprawie. Zwłaszcza, że musiały zjednoczyć się przeciw Helarii... a z nimi nie było Suzanne vel Kiary, a przede wszystkim - Stelli.
Flora odłączyła się od przyjaciółki i wyszła za bramę szkoły. Szła przed siebie, nie zastanawiając się, gdzie tak naprawdę idzie. Trafiła nad jezioro Roccaluce. Jeszcze widniały tam ślady niedawnego pożaru wywołanego przez rudowłosą księżniczkę. Na miejscu, w którym tylko próbowała odebrać sobie życie, dostrzegła niewielkie strzępki niebieskiego stroju Bloom. Wiadomo, że Bloom od zawsze była związana z tym kolorem. Aisha z zielonym, Stella z pomarańczowym, Tecna z fioletowym, Musa z czerwonym, a ona, Flora - z różowym. Nagle kwiatowej wróżce coś przyszło do głowy.
- Rany... - szepnęła.
Porównała te kolory z herbami głównych planet magicznego wymiaru, które ściągnęła z Internetu. Jej podejrzenia okazały się być słuszne. Głównym kolorem herbu Melodii był czerwony, Domino – niebieski... Nawet kolor Stelli się zgadzał...
- To znaczy, że Stella tak naprawdę jest księżniczką! Tylko jak to jest możliwe?! - powiedziała, chociaż nie oczekiwała od nikogo odpowiedzi. Jedynie usłyszała szum drzew i to jej wystarczyło.
Przysiadła na ogromnym kamieniu i schowała telefon. Oparła się o drzewo, chowając głowę w kolanach. Była to jedna z nielicznych chwil, kiedy całkowicie mogła oddać się swoim rozmyślaniom, a także popłakać i pożalić się ukochanym roślinkom oraz drzewom z przerastających ją sytuacji. Jednak nie mogła się na niczym skupić, jej myśli biegały wokół różnych sytuacji, których nie mogła wytłumaczyć.
Postanowiła pójść dalej, w głęboki las. Wiedziała, że nic nie mogłoby się jej stać, gdyż była czarodziejką natury. Na kamieniu wyskrobała „Dziękuję, Flora” i poszła dalej, nie wiedząc, co za chwilę zobaczy.

*

Kiara wciąż próbowała ocucić Eternity. Niestety, bez skutku. Nie wiedziała, co robić. Była zrozpaczona, że nie może jej zrobić dziewczynie nawet sztucznego oddychania – mogłaby wdychać niebezpieczne opary z groźnej trucizny.
- Angie! - odważyła się w końcu krzyknąć. Sympatyczna kobieta kilka minut później zjawiła się na miejscu zdarzenia. Szybko zrozumiała to, co się stało. Odwróciła Eternity na bok i klepała w plecy z całej siły. Po chwili nastolatka odkaszlnęła niebezpieczną substancję i obudziła się.
- Co się ze mną działo? - spytała z przymkniętymi oczami.
- Rozbiłaś fiolkę z trucizną, a szkło z niej wbiło ci się w rękę i wchłonęło do organizmu... a raczej, próbowało. Na szczęście już jest wszystko dobrze. - odparła Kiara, lekko się uśmiechając.
- Okej, pamiętam. - odparła Eternity, ale nagle posmutniała. Przypomniała sobie zdjęcie, które wciąż stało na wysokiej, szklanej półce. To przez to zdjęcie nagle zrozumiała, że nie będzie podobna do swojej matki.
Tylko szkoda, że to było naprawdę trudne.
Jednym ruchem zniszczyła rzeźbę Princesy, a także projekt mini-zamku. Kiara i Angie patrzyły na nią z szeroko otwartymi oczami. Dziewczyny nie obchodziło to, co sobie o niej pomyślą. Od tej chwili już nie.

*

W tym samym czasie Aisha poszła do szkolnego sklepiku. Nie ukrywała, że była bardzo głodna, a kolacja miała być dopiero za cztery godziny. Jednak, ku jej zdziwieniu, sklepik był nieczynny. Ta informacja wzbudziła jej niepokój, ponieważ zazwyczaj był zamykany o północy. A była dopiero trzecia po południu.
Po obejściu się smakiem, przypomniała sobie, że zostawiła szufladę w swoim pokoju tylko na zapas jedzenia na tzw. czarną godzinę. A ta czarna godzina właśnie nadeszła. Ociągając się, poszła do swojego pokoju. Dziwną rzeczą było to, że w salonie nie zastała Bloom, Musy i Tecny. Nie przejęła się tym zbytnio i poszła do swojego pokoju.
Zobaczyła tam przyjaciółki, które wyjadały wszystkie łakocie z jej szuflady. Dziewczyna wściekła się, ponieważ zobaczyła tylko puste opakowania po ciasteczkach, chrupkach i innych przekąskach.
- Cholera... - księżniczka Androsa nie potrafiła ukryć złości.
- Czo? - spytała Tecna z pełnymi ustami, jedząc niebanalnie pyszne ciastka z kremem.
- Wyjadacie mi to, co gromadziłam kilka dni. - Aisha była coraz bardziej wściekła, w końcu krzyknęła: - Fala uśpienia!
Po kilku sekundach czarodziejki spały twardo. Dziewczyna była zdziwiona tak szybkim skutkiem jej czarów, jednak efekt ją zadowolił. Po chwili wściekłość i wszystkie złe uczucia ogarniały jej duszę. Z płonącą twarzą oznajmiła:
- Pomszczę cię... Valtor...

piątek, 12 września 2014

#o47. Powrót wspomnień

Witajcie! Najpierw chciałabym przeprosić osoby czekające na kolejną część mojego opowiadania - wiem, że nie było mnie tutaj od miesiąca. W tym roku rozpoczęłam gimnazjum i jest mi ciężko ze wszystkim się wyrobić (zwłaszcza, że życie w gimnazjum nie układa mi się pomyślnie). Ten rozdział wyszedł mi strasznie krótki, chociaż pisałam go od dwóch tygodni... Postaram się następny dodać w niedzielę/poniedziałek.
A, i dziękuję za 2,100 wyświetleń. Jesteście najlepsi <3.


*********



Stella odebrała połączenie. Był to nieznany numer. Była pewna, że nigdy wcześniej go nie widziała. Bała się, że to ma jakiś związek z Solarią.
- Halo? - przyłożyła telefon do ucha.
- O, to już mnie nie poznajesz? - usłyszała odpowiedź na swoje pytanie. Głos należał do jakiejś dziewczyny, jednak był nieprzyjemny i ironiczny.
- A z kim mam okazję rozmawiać? - spytała czarodziejka drżącym głosem. Spojrzała do Valtora, który chyba chciał jej coś powiedzieć, ale dziewczyna powstrzymała go. Z telefonu usłyszała szyderczy chichot.
- Na jakim świecie żyjesz, kobieto?! Tu Abby, Suzi. Przyjaciółka córki burmistrza! Twój ojciec powinien zdechnąć za to, co zrobił mojej kumpelce. Ale nie martw się, niedługo go nie będzie, a ty będziesz rozpaczać, dlaczego twój ukochany tatuś nie żyje... - odparła dziewczyna, wciąż nieprzyjemnie się śmiejąc. - No cóż, twój stary popełnił wielki błąd, wkurzając się na Jul. Ale to nie koniec,
- A skąd masz mój numer? - spytała Stella. Właśnie przypomniała sobie, że przez pomyłkę zabrała telefon Suzanne zamiast swojego. Nie było jej głupio, bo wprawdzie często pisała z Valtorem, ale po skończonych rozmowach wszystkie SMS-y od niego usuwała, tak samo jak połączenia. Wiedziała, że dziewczyny często korzystały z jej telefonu, więc tylko dlatego to robiła.
- Stoję tuż za tobą. - usłyszała. Przerażona blondynka powoli obróciła się do tyłu. Za nią stała dziewczyna, która uśmiechnęła się ironicznie. Stell błyskawicznie podjęła decyzję.
- Uciekamy! - złapała chłopaka za rękę i schowała telefon do kieszeni spodni. Okazało się, że Valtor jest świetnym sprinterem, jednak dziewczyna nie była od niego gorsza. Tuż za nimi biegła Abby, myśląc, że goni Suzanne i jej chłopaka. W końcu, gdy dziewczyna wypowiadająca różne groźby pod adresem Stelli znajdowała się kilkadziesiąt metrów od nich, czarodziejka krzyknęła: „Stella Mythix!” i z Valtorem teleportowała się w miejsce, o którym pomyślała.

*

Tymczasem Flora wróciła do Alfei. Randka z Helią była całkiem miła. Nawet wiadomość o zalotach Brandona do Stelli nie zdołała popsuć jej humoru. W końcu to nic poważnego, jeśli chłopak chce odzyskać dawną dziewczynę.
Zastała Winx w salonie. Właśnie grały w Chińczyka, a Tecna jak dotąd była najlepsza, bo wprowadziła już cztery pionki do domku. Czarodziejka natury kierowała się do swojego pokoju, gdy Musa powiedziała:
- Flora, zaczekaj.
Wróżka obróciła się i spojrzała na Musę. Jej mina wykazywała leciutki niepokój, którego nie chciała dać po sobie poznać. „To nie dla mnie, Muso, mnie nie można oszukać!” - pomyślała Flora. Jednak po chwili wahania spytała:
- O co chodzi? Martwisz się o Stellę?
- Hm... niezupełnie. - odparła brunetka. - Nie musi być moją przyjaciółką.
- Mi także nie zależy mi na jej przyjaźni, no... ale chcę dostać Magicalix! W końcu, gdybym uratowała Solarię i cały magiczny wymiar, ludzie uznaliby mnie za prawdziwą bohaterkę... - rozmarzyła się Tecna.
- Założę się, że to ja go dostanę! - prychnęła z wyższością rudowłosa czarodziejka. - Nie zapominajcie, ile się dla was poświęcałam... Na każdej misji to ja byłam górą!
Flora przeraziła się. Nie, to nie mogła być prawda. Jej prawdziwe przyjaciółki nie były chciwe. W końcu były Winx, najbardziej zjednoczonym klubem w magicznym wymiarze! Aisha patrzyła na nią równie przerażona.
- Nie, to nie może być prawda... - szepnęła czarodziejka natury, a na jej twarzy pojawiły się kropelki potu. - Jedyna osoba, która mogła to zrobić, to...
- Lepiej nic nie mów. - uciszyła ją księżniczka Androsa. - Dobrze wiemy, bo przecież tylko jedna osoba ma tak ogromną moc. Niestety, to nie jest Princesa ani nikt z Helarii, tylko to jest...

*

Tymczasem w zamku królowej pojawiła się Eternity. Była wściekła na swoją matkę, ponieważ ta obraziła ją słowem: „głupia”. Dziewczyna dobrze wiedziała, że to nic nieznaczące słowo i że nawet gdyby tak powiedziała do niej koleżanka, nic sobie by z tego nie zrobiła. Ale tak nazwała ją matka, jej własna matka. I to po raz pierwszy w życiu młodej dziedziczki tronu.
Dla królowej niosła pewien napój, który konsystencją, wyglądem i zapachem przypominał mrożoną kawę latte, którą Princesa bardzo często piła (wręcz można było powiedzieć, że kobieta jest od niej uzależniona). Jednak to nie było to, co właścicielka tronu lubiła najbardziej. Tak naprawdę to był napój śmierci, a wypicie najmniejszej łyżeczki wpływało na całkowite zamrożenie mózgu, czyli natychmiastową śmierć. Miała dość wszystkiego, walki przeciw Solarii, mechanicznych robotów i diabolicznego śmiechu matki, który oznaczał, że to ona jest najlepszą, najpiękniejszą i najbardziej inteligentną osobą we wszechświecie. Naprawdę, miała tego dość. Nie chciała tego dłużej znosić. „Tylko... dlaczego mam takie myśli?” - pomyślała Eternity. - „W końcu... nie chcę być taka jak matka! Muszę się opanować...”.
Podeszła do stolika ze swoim zdjęciem sprzed piętnastu lat. Wtedy była szczęśliwą, pogodną czterolatką. Na zdjęciu promiennie się uśmiechała, a w tle jej mama rzucała piłkę do ukochanej suczki - Sonnie, zaś to jej tato robił zdjęcie najdroższej córeczce - właśnie Eternity. Wtedy miała piękne, brązowe oczy, a jej włosy były w kolorze miodowego blondu. Należała do tych szczupłych dziewczynek, jednak nigdy nie była tą najszczuplejszą. Jej szczęście skończyło się po pięciu latach, gdyż wtedy jej rodzice się pokłócili, a w szału... kobieta zabiła swojego męża na oczach córeczki. Płakała po tym, co się stało, jednak nie mogła cofnąć czasu. Po dwóch tygodniach uśmierciła Sonnie, gdy suczka delikatnie nadepnęła jej na stopę. To kompletnie załamało dziewczynkę, wtedy pierwszy raz sięgnęła po nóż i podcięła sobie żyły. Po długim pobycie w szpitalu strasznie schudła i wpadła w anoreksję, a mama przemalowała jej włosy na czarno. I wtedy kobieta stworzyła Helarię.
Eternity tak naprawdę kiedyś nazywała się Eliza, a jej matka - Patty. Jednak po stworzeniu Helarii zmieniła im imiona i kazała zapomnieć o wszystkim, co do tej pory kilkulatka przeżyła. O ukochanej suczce, o tym, że była oczkiem w głowie swojego tatusia, o swoich najlepszych przyjaciółkach i karierze szkolnej, sympatycznej gwiazdki w szkole. Dziewczynka dzięki swoim talentom była zaliczana do szkolnej elity, jednak nie zwracała na nią uwagi i nie patrzyła na swoich rówieśników z góry - za to wszyscy ją lubili. Po śmierci bliskich osób wszystko straciła, wpadła w niebezpieczny stan psychiczny. Przyjaciółki przejęły się tym, chciały ją odwiedzać, ale matka niedoszłej samobójczyni nie pozwoliła im na to.
Wszystko byłoby dobrze i nastolatka żyłby tak, jak do tej pory. Jednak zauważyła to zdjęcie, które wiązało się z milionem wspomnień.
Teraz one wróciły.
Eternity znów zaczęła marzyć, by znów być lubianą dziewczyną, która ma mnóstwo oddanych przyjaciół... Że ma pozycję w szkole i przez nikt jej nie obraża. Wszyscy chcieli być na jej miejscu, jednak mogli się tylko z nią przyjaźnić. Nic więcej.
Dziewczyna korytarzem szła do salonu. W końcu nie mogła wytrzymać wybuchu złości i rzuciła tacą o podłogę. Fiolka z trującym napojem rozbiła się, a trucizna wylała się na podłogę.
- Nigdy nie będę taka jak ty, mamo, nigdy! - krzyknęła na cały zamek.
Jej krzyki usłyszała Kiara, która nuciła sobie pod nosem, chodząc po pokoju. „Co się takiego stało i kto to tak krzyczy?” - pomyślała zdenerwowana. - „Chyba Princesa nie pozwala krzyczeć...?”. Bez pośpiechu zeszła na dół, zastając Eternity z dużą raną na ręce. Na podłodze leżało rozbite szkło i napój o dziwnej konsystencji. Wyglądem przypominał herbatę, ale Kiara miała szczególnie wrażliwy węch i wyczuła truciznę. Dziewczyna powoli zasypiała pod jej wpływem.
- Boże, dziecko, co ty zrobiłaś! - powiedziała cicho blondynka, z niedowierzaniem wpatrując się w magiczną miksturę, jaką córka Princesy zamierzała jej zaserwować.

_
01.2017: No widzisz, a myślałaś, że gimnazjum będzie takie fajne! A tu bum, okazało się, że jest beznadziejnie.