środa, 1 lipca 2015

#o63. Powrót


Avatary (c) Norelay.

Cześć.

Niby zawiesiłam działalność bloga, bo miałam pewne problemy i jakoś nie sądziłam, że będę miała więcej czasu na pisanie. A może właśnie pisanie oderwie mnie od tych problemów, których ciągle jest więcej?

W każdym razie oficjalnie wracam do bloga, zacznę regularnie (a przynajmniej postaram się..) dodawać jakieś posty, opowiadania.

No i mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto ucieszy się z mojego powrotu. :)

Planowałam dodać dzisiaj nowy rozdział "Pamiętnika księżniczki", ale wiadomo, jak wychodzi z planami. Postanowiłam skorzystać z okazji - niedawno Viczka poprosiła mnie, żebym napisała opowiadanie powiązane z TVD. A że nie oglądałam tego serialu ani razu, trochę kiepsko mi to wyszło, bo całkowicie niezgodne z fabułą... w każdym razie, wstawię.

Co z tego, że to miało być krótkie opowiadanie, a teraz wychodzi na to, że będzie przynajmniej w kilku częściach. xD'

*******

#Damon

Pewnego dnia Elena wybrała się na spacer. Udawała, że chciała się odprężyć, odgonić od siebie złe myśli, ale wciąż zerkała na mnie. Czułem na sobie jej niewinne spojrzenia, krótkie uśmiechy, miałem wrażenie, że chciała ze mną poflirtować. Domyśliłem się, że wpadłem jej w oko. To było przyjemne uczucie, ale... przez to czułem, że zdradzałem Rebekę, mimo że z nią nie byłem. Ale tego wszyscy od nas oczekiwali. Chcieli, byśmy pobrali się jak najszybciej. Nie mogłem spełnić ich żądań. Nie obchodziło mnie to, że Rebekah była ładna, że zakochała się we mnie na zabój. Chciałem być wolny, móc robić to, co zechcę, a ona mnie ograniczała. Jak dotąd nie powiedziałem jej wprost, że mi, Damonowi, odpowiadała rola playboya. Niby nie należałem do osób, które tchórzą, ale... wszyscy znienawidziliby mnie za to, że złamałem Rebece serce.
Ten pech chciał, że padło na mnie.
A ja czułem, że coraz bardziej pociągała mnie Elena. Uświadomiłem sobie, że coraz bardziej cieszyłem się z jej 'przypadkowych' spotkań. A ona coraz dłużej na mnie patrzyła. Wydawało mi się, że pewnego razu ledwo powstrzymywała się od kliknięcia w domofon.
Któregoś dnia nie przyszła. Postanowiłem dowiedzieć się o co chodzi. Prawda okazała się być zbyt okrutna.

#Elena

Pewnego dnia wybrałam się na spacer. Jak zawsze rozglądałam się po okolicy, spragniona wiadomości ze świata. A może to dlatego, że tak bardzo lubiłam rysować? Mniejsza o to. Tak więc, tego pewnego dnia przypadkowo ujrzałam ruszającą się firankę. Przystanęłam i zaczęłam na nią patrzeć, próbując ułożyć do niej historię.
Nagle w firance pojawił się zabójczo przystojny facet. Słyszałam od dziewczyn, że nazywał się Damon i lubił podbijać damskie serca. Ale nie mogłam, po prostu nie mogłam oderwać od niego wzroku. A miałam wrażenie, że on też na mnie zerka, jakby jednocześnie się ze mnie śmiał i był zainteresowany... mną.
Przestań, Eleno. Nie możesz o nim myśleć.
Ale oszukiwałam się. Oszukiwałam samą siebie, że mi na nim nie zależy. Nie chciałam, żeby to tak wyszło. Chociaż marzyłam, jak to będzie, kiedy będziemy razem... może w przyszłości tak będzie.
Pewnego dnia zostaliśmy zaproszeni na kolację przez rodziców Rebeki. Wprawdzie nasze rodziny nie przyjaźniły się, ale w konflikcie też nie były. Rebekah była nawet sympatyczna, chociaż czasami sprawiała wrażenie sierotki poszkodowanej przez los.
Przyszłam ubrana "odświętnie". Jenna kazała mi włożyć dżinsy, które nie dość, że były na mnie trochę za długie, to jeszcze były to dzwony. Mówiłam jej kiedyś, że lubię chodzić tylko w rurkach, ale chyba nie posłuchała... Nie zastanawiając się zbyt długo, obcięłam nogawki i z dżinsów zostały tylko krótkie spodenki. Z białą koszulą, która miała długie rękawy nie było problemów. Lekko ją rozpięłam i podwinęłam rękawy. Ręką przeczesałam włosy, sięgnęłam po torebkę i krzyknęłam, że wychodzę. Nie chciałam iść razem z Jenną i Alaricem, kazaliby mi się przebrać. Rodzina Mikaelsonów była jakby tą najważniejszą w mieście. Mikael był burmistrzem Mystic Falls, a Esther sprawowała opiekę nad liceum w Mystic Falls. Może to dlatego Rebekah czasami zadzierała nosa, a innym razem potrafiła się rozpłakać, bo wspominała, jak widziała śmierć swojej siostry - zabiły ją wilkołaki. Nie trzeba chyba dodawać, że należała do wampirów.
Wyszłam. Spacerowałam dosyć długo, do kolacji zostało jeszcze pół godziny. Skierowałam swoje kroki pod dom Damona.
Głupia, głupia Elena.
Dzisiaj stanął przy oknie wcześniej, niż przyszłam. Nie umiałam się opanować. W tej chwili przestałam panować nad sobą. Podeszłam do domofonu i... zawiesiłam rękę.
Pomyśli, że nie umiałam nad sobą zapanować, wyśmieje mnie i uzna za wariatkę.
Szybko odeszłam od jego domu i zaczęłam coraz szybciej iść pod dom Rebeki.
Jenna, Alaric i Jeremi byli już na miejscu. Ciotka zaczęła taksować mnie wzrokiem, wyrażając swoje niezadowolenie z mojego stroju. Nie obchodziło mnie to. Serce waliło mi młotem. Uciekłam. Idiotka ze mnie.
Z tym mocno bijącym sercem usiadłam przy stole. Przez chwilę rozejrzałam się po salonie. Wprawdzie kilka razy przychodziłam do Rebeki, żeby obgadać sprawy dotyczące projektów, kiedy jeszcze chodziłyśmy do liceum, ale nigdy nie byłam w tej części domu. Było elegancko... chyba aż za elegancko. Pokręciłam głową.
Wszyscy zaczęli sobie rozmawiać, tylko ja zjadłam kolację, oparłam głowę o dłoń i zaczęłam bawić się widelcem. Nagle Rebekah nawiązała dyskusję, która mnie zainteresowała:
- Wydaje mi się, że niedługo mój chłopak mi się oświadczy.
- Chłopak? - zapytałam ze zdziwieniem. - Masz chłopaka?
- No nie mów, że nie wiedziałaś. - powiedziała dziewczyna. - Oczywiście, że mam. Jest zabójczo przystojny i ma taki świetny charakter, opiekuje się mną po śmierci siostry.
We właściwym momencie otarła niewidzialne łzy z oczu i pociągnęła nosem.
- No wiesz... każda normalna dziewczyna, która chce się ustatkować, ma narzeczonego. - zakończyła i popatrzyła na mnie z satysfakcją. Tak jakbym ja, Elena, była jakaś puszczalska. Wielu chłopaków do mnie startowało, ale żaden z nich nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak Damon.
- A jak się nazywa twój chłopak? - zapytał Alaric. Uczył w naszej szkole historii i pamiętał zarówno Rebekę, jak i pozostałych absolwentów.
- Damon. - odpowiedziała.
Splunęłam wodą na stół, którą akurat popijałam. Czułam na sobie spojrzenia pozostałych.
- Przepraszam. - powiedziałam szybko. - Zakrztusiłam się.
I nie było tematu. Nikt nie miał żadnych podejrzeń, bo nigdy nie rozmawiałam z Damonem, jedynie kojarzyłam go z opowieści szkolnych.
Kolacja i rozmowy skończyły się, we czwórkę wracaliśmy do domu.
- Eleno... - zaczęła Jenna. - Dlaczego narobiłaś nam takiego wstydu?
Spojrzałam na nią pytająco.
- Przyszłaś w rozpiętej koszuli i obcięłaś nogawki spodni, poza tym splunęłaś wodą na wieść o tym, kto jest chłopakiem Rebeki.
- Splunęłam niechcący. - mruknęłam.
- Ubranie też zniszczyłaś niechcący?
- Mam prawo ubierać się tak, jak sobie tego życzę! W ogóle mnie nie słuchasz, nie akceptujesz moich poglądów i wymagasz, żebym była taka jak ty, a ja tego nie chcę! Rozumiesz? Nie chcę! - krzyknęłam i rzuciłam się biegiem do domu. Chwyciłam swój pamiętnik i wzięłam klucz od strychu. Później zamknęłam drzwi od wewnątrz, zapaliłam lampkę i zaczęłam pisać.
Kochany pamiętniku, dzisiejszy dzień był chyba jednym z najgorszych w moim życiu. A może i był najgorszy? Nie dość, że uciekłam spod domu Damona, to jeszcze okazało się, że jest chłopakiem Rebeki. Na dodatek pokłóciłam się z Jenną... i chyba narobiłam niezłego obciachu rodzinie. Nie takiego życia oczekiwałam. Płakałam po śmierci rodziców, ale po przeprowadzce... myślałam, że będzie lepiej. I było. A ostatnio wszystko zaczęło się psuć.
Przecież wiedziałam, że życie do tej pory było zbyt piękne. Zauroczyłam się w chłopaku, którego nie znałam, wydawało mi się, że on też mnie polubił. No, może polubił, ale nie w tym sensie, co chciałam...
Postanowiłam, że nigdy więcej nie przyjdę pod jego dom. Nie dam się nabrać.
Szkoda tylko, że stało się to takie trudne.