sobota, 14 października 2017

#1 it's just me, me and my broken heart

Czarodziejka Słońca i Księżyca powoli zaczęła się przebudzać. Kiedy już podniosła się i usiadła na łóżku spojrzała w okno. Pogoda wskazywała na to, że dzisiaj będzie nieprzyjemnie. Można było powiedzieć, że zanosiło się na burzę.

Westchnęła. Źle znosiła tę pogodę jako księżniczka Solarii przyzwyczajona do upałów.
Zaczęła przypominać sobie sen, w którym nawiedziła ją tajemnicza postać. Nie miała pojęcia, kto to może być - być może wróżka, a może jasnowidz.
"Szczęście okaże się domkiem z kart, a w Twoim sercu wypali się ostatnia iskierka nadziei".
OSTATNIA. ISKIERKA. NADZIEI.
Czarodziejce zachciało się śmiać, w końcu miała wręcz idealne życie. Rodzice, którzy znów postanowili się ze sobą zejść, przystojnego i kochającego chłopaka oraz wspaniałe przyjaciółki.
"To był jedynie zły sen, o którym powinnam zapomnieć", uznała i sięgnęła po swój notes, w którym zapisała sobie przemyślenia, tak jak to zawsze robiła. Ot tak, gdyby nagle tego wszystkiego zapomniała.
Usłyszała głośne pukanie do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęła i odruchowo schowała notes do szuflady.
Do pokoju weszła Aisha, jedna z jej przyjaciółek. Miała ciemną karnację i jeszcze ciemniejsze włosy, co sprawiało, że była jedyną osobą o takim wyglądzie w Alfei. Nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie, dzięki temu zdobyła sławę i kiedy już dorównała Winx, mogła do nich dołączyć.
- Stella, no chodź! - ciemnowłosa zmarszczyła brwi. - Śniadanie już czeka, a ciebie nie ma, no halo.
- Okay, będę za jakiś kwadrans - blondynka wywróciła oczami. - Chyba nie pójdę w piżamie na oficjalne śniadanie!
Kiedy czarodziejka Morfixu wychodziła, Stella rzuciła w drzwi butem, zamykając je. Po chwili otworzyła szafę i kucnęła przed nią. Właśnie przechodziła kompleks zakupoholiczki - mam tyle ubrań, ale żadne nie jest odpowiednie.
Nagle w oczy rzucił się jej dres do joggingu. Dziewczyna pomyślała, jak dawno nie biegała i postanowiła go założyć.
Upewniła się, że nikt jej nie widzi i teleportowała się na Ziemię.
- Gdzie ta Stella? - Tecna zaczynała się denerwować. - Powinna już być!
- Byłam u niej jakieś dwadzieścia minut temu i powiedziała, że niedługo przyjdzie - Aisha spojrzała na zegarek. Przyjaciółki spojrzały po sobie. Księżniczka zazwyczaj pojawiała się jako pierwsza z najświeższymi ploteczkami o uczniach magicznego wymiaru.

- Dobra... - mruknęła Musa. - Niedługo przyjdzie, a jak nie, to trudno. Może po prostu źle się poczuła i została w pokoju.
- W końcu dzisiaj jest nie najlepsza pogoda - dodała Flora.
- Ale... - nagle Aisha się zająknęła.
- Co? - odezwały się pozostałe trzy dziewczyny.
- Nie widzicie, co robi Bloom z Brandonem? - wyjąkała dziewczyna.
Obróciły się.
W tej chwili życie Stelli runęło w gruzach, tyle że ta, beztrosko biegając po ziemskich ulicach, jeszcze o tym nie wiedziała.

W Magixie powoli zaczynał zapadać zmrok, który wyglądał nadzwyczajnie. Można było podziwiać zachodzące słońce, zmierzch na zewnątrz. Wszyscy zgodnie mówili, że to było wręcz niesamowite. Bo było.
Cztery dziewczyny nie mogły pogodzić się z faktem, że ich rudowłosa przyjaciółka zdradziła Sky'a z chłopakiem księżniczki, jej najlepszej przyjaciółki. Przecież ich związek był, a przynajmniej wydawał się być idealny. Było to dla nich wręcz niemożliwe.
Z tymi myślami wciąż krążyły po salonie, zastanawiając się co będzie, kiedy się wszyscy o tym dowiedzą.
Nieoczekiwanie drzwi otworzyła czarodziejka Smoczego Płomienia.
- Jak mogłaś to zrobić? - Flora i Musa od razu na nią naskoczyły, nie pozwalając się wrócić. Zamknęły drzwi i wlepiły wzrok w liderkę.
- Nie bardzo rozumiem o co wam chodzi... - odparła rudowłosa.
- Widziałyśmy was - syknęła Aisha. - Zdradziłaś nas wszystkich. Może jest jeszcze coś, o czym nie wiemy?
- Ale... ale to był tylko jeden pocałunek - Bloom zająknęła się przerażona faktem, że jej największy sekret właśnie wyszedł na jaw.
- Taak, tylko jeden? - Tecna nie wytrzymała. - I może jeszcze powiesz, że graliście w butelkę i tak wyszło? Nie okłamuj nas, kiedy znamy już prawdę.
Dziewczyna zaczęła się wycofywać i miała wychodzić, gdy usłyszała szyderczy szept Musy:
- Możesz zacząć się powoli pakować... nie chcemy cię tutaj, przynajmniej nie w naszym pokoju. Ciężko będzie myśleć, że niedaleko ciebie śpi zdrajczynia. A może wbijałaś nam jeszcze wiele innych noży w plecy?
Księżniczka Domino nie wytrzymała i ze łzami w oczach wybiegła z pokoju.
Trzeba było przyznać, że były zaskoczone zachowaniem pozostałych. Nigdy dotąd nie były aż tak niegrzeczne... tyle, że tym razem sytuacja wymagała użycia większych środków.
Tylko co ze Stellą? Przecież to ona była tą najbardziej poszkodowaną.
I tą, która o niczym nie wiedziała.
Równocześnie wyciągnęły telefony, tak jakby czytały sobie w myślach. Zaczęły dzwonić do przyjaciółki, ale wciąż włączała się poczta głosowa.
Zrezygnowane rozeszły się do swoich pokoi i zasnęły.

Dziwne jest to, że czasem jest ciężko pospacerować przez kilka minut, a innym razem można przebiegać dużo czasu, wcale nie czując zmęczenia. Tym odczuciem kierowała się blondwłosa księżniczka Solarii, która spoglądając na ogromny zegar zauważyła, że tym razem stanowczo przesadziła.
Była już druga w nocy. Dopiero teraz zauważyła, jak jest już ciemno.
Włączyła telefon i od razu pojawiły się wiadomości o nieodebranych połączeniach od przyjaciółek. Jedynie Bloom nie dzwoniła, czym bardzo się zdziwiła. "Pewnie zasnęła, a ja myślę o takich głupich rzeczach", pokręciła głową i wróciła do Alfei.
Dopiero teleportacja uświadomiła jej, jak bardzo jest zmęczona. Nie do wiary, na Ziemi była pełna życia, a tutaj prawie padła ze zmęczenia.
Miała ogromne szczęście, że były jakieś prace nad zabezpieczeniem Alfei i mogła swobodnie się prześlizgnąć nie bojąc się, że zostanie przyłapana za łamanie regulaminu szkoły.
Ostatkiem sił wyjęła klucze z kieszeni i ledwo zdołała przekręcić zamek, zemdlała ze zmęczenia.

Winx usłyszały czyjeś padanie na podłogę i szybko otworzyły drzwi. Ich oczom ukazała się znajoma postać z kluczami i telefonem w dłoni.
- Chodźcie, przeniesiemy ją - czarodziejka technologii jako jedyna zachowała zdolność logicznego myślenia. Podniosły ją i położyły na kanapie.
- Flora - powiedziała nieco głośniej.
Szatynka bez problemu odczytała jej intencje. Położyła dłoń na czole blondynki, jakby wchłaniając jej odczucia i stan w jakim się znajdowała.
- W takim razie co się stało? - zapytała Musa.
- To nic takiego, jedynie przemęczenie - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ułóżmy ją wygodnie na łóżku, niech sobie odeśpi stracony dzień.
- Stracony? - wyrwało się Aishy.
Flora położyła jedynie palec na ustach, po czym znów uniosły blondynkę do góry, tym razem kładąc ją na jej łóżku.
- I co niby teraz będziemy robić? - Musa skrzyżowała ręce. - Na co my wstawałyśmy? Ktoś na pewno by się nią zajął.
- Tak, i dostałaby naganę za łamanie regulaminu - odparła Tecna.
- Czy to byłaby nasza wina? Nie. Gdzieś zniknęła, a my nawet nie wiemy gdzie, co robiła. Może też nie jest taka święta jak Bloom - odpyskowała.
- O co ci chodzi? - wtrąciła się Aisha. - To tak jakbyś miała wydać przyjaciółkę, nie rozumiesz? Ona na miejscu Tecny na pewno postąpiłaby tak samo.
- Raczej zajęłaby się piłowaniem paznokci - powiedziała. - Czemu wy jej tak bronicie? Niby mówiłyście, że ona jest taka zarozumiała, a sytuacja z Brandonem nagle zmienia wszystko? Może jeszcze zrobimy z niej liderkę, posadzimy na tronie i będziemy czyścić jej buty?
- Dosyć! - przerwała Flora. - Jest noc, a wy sobie kłótnie urządzacie, jakbyście nie mogły znaleźć na to lepszej pory?
- Każda pora do kłótni jest dobra - zauważyła Tecna.
- Najpierw Bloom traktuje nas jak poddanych, to teraz zacznie nasza Stellcia, tak? - Musa coraz bardziej się nakręcała.
- Przynajmniej nie zdradza nikogo jak Bloom - Aisha nie wytrzymała.
- A skąd my mamy to wiedzieć? Niby gdzie znika całymi dniami?
- Tak, jestem pewna, że przez zdrady staje się coraz bardziej chuda - niespodziewanie odezwała się Flora.
- Aha? - czarodziejka muzyki uniosła brwi.
- Jak to?
- Nie widzicie, jak marnieje w oczach? To po prostu... uh. - szatynka chyba nie miała ochoty mówić, więc poszła do swojego pokoju i zamknęła się w nim. Równocześnie zerknęła na zdjęcie Helii, swojego narzeczonego. "Co byłoby, gdyby okazało się, że zdradza mnie z którąś z nich?", pomyślała i westchnęła. "Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić. To jest straszne".

Bloom spacerowała sobie po szkole, nieco dotknięta słowami przyjaciółek. Tak, miały rację, ale nie sądziła, że okaże się to aż tak bolesne. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że to kiedyś wyjdzie na jaw. Jej największy sekret.
Jak mogła być aż tak bezmyślna?
- Skarbie... - usłyszała szept i poczuła ręce kochanka na swojej talii. Mimowolnie przegryzła wargę.
- Tak? - powiedziała cicho, obracając się w jego stronę.
- Kocham cię, wiesz? - oparł swoje czoło o jej, po czym zamknął oczy.
- Ja też cię kocham... - lekko uniosła kąciki ust. - I bardzo się cieszę, że mi o tym mówisz.
- Nie wiem, co do tej pory widziałem w Stelli, wiesz? - pociągnął ją za rękę i nie minęło dużo czasu, wylądowali na łóżku w jednym z pokoi gościnnych. W wakacje często odbywały się wymiany między uczennicami Alfei a uczniami Czerwonej Fontanny, jednak nierzadko były ustawiane. Pierwszeństwo miała szóstka Specjalistów związanych z elitą Alfei, dopiero później wylosowywano losowe osoby.
- Jest ładna - mruknęła rudowłosa.
- I tylko tyle? - zapytał Brandon. - Jest głupia, dziecinna i naiwna. A, i przemądrzała. A ty jesteś wspaniałą liderką, kobietą... moją kobietą.
- Dziękuję, że mi to mówisz! - pocałowała go lekko w nos.
- Zasługujesz na to, by codziennie ci to powtarzać - uśmiechnął się zawadiacko.
- Nie bardzo - uśmiechnęła się i spłonęła rumieńcem, tak jak zawsze robiła w takich chwilach.
- Znowu się rumienisz! - zauważył.
- No łał - wywróciła oczami. - Chyba trudno było tego nie zauważyć.
- Tak właściwie, chyba czas zrobić to, po co tu przyszliśmy - dodał chłopak, pochylając się ku czarodziejce.
- Co?! - zachłysnęła się powietrzem.
- Jak myślisz, w jakim celu mogliśmy się udać do sypialni? Może dlatego, by sobie pomarzyć o niebieskich migdałach? - Brandon udał, że głęboko się nad czymś zastanawia.
Bloom nie mogła przestać się śmiać i uciszył ją dopiero namiętny pocałunek.

W tym samym czasie blondynka wyszła z pokoju. Czując się lepiej, ba! o wiele lepiej, postanowiła pójść do swojego chłopaka. Przez to, że była zajęta załatwianiem wymarzonych wakacji, nie miała czasu się z nim widywać. A tęskniła za nim. To było normalne, skoro bardzo go kochała. Z tymi myślami - nadal nieco chwiejnym krokiem - poszła do pokoju Brandona.
Na początku wszystko wydawało się być normalne. No dobra, wiadomo, że takie nie było. Przede wszystkim drzwi były lekko uchylone, a jemu baardzo rzadko zdarzało się zostawiać otwarte drzwi.
Później zobaczyła jednego buta z pary damskich szpilek. Niebieskie. Były naprawdę ładne, uznała, że dziewczyna musi mieć gust.
Dziewczyna...
Dziewczyna!
U niego jest jakaś dziewczyna!
Szybkim krokiem podeszła do drzwi sypialni i otworzyła je.
Zaniemówiła.
Właśnie widziała przed sobą Brandona całującego jej najlepszą przyjaciółkę. Nieświadomi jej obecności zaczęli posuwać się do czegoś więcej. Dłonie chłopaka zaczęły rozpinać guziki koszuli rudowłosej, a jego pocałunki wychodzące z jego schodziły coraz niżej.
- Co tu się, kurwa, dzieje?! - wrzasnęła. Natychmiast od siebie odskoczyli, zapewne rozpoznając głos księżniczki.
Bloom, odwróciwszy się, zaczęła zapinać guziki koszuli. Twarz paliła ją ze wstydu. Wyczuwała, że to nie jest najlepszy moment, więc po złapaniu szpilek wycofała się do drzwi.
- A ty gdzie się wybierasz, szmato? - Stella złapała dziewczynę za nadgarstek. - Nie wstyd ci? Jak mogłaś mi to zrobić?
- Stella, uspokój się... - chłopak próbował powstrzymać blondynkę przed wybuchem gniewu.
- Ja mam się uspokoić? - krzyknęła, wciąż będąc wściekłą. - Jak mogliście mi to zrobić? Na co liczyliście? Że uda się wam to wszystko ukryć?
Momentalnie spoważniała, szybko przeskakując w myśli z jednego tematu do drugiego.
- Dobrze - odparła i w tym momencie łzy zaczęły jej płynąć z oczu. - Z nami koniec, Brandon.
Szybko opuściła pokój i zaczęła biec na wyższe piętra, szlochając. Nie tego się spodziewała, marząc o jakiejś niespodziance.
- Co teraz będzie, kochanie? - Bloom wtuliła się w zaskoczoną postać.
- Nie wiem, skarbie - odparł, całując ją w czubek głowy. - Jeśli ktoś się o tym dowie, będziemy skończeni.

"Czasami prawda tak boli, że nie warto jej znać."

"Ta cała sytuacja jest chora.
To wcale nie powinno się zdarzyć.
Dlaczego akurat wtedy musiałam wyjść z pokoju?
To... to niemożliwe.
To nie powinno się stać.
A się stało.
I nie mogę cofnąć czasu.
Kurwa."
Szybkim ruchem zapaliła papierosa, po czym oparła się na barierce balkonu. Zimne powietrze nocy mieszało się z nikotynowym dymem wydmuchiwanym przez kobietę. I tak w kółko.
Myślami krążyła wokół opuszczenia szkoły. Wydawało jej się wręcz niemożliwe, by mogła tu pozostać. Ale z drugiej strony nie miałaby gdzie pójść. Na Solarii czuła napięcie, które potęgowało się z każdym miesiącem. Wiedziała, że rodzice starali się o kolejne dziecko.
"Rozumiem, że jestem dorosła, ale przez nich czuję się taka... niepotrzebna."
Na dodatek poza dziewczynami z klubu nie miała nikogo znajomego. Bo na kogo mogła liczyć? Na osoby, które wiele razy ją zawiodły?
Mimowolnie łezka popłynęła jej z oczu, którą szybko otarła. "Nie, to się tak nie skończy. Nie dam im tej satysfakcji."
Zgasiła papierosa i weszła do pokoju, zamykając balkonowe drzwi. Kiedy położyła się do łóżka, nakryła się kołdrą i wtuliła się w misia, po czym zaczęła płakać. Brakowało jej teraz słów "wszystko będzie dobrze, kochanie, po prostu musisz to przeczekać".
A najgorsze było to, że chciała usłyszeć te słowa właśnie od Brandona.
Tłumiła w sobie szloch nie chcąc, by ktokolwiek go usłyszał. Nie miała siły się przed nikim tłumaczyć, nawet przed samą sobą.
Sięgnęła po pudełeczko z tabletkami nasennymi, wyjmując sobie dwie i połykając. Zapłakana coraz bardziej ściskała swojego misia. Nigdy się tak nie zachowywała, była przecież taka... niezależna.
Była świetną, idealną księżniczką. Ta, od siedmiu boleści.
Po chwili na dobre zasnęła.

- Hej - księżniczka odezwała się do koleżanek bez zbędnych emocji. Zapłakane oczy przykryła chyba toną makijażu, której używała chyba zawsze. Dla Brandona. I teraz to też się tyczyło jego. Fakt, nie musiała płakać, ale smutny wyraz twarzy pod makijażem jakoś staje się bardziej radosny, przynajmniej w jej przekonaniu.
Sztucznie się uśmiechnęła, stawiając przed sobą tacę ze śniadaniem. Dwie kanapki, sałatka i jakiś sok. Zwykle jadała więcej, ale tym razem nie miała apetytu.
- Wiesz już? - odważyła się zapytać Aisha.
- A o czym niby mam wiedzieć? - parsknęła blondynka, odruchowo odrzucając włosy do tyłu. Niby przypadkiem walnęła nożem w tacę.
- O niczym. Tak tylko zapytałam - wycofała się czarodziejka.
- To czemu pytałaś? Nie rozumiem cię. Pewnie chcesz zapytać, jak tam z Brandonem, bo pewnie to o to ci chodzi. Droga, hmm, przyjaciółko - podkreśliła ostatnie słowo - pragnę wyjaśnić, iż mój chłopak zdradzał mnie od dawna i dzisiaj się o tym dowiedziałam. Szczerze mówiąc, oczekiwałam po tobie większego taktu, ale jak widać, na Androsie wszyscy są tacy sami.
Wyglądała, jakby chciała coś dodać, ale powstrzymała się i jedynie wybiegła, hamując napływające do oczu łzy. Teraz chciała się tylko wtulić w chłopaka i usłyszeć, że to wszystko jest nieprawdą i nic nie czuje do rudowłosej, a jego jedyną miłością jest ona.
Kiedy znów usiadła na łóżku, objęła rękami nogi i schowała twarz w kolanach.
Mogła go przy sobie zatrzymać. Wciąż udowadniać, jak bardzo go kocha.
To dlatego, że przez ostatnie miesiące nie miała dla niego czasu?
Only know you love her when you let her go.*
Nagle usłyszała pisk mikrofonu i tłumione słowa. Otworzyła okno i nieśmiało się z niego wychyliła.
- Chciałam oznajmić, że trzy uczennice zostają wydalone z Alfei. Anjelica, Emmica i Bariel. Możecie się pożegnać ze szkołą, w końcu nigdy nie będziecie się mogły do niej zbliżyć - ostrym tonem oznajmiła Griselda.
Nikt nie chciał się do nich zbliżyć. "To było smutne", przemknęło przez myśl Stelli. "Pewnie chodzi o jakieś głupstwo."
- Teraz oddajcie swoje moce - dodała nauczycielka.
- Nie! - wyrwało się Bariel. - Rodzice mnie wytępią!
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej - oznajmiła Faragonda, po czym przyłożyła dłoń do czoła dziewczyny, wysysając z niej całą magię. Zrobiła to samo z pozostałymi dwiema uczennicami.
Ochroniarze szkoły wyrzucili je poza bramę, po czym została ona zamknięta.
Księżniczka była wstrząśnięta. Pierwszy raz widziała taką scenę. To, co zobaczyła, było wręcz niemożliwe. Nie miało prawa się wydarzyć.
"Nie tępią mnie tylko dlatego, że należę do królewskiego rodu. W przeciwnym razie zrobiliby ze mną to samo co z nimi..."
- A teraz przedstawiamy materiał nadesłany przez anonima - kompromitujące zdjęcia. W normalnym przypadku zachowałabym to dla siebie, ale... jest mi za ciebie wstyd, Bloom. I to bardzo - powiedziała Faragonda.
Oczom uczennic ukazały się fotki udowadniające, że pomiędzy Bloom a Brandonem działo się coś więcej.
Dla blondynki to było zbyt wiele. Po raz kolejny rozpłakała się. Nie była w stanie znieść tego wszystkiego. Myśli rozsadzały jej głowę. W tamtym momencie chciała pozbyć się tego wszystkiego, a najlepiej stracić pamięć. Szkoda, że wtedy było to takie niewykonalne.
"A teraz? A teraz przedstawiamy wam płaczącą księżniczkę. Kobietę, która nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Nie, jaką tam kobietę. Małą, zagubioną dziewczynkę ze zniszczonym życiem na starcie. Emocje właśnie lądują. Ciekawe, kiedy odlecą i znów księżniczka będzie mogła udawać zimną sukę z ukrytymi uczuciami pod płaszczem obojętności".

Jakiś czas później Winx zostały zgromadzone w jednej z klas. Stella praktycznie cały czas patrzyła w okno z zamyśleniem. Nie miała nawet odwagi spojrzeć w stronę przyjaciółki, jedynej, która kiedyś ją rozumiała. Zresztą, nie wiedziałaby, o czym z nią rozmawiać. Bo chyba nie o chłopakach. Pochyliła głowę w dół, by ukryć napływające do oczu łzy.
- Stella! Czy słuchałaś o czym mówię? - nagle popatrzyła w górę i ujrzała karcący wzrok nauczycielki.
- Tak, oczywiście. Mówiła pani o nowej, wyjątkowej transformacji, Devotixie - strzeliła blondynka, sztucznie się uśmiechając. Nie miała pojęcia, czy to akurat był ten temat.
- A co o niej mówiłam? - zdziwiła się dyrektor.
- Tylko jedna z nas może ją zdobyć, nic więcej pani nie powiedziała.
Ku zdziwieniu czarodziejki Faragonda oddaliła się w stronę nauczycielskiego biurka.
- Stello, cieszę się, że uważasz, ale proszę, na następny raz chociaż okaż zainteresowanie lekcją.
"Co?"
- Możecie zdobyć tę moc tylko w jeden sposób. Musicie uwierzyć w to, że jesteście gotowe bezinteresownie się poświęcić - zaczęła wyjaśniać. - Brzmi banalnie, ale wcale takie banalne nie jest. Nikt dotąd nawet nie zdołał zbliżyć się do otrzymania tej mocy. Mogę przygotować was do zdobycia Devotixu jedynie w bardzo niewielkim stopniu, reszta to trening duchowy.
- Musimy ją zdobyć same? Zupełnie same? - Tecna wytrzeszczyła oczy.
- Tak. Nadszedł ten rok, kiedy to wy pokazujecie, czego nauczyłyście się w Alfei - oznajmiła nauczycielka.
- No to Stella jej na pewno nie zdobędzie, bo niczego się nie nauczyła - zaśmiała się Musa. Jedynie Bloom dołączyła do niej chwilowym, cichym chichotem.
Blondynka zaczęła patrzeć w jej stronę obojętnym, pustym wzrokiem.
Po skończonych zajęciach szóstka czarodziejek wyszła z klasy.
"Chciałabym, żeby to Stella zdobyła tę moc, bo ma ogromny potencjał", usłyszała głos Flory.
- Flora, mówiłaś coś? - wyrwało się księżniczce.
- Nie, teraz byłam cicho - szatynka popatrzyła na towarzyszkę dziwnym wzrokiem.

Dla księżniczki Solarii pierwszy raz urodziny nie były ważne. Nie obchodziły jej żadne uroczystości, miała wrażenie, że ta cała sprawa jej nie dotyczy.
Dwudzieste trzecie urodziny miały być wyjątkowe. Według tradycji księżniczka musiała się wtedy - przynajmniej nieoficjalnie - zaręczyć.
Rok później zaręczyny musiały być potwierdzone.
Po ćwierćwieczu istnienia musiała wyjść za mąż.
"Ciekawe, czy wszędzie tradycje muszą być aż tak idiotyczne", skrzywiła się, wstając z łóżka. Jak na nią było to dosyć wcześnie, pozostałe współlokatorki jeszcze spały.
Ale to było dziwne. Czas się zatrzymał?
Była już jedenasta.
To niemożliwe.
Chciała obudzić dziewczyny, ale uznała, że tego nie zrobi.
Wyjęła z szafy losową bluzkę i dżinsy. "Nie jest źle", pomyślała, patrząc na swoje odbicie w lustrze po założeniu ubrań. Dodatkowo nałożyła koturny i sięgnęła po torebkę. Zmyła cały makijaż z poprzedniego dnia, uznając, że nie jest jej potrzebny - nie chciała, żeby jej się rozpłynął. Na nosie miała dosyć duże okulary przeciwsłoneczne, które zakrywały ślady po płaczu.
Włożyła klucze do torebki i uznała, że jest gotowa. Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę tarasu. Wiedziała, że stamtąd może się spokojnie teleportować i nikt jej nie zauważy.
"Kierunek - Solaria".

Rudowłosa strażniczka obudziła się jako ostatnia. Właśnie odsypiała nieprzespaną noc, którą spędziła z Brandonem. Większość czasu spędzili wtuleni w siebie, nic nie mówiąc ani nic nie robiąc. Najważniejsza była dla nich obecność drugiej osoby, tego właśnie potrzebowali.
Ani razu nie postawiła się na miejscu Stelli. Nie umiała wyobrazić sobie, jak czuje się jej przyjaciółka... dawna przyjaciółka. Na zajęciach ani razu nie spojrzała w jej stronę, jakby bała się widoku rywalki.
"Ale przecież miłość nie wybiera. Gdybym mogła, nigdy nie zakochałabym się w Brandonie. A kocham go tak mocno, jak nikogo innego".
Postanowiła, że wyjaśni tę sprawę raz na zawsze.
"Kierunek - Czerwona Fontanna".
Będąc na miejscu zobaczyła wielu specjalistów, którzy trenowali jakieś drobne sztuczki lub ćwiczyli. A, tak, Brandon wspominał jej coś o zawodach sportowych. Skierowała się na górę do jego pokoju. Nie sztuką było trafić do odpowiedniego. Szkoła była bardzo wyposażona technologicznie i na każdym piętrze był wykaz imion uczniów, którzy tam mieszkali.
Nieśmiało zapukała do drzwi.
- Otwarte! - usłyszała lekko drżący głos. Otworzyła. Na łóżku siedział Sky, który układał sobie na nim zdjęcia z ukochaną kobietą. Przełknęła ślinę.
- Witaj, Bloom - powiedział już bardziej opanowanym tonem. - Miło cię tu widzieć. Wiedziałem, że tutaj przyjdziesz.
- No, tak - potwierdziła trochę nieśmiało.
- Old friend, why are you so shy?** - zanucił. - Nie byłaś taka na tych zdjęciach z Brandonem.
Pobladła.
- Liczyłaś, że o niczym nie wiem?
On wpatrywał się w nią, ona stała w bezruchu. Po długiej chwili kiwnęła głową.
Parsknął śmiechem.
- Pomyliłaś się. I wiesz co? Potraktowałaś mnie jak śmiecia. Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? Dlaczego nie powiedziałaś mi, że mnie nie kochasz?
Nie odpowiedziała.
Sięgnął po jakiś bileciki.
- "Będę zaszczycona, jeśli wybierzesz się ze mną na bal" - zaśmiał się, wspominając dawne czasy.
Kolejnym elementem były zdjęcia. Setki ich wspólnych zdjęć, może nawet tysiące. Ciężko było je policzyć. W każdym razie, dokumentowały ich szczęście. Pierwsze lata były naprawdę udane.
Pozostałe elementy to było dosłownie wszystko. Listy, pamiątki, drobiazgi. Rudowłosa wiedziała już, dlaczego zrobił to wszystko.
Zebrał te pamiątki, wszystkie wspomnienia związane z nią. I nagle zaczął je niszczyć. Ciął je na najdrobniejsze kawałeczki, które powoli znikały.
Bloom stanęły łzy w oczach. Uświadomiła sobie, że to ona zniszczyła ich cały związek. Tyle się o siebie starali, tyle byli gotowi się poświęcić, ale musiała to zniszczyć. "Spieprzyłam to, kurwa", pomyślała, kiedy łzy spływały jej po twarzy. "Straciłam wszystko, co dla mnie cenne. Tylko pomyśleć, kiedy to wszystko zacznie się walić."
- To jest to, co ze mną zrobiłaś. Tak się czułem, kiedy dowiedziałem się o zdradzie dwóch najbliższych mi osób - powiedział, kiedy już był naprzeciwko niej. Byli tak blisko siebie, że czuli swoje oddechy. I to sprawiało, że poczuła się niepewnie.
- Przepraszam cię, Sky... - wyszeptała.
- To sobie przepraszaj - odszedł od niej o kilka kroków i podniósł z podłogi ocalały list.
- Masz, na przyszłość będziesz wiedziała, jakie listy będziesz pisać do swojego kochasia - podał go dawnej narzeczonej. Nie wytrzymała jego tonu. Chwyciła go i wybiegła z pokoju blondyna.
"I teraz tak czuję się przez siebie.
Właśnie przez siebie.
I nikogo innego."
W tym samym czasie zamknął drzwi i usiadł na łóżku.
"Do tej pory myślałem, że takie historie dzieją się jedynie w słabych programach telewizyjnych", westchnął.
Spojrzał na plakat z ulubionym zespołem Bloom. Pamiętał, kiedy kiedyś bardzo go namawiała, by z nią poszedł.
I zrobił to. Było świetnie, jasne. Naprawdę dobrze się bawił, choć wcale nie myślał, że tak będzie.
Ale teraz on tylko przypominał mu to wszystko.
Zerwał go ze ściany i jego oczom ukazał się napis, który wyraźnie go zaskoczył. Był już wyblakły, co świadczyło o tym, że już długo tam jest. Mimo to wyraźnie były napisane wszystkie litery.
"Kocham Cię, Sky.
Tak bardzo, że nigdy nie przestanę tego robić."

W Alfei życie zaczęło powoli toczyć się swoim rytmem. Winx zaczęły się rozsypywać. Ciągle doprowadzały do kłótni między sobą, przez co traciły swoje zaufanie.
Stella miała wrażenie, że zaczęła żyć obok wszystkiego. Całymi godzinami zamykała się w swoim pokoju, słuchając muzyki, rysując, myśląc. Z wesołej, pociesznej czarodziejki stawała się zamkniętą w sobie księżniczką.
Nie przeszkadzało to czwórce dziewczyn, które doprowadzały do awantur przez jedną małą rzecz, którą był pilot.
Tym razem z pozoru zwyczajna awantura przerodziła się w coś poważniejszego.
...Jak zawsze, była ustawiona kolejka. Jednego dnia jedna z Winx miała do dyspozycji pilot, innego dnia druga, i tak dalej. Niestety często dochodziło do pomyłek w planie czy nawet inna była tak zachłanna na pilot, że nie mogła wytrzymać.
Tym razem był dzień Bloom. Teoretycznie już wyrzuciły ją z pokoju za to, co zrobiła, więc nie mogła brać w tym udziału.
- Okay, no to teraz ja sobie obejrzę powtórkę serialu - Flora sięgnęła po pilot i włączyła swoją ulubioną stację telewizyjną.
- Hola, hola, teraz to ja chciałam posłuchać muzyki! - pisnęła Aisha.
- Od tego masz magiczne urządzenie zwane telefonem - odparowała szatynka.
- No chyba sobie żartujecie? Dzisiaj jest mój serial - fi-na-ło-wy od-ci-nek - syknęła Musa.
- Aha, właśnie leci program o elektronice - powiedziała niby spokojnie Tecna, później rzucając się na Florę.
- Co ty robisz?! - krzyknęła, broniąc pilota jak najdroższego skarbu.
- Raczej co ty robisz? Mnie się oddaje pilot, suko - powiedziała czarodziejka.
- Niby czemu?
- Bo to ja jestem księżniczką, a ty jesteś z nędznej, biednej rodziny - Flora słysząc te słowa spoliczkowała przyjaciółkę i popchnęła na podłogę, bijąc ją po całym ciele.
- Nie mówi się tak o mojej rodzinie! - odparła, nie interesując się już pilotem. Była wściekła.
Tymczasem Musa i Tecna wyrywały sobie pilota, aż jedna drugą popchnęła na kant stołu. Dopiero kiedy Tecna straciła przytomność, uświadomiły sobie, że przesadziły. Nie dość, że mieszkanie wyglądało jak po huraganie, to jeszcze dosyć ciężko ranna Tecna.
Zawołały Stellę, która pomogła Florze przenieść nieprzytomną Tecnę do szkolnej pielęgniarki, a Aisha pilnowała wściekłej Musy. Unieruchomiła ją zaklęciami, z których czarodziejka muzyki nie mogła się wyplątać.

Kilka dni później życie Winx wyglądało nieco inaczej. Bloom zakończyła naukę w Alfei i razem z walizkami odeszła na planetę Domino. Musa została zawieszona w nauce i wróciła do ojca na Melodię. Tecna wciąż się nie wybudzała. Przyjaciółka popchnęła ją tak mocno, że doszło do poważnych obrażeń.
A Stella stała się wrakiem człowieka. Obojętny wyraz twarzy, nieruchome spojrzenie. Przestała się odzywać, na jakiekolwiek pytania albo nie odpowiadała, albo mówiła zdawkowo. Bolało ją mówienie czegokolwiek. Bolał ją fakt, że nie może się z niczego cieszyć, bo jej największe szczęście zostało odebrane.
Dwie bliskie osoby z dnia na dzień zniknęły z jej życia.
Czuła, że nic nie mogło być tak jak dawniej. Ich klub się rozpadał. Jedynie Flora i Aisha próbowały go podtrzymać, ale to się nie udawało.
Podczas jednego z wieczorów podjęła decyzję.
Wyprowadzi się.
I to na Ziemię.
Wiele razy myślała nad tym, jak tam może być jej ciężko. Życie bez magicznych mocy na pewno nie będzie łatwe.
Ale decyzję i tak podjęła.
Spakowała wszystkie walizki, opuściła pokój i wpisała się na listę tych, którzy dobrowolnie wypisują się z Alfei.
Nerwowo ścisnęła w ręku swoje nowe dokumenty.
Od dzisiaj jest Elise Banks.
Od dzisiaj...
Przeszła przez portal, mając nadzieję, że już nigdy nie wróci do magicznego wymiaru.

*Passenger - "Let her go"

**Adele - "Someone like you"



_________

Przepraszam za tyle dywizów, ale tak bardzo chciałam wrzucić ten rozdział, że nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem go w niedokończonej formie (edytuję to, kiedy tylko będę mogła).

Oficjalnie wracam do Pamiętnika! Nie mam pojęcia, czy zostawię ten tytuł, czy nie - zastanowię się nad tym w wolnej chwili.

Mam nadzieję, że się spodobało, możecie zostawić jakiś komentarz, napisać opinię czy coś takiego :)
A, i jeszcze coś. Rozdział pisałam w długich odstępach czasu, więc style mogą być różne. Myślę, że zasługuje to na kolejne przeprosiny z mojej strony. (przepraszam, przepraszam, przepraszam!)

Powodzenia wszystkim w szkole! W końcu minęło dopiero półtora miesiąca, to chyba nie jest zbyt późno na życzenia, nie? ;)